Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

23 sierpnia 2016

Bezdzietni z wyboru

46

Nie mieć dzieci, to trochę jakby samemu być dzieckiem – nigdy nie trzeba dorastać. Możesz pozwolić sobie na spełnianie marzeń, twój czas należy tylko do ciebie. To argumenty osób, które świadomie rezygnują z posiadania dzieci. Mają za to wolność i... nie brakuje im lęków.

Statystyki wskazują, że co szósta polska para nie ma dziecka. Do niedawna o bezdzietności mówiło się najczęściej w kontekście bezpłodności, znacznie rzadziej – świadomego wyboru. Nasza kultura promuje – poprzez edukację, politykę, media, religię – tradycyjne wartości rodzinne, podkreślając szczególną rolę rodzicielstwa. W kontekście takiego przekazu bezdzietność – bez względu na przyczyny – postrzegana jest w sposób negatywny, jako coś „nienormalnego” czy „wstydliwego”, a mimo to rośnie liczba osób deklarujących dobrowolną bezdzietność. Ile z nich boi się mieć dzieci, a ile – z pobudek altruistycznych – nie chce?

Wolni od potomka
„Jesteśmy grupą dorosłych ludzi, którzy podzielają jeden wspólny pogląd: nie zamierzamy mieć dzieci. Określamy się jako «wolni od dzieci» (childfree), a nie «bezdzietni» (childless), aby pełniej wyrazić nasze przekonania. Uważamy się za wolnych od dzieci, czyli wolnych od utraty osobistego życia, pieniędzy, czasu i energii, które musielibyśmy poświęcić” – takie hasła widnieją na wielu internetowych stronach prowadzonych przez dobrowolnie bezdzietne osoby. Fora dyskusyjne na stronach www.childfreebychoice.com czy www.bezdzietni-z-wyboru.debata.blog.pl służą do prezentowania poglądów oraz poznawania podobnie myślących bezdzietnych, którzy także na co dzień spotykają się z niezrozumieniem. Stwierdzenia: „Chcę, żeby wprowadzono zakaz uczestnictwa dzieci w życiu publicznym!”, „Dlaczego nie można zabronić wprowadzania dzieci do barów, restauracji i hoteli, tak jak zabroniono palenia papierosów?” – to niektóre z opinii zamieszczanych przez forumowiczów.

Czym tłumaczą świadomą rezygnację z rodzicielstwa? Madelyn Cain w wydanej w 2001 roku książce pt. The Childless Revolution: what it means to be childless today, wylicza osobiste, biologiczne i ekonomiczne powody wyrzeczenia się dziecka. Choć zdarza się, że ktoś wprost deklaruje niechęć do dzieci, to najczęściej wymieniane są: brak odpowiedniego partnera lub dzielenie życia z kimś, kto nie chce lub nie może być rodzicem, wymagająca zaangażowania praca czy poświęcenie się karierze zawodowej. Jeszcze inni podają względy medyczne, albo wyrażają obawy dotyczące podołania trudom rodzicielstwa. Z badań przeprowadzonych w Polsce wynika, że choć liczba zwolenników bezdzietności rośnie, to ich podstawowym motywem jest niekorzystna sytuacja ekonomiczna: złe warunki mieszkaniowe, w przypadku kobiety – obawa przed możliwością utraty pracy oraz brak realnej polityki wspierającej rodzinę w naszym kraju. Zdaniem socjologa i demografa prof. Krystyny Slany, nie oznacza to, że takie przyczyny, jak: kłopoty zdrowotne, trudności z pogodzeniem obowiązków zawodowych i rodzinnych, ambicje zawodowe kobiet czy wreszcie zwykłe wygodnictwo – nie występują. Odgrywają jednak rolę drugoplanową.

Samorealizacja bez pieluch
Świadoma rezygnacja z posiadania potomstwa to wybór pewnego stylu życia. Dzięki badaniom przeprowadzonym przez ekonomistów University of Virginia wiadomo, że dobrowolnie wyrzekające się dziecka osoby, to najczęściej dobrze wykształceni, biali mieszkańcy miast, nastawieni na samorealizację, pracujący na wyższych stanowiskach (często specjaliści) i osiągający wysokie dochody. „Nie mieć dzieci, to trochę jak być dzieckiem samemu – nigdy nie trzeba dorastać. Możesz pozwolić sobie na spełnianie marzeń, na poszerzanie zainteresowań, na poznawanie świata. Twój czas należy tylko do ciebie” – przekonują na forach. Przyznają jednak, że rodzina, przyjaciele i współpracownicy wywierają na nich presję, nieustannie namawiając do prokreacji, przedstawiając bezdzietnych jako samolubnych i nieodpowiedzialnych, goniących za przyjemnościami hedonistów.

Czy tak jest naprawdę? W społecznym przekonaniu rodzicielstwo pełni wyjątkową rolę, dlatego bezdzietne pary – a zwłaszcza kobiety – postrzegane są jako „nie w pełni wartościowe”, „zgorzkniałe”, „niespełnione”. Stereotypowe opinie głoszą, że bezdzietni z wyboru nie lubią dzieci, tymczasem brakuje na ten temat wiarygodnych badań. Według profesor Slany, wiele takich osób znakomicie funkcjonuje w rolach profesjonalnych związanych z dziećmi, z powodzeniem odnajdują się też w rolach rodzinnych – jako ciocie czy wujkowie. Warto wspomnieć, że na bezdzietność decydują się także osoby prezentujące specyficzną, altruistyczną postawę wobec świata: nie chcą mieć potomstwa ze względu na przeludnienie czy problemy ekologiczne (patrz: www.overpopulation.org). Na forach nie brak więc i takich wpisów: „Posiadanie własnych dzieci, gdy tyle ich czeka w sierocińcach, to skrajny egoizm!”.
Dobrowolnie bezdzietni chcą, aby najbliższe otoczenie przestało wtrącać się w ich osobiste sprawy, a społeczeństwo nie wpędzało ich w poczucie winy. Domagają się uznania ich prawa do wyboru. W Stanach Zjednoczonych „wolni od dzieci” idą nawet dalej – zarzucają własnemu państwu, że ich dyskryminuje, a niektórzy stwierdzają wręcz, iż dotyka ich społeczne wykluczenie. Stowarzyszają się i żądają równouprawnienia, ponieważ trudno im żyć w kulturze „dzieciocentrycznej”, faworyzującej model rodzice plus potomstwo. Chodzi im nie tylko o podatkowe przywileje dla rodzin, ale także o sprawiedliwy podział obowiązków w miejscu pracy. „Ciężarne kobiety dostają lepsze miejsca parkingowe, matki urlopy wychowawcze, a od nas oczekuje się, że będziemy zostawały po godzinach” – oburzają się na jednym z forów dyskusyjnych.

Projekt „Dziecko”

Świadome zdecydowanie się na dziecko to dziś szczególnie trudne wyzwanie dla mężczyzn. D...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy