Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Bezcenna wartość dowartościowania

0 338

Ludzie dowartościowani mają dobre samopoczucie. Cechuje ich spokój ducha i optymizm. Często przeżywają radość czy miłość. Są zdolni do autoironii, umieją śmiać się z siebie. W chwilach trudnych lepiej sobie radzą ze stresem, frustracją i chorobą. Człowiek potrzebuje poczucia własnej wartości (ang. self-esteem).

Chcąc zaspokoić to pragnienie, przede wszystkim tworzy pozytywny obraz siebie (ang. self-view), czyli – używając pięknego polskiego określenia – dowartościowuje siebie. Jednak to nie wystarcza. Niezbędne jest też zdobycie uznania społecznego i szacunku otoczenia. A bez odpowiedniego poczucia własnej wartości człowiek ma kłopoty z przystosowaniem się do otoczenia, z nawiązywaniem kontaktów z innymi, nie daje sobie rady w szkole czy w pracy, jest sfrustrowany, czuje się gorszy i niepotrzebny. Może też stać się mniej odporny na choroby. W skrajnych przypadkach może nawet w przypływie desperacji targnąć się na swoje życie.

Badania i refleksje nad potrzebą poczucia własnej wartości mają długą historię. Już słynny filozof Georg Hegel uważał, że w różnorodnych czynach i wyczynach, w krwawych konfliktach i w pokojowych debatach ludziom nie tyle chodziło o zdobycze terytorialne, bogactwo czy dach nad głową, ile o zdobycie uznania społecznego i szacunku otoczenia. Niewolnik domagał się poszanowania przez swojego pana, pan oczekiwał uznania od niewolnika. Podobnie w demokratycznych społeczeństwach pragnienie poważania i szacunku jest bardzo silne. Jeśli przyjmiemy uznanie społeczne za wskaźnik pozytywnej oceny danej osoby w oczach innych, to walka o nie jest zmaganiem się o potwierdzenie własnej wartości, jest jednym ze sposobów dowartościowywania siebie („Skoro inni doceniają moje poświęcenie dla rodziny, to znaczy, że jestem coś wart”).

Takie poglądy były blis-kie Wil-liamowi Jamesowi, Alfredowi Adlerowi, Karen Horney, Władysławowi Witwickiemu czy Carlowi Rogersowi. Ich koncepcje i badania na ten temat kontynuują współcześni badacze. Najlepiej świadczy o tym fakt, że w ostatnich dziesięcioleciach opublikowano przeszło dziesięć tysięcy artykułów i książek poświęconych poczuciu własnej wartości. Poczucie to – mówiąc z pewną przesadą – jest tak ważne w strukturze osobowości, jak serce w organizmie i dlatego żaden profesjonalny psycholog go nie pominie.

Jak ludzie oceniają ogólną wartość swojej osoby? Na podstawie dotychczasowych badań można wyróżnić dwie metody.

Wybierając metodę poznawczą, opisaną przez Williama Jamesa, człowiek „sumuje” wiedzę o swoich silnych i słabych stronach, o swoich osiągnięciach i niepowodzeniach. W wyniku takiego świadomego rozumowania samodzielnie formułuje ogólną ocenę siebie. Ocena ta, zwana „poczuciem własnej wartości”, może być wysoka albo niska, pozytywna lub negatywna. Z kolei metoda afektywna, opisana przez Zygmunta Freuda, koncentruje się na analizie emocji skierowanych głównie na własne „ja”. W ciągu życia człowiek przeżywa zarówno uczucia pozytywne (np. miłość własną, narcyzm, dumę z własnych dokonań, radość życia), jak i negatywne (np. lęk, cierpienie, wstyd). W zależności od tego, które z tych afektów dominują, taki koloryt ma poczucie własnej wartości: jest ono jasne lub ciemne, pozytywne lub negatywne.

J.S., student polonistyki, był człowiekiem zdolnym i inteligentnym. Jego opiekunowie zgodnie twierdzili, że ma wszelkie predyspozycje, aby zająć się w przyszłości historią literatury lub prozą artys-tyczną. Jednak początkowo J.S. nie spełniał tych oczekiwań. Uczył się miernie. Częściej można go było spotkać w pokoju akademickim leżącego na łóżku i palącego papierosy niż siedzącego w bibliotece. Nie podejmował samodzielnych prób twórczych. Był pasywny, ponieważ sądził, że jest gorszy od innych. Sytuacja ta zmieniła się, gdy promotorem jego rozprawy magisterskiej został znakomity pedagog. Uczony rozpoczął systematyczną pracę nad kształtowaniem osobowości J.S. Po dłuższym czasie młody człowiek zaczął wierzyć we własne siły, doceniać swoje talenty. Wzrosło jego poczucie własnej wartości. Napisał oryginalną rozprawę magisterską, po czym zaangażował się w pracę publicystyczną i edytorską.

Te osiągnięcia zwrotnie jeszcze bardziej go dowartościowały.

Poczucie własnej wartości niewątpliwie wpływa na ludzkie czynności umysłowe i praktyczne podejmowane w świecie społecznym oraz prywatnym. Współdecyduje o przystosowaniu do otoczenia, o osiągnięciach szkolnych, o atrakcyjności interpersonalnej, efektach pracy politycznej. Paul Sniderman wykazał, że ludzie mający wysokie poczucie własnej wartości częściej zajmują się zawodowo polityką, częściej też stają się przywódcami i przewodnikami duchowymi. A co ważniejsze, bliższe są im ideały i wartości demokratyczne. Przeciwnie politycy, którzy charakteryzują się niskim poczuciem wartości.

Ci wykazują podejrzliwość, a nawet wrogość do demokratycznego ładu. Nierzadko wpadają w ekstremizm polityczny. Zatem nieszczęsne jest społeczeństwo, którym kierują niedowartościowane elity.

Poczucie własnej wartości odgrywa także istotną rolę w życiu prywatnym, w przeżyciach wewnętrznych i intymnych. Lucas wykazał, że istnieje silny związek między nim a dobrostanem jednostki. Ludzie dowartościowani, mający pozytywny obraz własnej osoby, charakteryzują się dobrym samopoczuciem, spokojem ducha, optymizmem. Często przeżywają pozytywne emocje, takie jak radość czy miłość. Są zdolni do autoironii; umieją śmiać się z siebie. W chwilach trudnych lepiej dają sobie radę ze stresem, frustracją i chorobą. Lekarze nazywają ich dobrymi pacjentami. Tymczasem niskie poczucie własnej wartości nie tylko zaburza, ale może zniszczyć życie prywatne i intymne.W latach 90. Solomon i jego współpracownicy odkryli niezwykłą rolę poczucia własnej wartości.

Otóż najbardziej brzemiennym problemem człowieka jest świadomość śmierci i groźba unicestwienia własnego życia. Wywołuje to trwogę, lęk i smutek. Trwoga stanowi niezbywalny składnik ludzkiego losu. Stanowi traumatyczną emocję przewijającą się przez egzystencję, szczególnie przez jej ostatni akt. Wymienieni psychologowie wykryli, że doniosłe znaczenie w opanowaniu trwogi odgrywa przekonanie człowieka o własnej wartości. Okazało się, że ludzie dowartościowani znacznie lepiej dają sobie radę z tą negatywną emocją. Często umieją ją wygasić. Mimo świadomości własnej śmierci żyją, działają i rozwijają się normalnie. Ich egzystencja ma sens.

Poczucie własnej wartości jest zatem buforem przed trwogą. Natomiast ludzie niedowartościowani – mają trudności z opanowaniem emocji. Zaburza ona ich spokojne życie.Skoro potrzeba dowartościowania siebie odgrywa tak doniosłą rolę w życiu człowieka, stara się on ją zaspokoić, próbuje potwierdzić poczucie własnej wartości, sformułować pozytywny obraz własnej osoby. Proces dowartościowania siebie przybiera jedną z dwóch form: rywalizacyjną lub indywidualistyczną. Człowiek preferujący tę pierwszą dokonuje czynów i wyczynów, które wyróżniają go z otoczenia, wskazują na jego wybitność i niepowtarzalność, zyskują uznanie społeczne.
Alfred Adler pisał z pewną przesadą: „Zaczynam w każdym zjawisku spostrzegać wyraźne dążenie do wyższości. Kieruje ono wszystkimi naszymi poczynaniami... Ten pęd ku górze nigdy nie ustaje”.

Wybierając rywalizacyjną formę dowartościowania siebie, człowiek konstruuje skalę porównań społecznych i umieszcza na niej siebie oraz osoby z własnego otoczenia. Im wyżej znajduje się na tej skali interpersonalnej w zestawieniu z innymi, tym bardziej dowartościowuje siebie, tworzy bardziej pozytywny obraz własnej osoby. Ambitne działania ekonomiczne, edukacyjne, naukowe czy artystyczne, które kończą się sukcesem i zyskują uznanie otoczenia, pozwalają poprawić swoją pozycję na tej skali. Tymczasem niepowodzenia, klęski czy nadmierne osiągnięcia, które pomijane są milczeniem przez społeczność lub nawet surowo krytykowane, na ogół obniżają poczucie własnej wartości. Często rodzą negatywne emocje i kompleksy. Formę rywalizacyjną preferowały takie wybitne jed nostki, jak Joseph Conrad, Zygmunt Freud czy Witold Gombrowicz.

W formie tej istotne znaczenie odgrywa rozgłos i sława na skalę międzynarodową lub lokalną. Sławne są gwiazdy filmowe, wybitni uczeni, wielcy politycy, ale także nauczyciele, lekarze czy psychoterapeuci pracujący w lokalnym środowisku. Jak wykazują badania Elizabeth Loftus, można wyróżnić trzy źródła rozgłosu i sławy. Po pierwsze, sięgają po nią jednostki czy grupy, które dokonały znaczących czynów, szczególnie transgresyjnych, w dziedzinie nauki, literatury, techniki, medycyny czy edukacji. Po drugie, rozgłos społeczny zależy też od osobowości i charakteru człowieka.

Wyróżniająca go osobowość barwna, niepowtarzalna i unikatowa bywa obiektem podziwu, budzi szacunek otoczenia i staje się wzorcem do naśladowania, ale daje mu też poznać smak oraz gorycz sławy. Po trzecie, w naszych czasach postępującej globalizacji – czego psychologowie nie doceniają – największą rolę odgrywają środki multimedialne, takie jak wysokonakładowe gazety, radio, telewizja czy Internet. Niewiele zatem jest przesady w twierdzeniu, że kto zdobył przychylność mediów, opanował sztukę manipulacji nimi, ten ma otwartą królewską drogę do sławy. Środki te mogą wylansować nawet ciemniaków i łajdaków. Sława, jako szczególny rodzaj uznania społecznego, potwierdza poczucie własnej wartości czy – jak powiada Leszek Kołakowski – pozwala zaspokoić potrzebę własnej autoafirmacji.

Druga forma dowartościowania siebie, zwana indywidualistyczną, była bardzo charakterystyczna dla takich postaci, jak Gustaw Flaubert, Karen Horney czy Antoni Czechow. W tym przypadku uznanie społeczne czy sława nie mają jakiegoś szczególnego znaczenia. Chcąc potwierdzić swoją wartość jako osoby, człowiek dokonuje ambitnych czynów, ale ocenia je według własnych standardów i własnego poziomu aspiracji. Czę-sto są one bardzo wymagające, osiągające granice doskonałości. Jeśli sprawca skonstruował urządzenie techniczne czy opracował nową metodę psychoterapii zgodną z tymi standardami, wówczas dowartościowuje siebie. Gdy jednak doznał niepowodzenia, obniża mniemanie o sobie lub zachowuje status quo. Przyjmując formę indywidualistyczną, człowiek staje się niezależny od kaprysów opinii publicznej i od zawodowych krytyków. Staje się – mówiąc słowami poety – własnym sterem, żeglarzem i okrętem.

Wszystko wskazuje na to, że większość ludzi wybiera formę rywalizacyjną. Uznanie, docenianie przez innych, aplauz czy sława częściej decydują o zaspokojeniu potrzeby własnej wartości niż spełnienie standardów osobistych. Uzasadnienie tego poglądu nie jest łatwe, ponieważ w wielu środowiskach, na przykład w sztuce, rywalizacja i konkurencja nie są akceptowane. Dlatego osoby, które wybierają tę formę, rzadko się do niej przyznają. Filozof niemiecki Artur Schopenhau-er sprawiał wrażenie eremity, którego nie interesują uznanie i rozgłos, oceniającego swoje osiągnięcia według własnych standardów. Jednak jego biografowie wykryli, że wiele czasu spędzał na poszukiwaniu w czasopismach i książkach wzmianek o swoich rozprawach; śledził cytaty i przypisy, aby przekonać się, czy zdobył uznanie kolegów. W ten sposób pragnął dowartościować siebie. Jesteśmy bardziej zakorzenieni w życiu społecznym i w kulturze, niż nam się to wydaje.

Chcąc dowartościować siebie za pomocą formy rywalizacyjnej lub indywidualistycznej, człowiek angażuje się w różnorodne działania. Źródłem potwierdzenia własnej wartości mogą być czynności codzienne, nawykowe i konwencjonalne. Przejawy miłości rodziców do dziecka, uznanie dla jego aktywności zabawowej i życzliwego stosunku do rówieśników wpływają na zaspokojenie tej potrzeby. Podobnie społeczna aprobata profesjonalnej pracy nauczyciela czy lekarza, udzielenie bezinteresownej pomocy ludziom doświadczonym przez los potwierdzają poczucie własnej wartości. W pewnych subkulturach również czyny agresywne, podłe i niezgodne z zasadami współżycia społecznego spotykają się z uznaniem otoczenia i dzięki temu podnoszą mniemanie ich członków o sobie.

Jednak kluczową rolę w zaspokajaniu potrzeby własnej wartości odgrywają ambitne działania innowacyjne, twórcze i ekspansywne, które przekraczają granice dotychczasowych osiągnięć jednostki lub społeczeństwa, czyli dokonanie transgresji. Człowiek podejmuje je w trzech światach. W naszych czasach tego rodzaju czynności dominują w świecie materialnym, w świecie techniki, gospodarki oraz ekologii. Jak wykazał Peter Drucker, konstruowanie nowych samochodów, projektowanie autostrad czy budowanie aparatów niezbędnych do operacji chirurgicznych nie tylko wpłynęło na postęp cywilizacyjny, ale także dowartościowało zespoły wynalazców, konstruktorów i przedsiębiorców. Z moich badań wynika, że reforma gospodarcza Leszka Balcerowicza potwierdziła poczucie wartości jej twórcy i jego współpracowników. Również małe wynalazki, odkrycia i ulepszenia, takie jak: oryginalny wystrój własnego mieszkania, domowa mieszanka ziołowa na dolegliwości żołądkowe czy niezwykłe pomysły kulinarne mogą podnieść poczucie własnej wartości.

Człowiek dowartościowuje siebie, działając również w świecie poznawczym, w świecie nauki, sztuki czy religii. Biogra-fie takich twórców, jak: Zygmunt Freud, Le Corbusier, Pablo Picasso czy Bronisław Malinowski wykazują, że dążyli oni do wyróżniania się, do potwierdzenia swojej wybitności, do tego, aby – mówiąc słowami Witolda Gombrowicza – „o cal wywyższyć się między ludźmi”. Nie tylko dokonywali przełomowych odkryć, ale również poświęcali wiele energii na to, żeby promować i upowszechniać swoje dokonania, żeby zdobyć uznanie społeczne oraz sławę, co umożliwiało im potwierdzenie poczucia własnej wartości. Warto podkreślić, że dla tych twórców nauki, sztuki czy literatury dobra psychologiczne (na przykład wybitność) były ważniejsze od dóbr materialnych. Dla laureatów Nagrody Nobla czek na milion dolarów ma mniejsze znaczenie niż towarzyszące temu wyróżnieniu uznanie i rozgłos. Badania wykazują, że również „zwykli” ludzie – uczniowie, nauczyciele, lekarze czy dziennikarze – podejmują ambitne działania intelektualne, dokonują transgresji poznawczych, aby podnieść mniemanie o sobie. Może również część autorów „Charakterów” kieruje się taką motywacją?

Wreszcie potrzeba ta inicjuje i ukierunkowuje wiele transgresji w świecie społecznym, w świecie instytucji publicznych i struktur władzy. Nieustannie toczy się tu gra o dobrobyt, sprawiedliwość, wolność czy władzę. W tym świecie podejmowane są również innowacyjne działania prospołeczne i prometejskie, które np. ratują życie i wyciszają traumatyczny stres. Nie ulega wątpliwości, że jednym z ważnych motywów takich transgresji społecznych jest pragnienie dowartościowania siebie lub swoich bliskich. Zatem wiele dróg prowadzi do zaspokojenia tej doniosłej potrzeby.

Chociaż w przeszłości psychologowie koncentrowali się na badaniu indywidualnej potrzeby własnej wartości, to obecnie coraz częściej – pod wpływem historyków i socjologów – zaczynają interesować się grupową (zbiorową) potrzebą tego typu (ang. „collective need for self-esteem”). Kształtuje się ona w określonych instytucjach publicznych, w grupach zawodowych, w środowisku uczonych, w partiach politycznych czy w organizacjach mafijnych. Ta grupowa potrzeba własnej wartości staje się przedmiotem badań empirycznych.

Capow analizował przeszło trzydzieści organizacji różnego typu, takich jak banki, szkoły, wydziały uniwersyteckie czy kościoły. Stwierdził, że ich członkowie w znacznej większości przypadków przeceniają osiągnięcia i prestiż swojej instytucji.

Faworyzują, a czasem i gloryfikują własną grupę, nie doceniając innych zespołów. Mają zbyt dobre mniemanie o sobie.

Takie zawyżone poczucie własnej wartości wpływa na spójność instytucji, utrwala jej tożsamość, pozwala utrzymać wspólny system wartości, zwiększa motywację do działania. Przecenianie własnej wartości i niepowtarzalności bywa szczególnie charakterystyczne dla grup elitarnych takich, jak np. ekipa Johna Kennedy’ego; wystąpiło w niej zjawisko znane jako „groupthink”, które zmniejszało jej skuteczność działania i racjonalność podejmowanych decyzji. Zatem nierealistyczne zbiorowe poczucie wartości może wywierać wpływ destruktywny.

Dotychczas zajmowałem się zjawiskami występującymi w małych grupach. Obecnie wejdę na wyższ...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy