Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , miłość

18 listopada 2015

Bez ryzyka nie ma miłości

140

Wielu z nas obawia się „opuścić gardę” i pokazać prawdziwą twarz nawet najbliższej osobie. Ale paradoksem miłości jest to, że jeśli nie podejmiemy tego ryzyka, nigdy się nie otworzymy i nie doświadczymy pełnej bliskości emocjonalnej, której wszyscy tak bardzo pragniemy - mówi prof. Sue Johnson.

Prof. Sue Johnson jest psychologiem klinicznym, dyrektorką Instytutu Par i Rodzin w Ottawie i Międzynarodowego Centrum Doskonalenia Terapii Par Skoncentrowanej na Emocjach. Wykłada na University of Ottawa i na Alliant University w San Diego. Laureatka nagrody Amerykańskiego Stowarzyszenia Terapii Małżeńskiej i Rodzinnej za wkład w rozwój terapii par i rodzin. Autorka m.in. książek Przytul mnie i Love Sense.

Paulina Pająk: – „Chcę oliwną być gałązką podnieś mnie i leć / Tańcz mnie po miłości kres”... Dlaczego jako motto książki Przytul mnie wybrała Pani właśnie słowa Leonarda Cohena?
Sue Johnson
: – To jedna z moich ulubionych piosenek o miłości. Uzmysławia, że zakochani przypominają parę tańczących na linie linoskoczków. Kiedy zaczyna wiać wiatr wątpliwości i lęków, para może spanikować i chwytać się siebie kurczowo albo szukać dla siebie osobno ratunku – wtedy lina rozkołysze się, co zwiększy niebezpieczeństwo upadku. Zakochani mogą jednak uniknąć katastrofy, jeśli dopasują wzajemnie swoje kroki i dostroją się emocjonalnie.
W miłości tańczymy przytuleni blisko albo odsunięci na odległość ramienia – ale zawsze razem. Wielu osobom łatwiej jest dostrzec to, jak na nie i na związek wpływa partner, niż zauważyć, w jaki sposób one same oddziałują na bliską osobę i relację. A zwykle obie strony są odpowiedzialne za problemy i za to, że ich miłosny taniec staje się coraz bardziej destrukcyjny. Na przykład kiedy mąż zamyka się w sobie, żona czuje złość. Nie dostrzega jednak, że to jej gniew przeraża partnera i sprawia, że ten odsuwa się od niej.
W Terapii Par Skoncentrowanej na Emocjach staramy się, by partnerzy dostrzegli, w jakim tańcu się poruszają i jak wpływają na łączącą ich relację. Dzięki temu mogą dostrzec negatywne wzorce, które wkradły się do ich relacji.

W jakich tańcach są uwięzione nieszczęśliwe pary?
– W parach, które przychodzą na terapię, dostrzegamy trzy destrukcyjne wzorce, trzy rodzaje szkodliwego tańca. W tym pod tytułem „znaleźć tego złego” partnerzy wzajemnie się obwiniają, atakują i oskarżają. W związek wkrada się poczucie braku kontroli, partnerzy koncentrują się na samoobronie, trudno im dostrzec jasne strony kochanej osoby czy wpływ swojego zachowania na jej reakcje. Natomiast w związkach, które „kruszą się” od lat, pojawia się taniec „zastygnij i uciekaj” – obie osoby wycofują się w obawie przed zranieniem. W takiej relacji panuje przeraźliwa, martwa cisza.
Jednak najczęściej nieszczęśliwe pary tańczą „polkę protestacyjną”, w której jedna strona przejawia krytyczną i agresywną postawę, a druga przyjmuje nastawienie obronne i dystansuje się. Im bardziej jedna osoba się wycofuje, tym ostrzejsze stają się ataki tej drugiej.

Dlaczego rozpoznanie destrukcyjnego wzorca, modelu tańca w związku, jest tak ważne?
– Kiedy partnerzy zrozumieją, w jaki taniec wpisują swoją relację, przestają „dryfować” i zyskują poczucie kontroli. Mają wpływ na swoje zachowanie, mogą więc wspólnie zmieniać taneczne kroki. Już nie wysyłają bezwiednie sygnałów, które wywołują negatywne reakcje partnerów.
W czasie terapii nieraz słyszałam, jak małżonkowie opowiadali sobie o uczuciach, które nimi targają. I tak na przykład żona mówiła do męża: „To jest błędne koło. Czuję, że mnie nie słuchasz i zaczynam naciskać. A ty wtedy myślisz, że uważam cię za złego męża i milczysz”. On na to: „Bardzo się bałem, że tak właśnie o mnie myślisz. Nie wiedziałem, co mogę powiedzieć”. A ona wyjaśniała: „Nie, ja po prostu potrzebuję twojej bliskości i uwagi. Zaczynam naciskać, kiedy czuję, że się ode mnie oddalasz”.
Dzięki tej rozmowie oboje zrozumieli, w jakim tańcu wirują – jaki wzorzec powtarza się w ich związku. Pojawiła się szansa, że wydostaną się z niego i wspólnie opracują kroki nowego, lepszego tańca. Takiego, w którym będzie miejsce na zaufanie i bliskość.

W czasie kłótni trudno dostrzec, jak nasze reakcje wpływają na zachowanie partnera. Czy para może dokonać takiej analizy później?
– Tak. Wiele osób wraca do takich „punktów zapalnych” po dłuższej chwili, gdy emocje opadną. Uczucia, które pojawiają się w miłosnym tańcu, są niezwykle silne. Miłość to nie wybuchowa mieszanka seksu i sentymentalnych westchnień. Miłość to kod przetrwania wpisany w nasze mózgi w toku ewolucji. Jest podstawową potrzebą, taką jak potrzeba tlenu czy wody. Z ukochaną osobą u boku możemy śmiało stawić czoła nieznanemu światu.

Czego potrzebuje para, by budować, rozwijać i podtrzymywać relację miłosną?
– Z mojego doświadczenia wynika, że kluczowa dla par jest zdolność budowania więzi i umiejętność wypracowania bezpiecznego stylu przywiązania. Ważne są otwartość na partnera i umiejętność emocjonalnego „dostrajania się” do jego emocji. Obie te cechy możemy rozwijać. Ważne jest również zaangażowanie, czyli szczególny rodzaj uwagi, który łączy w sobie oczarowanie i zaabsorbowanie partnerem – na kochaną osobę dłużej patrzymy, częściej jej dotykamy... Szczęśliwe pary nawet po kłótni potrafią znaleźć do siebie drogę, dać sobie nawzajem poczucie emocjonalnego bezpieczeństwa i wzmocnić w ten sposób łączącą ich więź.

W swojej terapii przywołuje Pani pojęcie autentyczności Carla Rogersa. Zachęca Pani partnerów, by odkrywali, co tak naprawdę czują i czego pragną – i dzielili się tymi odkryciami. Czy pary nie reagują na taką propozycję lękiem?
– Och tak, dość często. Poruszamy w terapii temat lęku przed odsłonięciem się. Ujawnienie swoich czułych miejsc jest szczególnie trudne dla osób, które nie nauczyły się tego w rodzinnych domach. Boją się, że jeśli opowiedzą o swoich najskrytszych lękach, partner je zrani. Wielu z nas obawia się „opuścić gardę” i pokazać prawdziwą twarz nawet najbliższej osobie. Ale paradoksem miłości jest to, że jeśli nie podejmiemy tego ryzyka, nigdy się nie otworzymy i nie doświadczymy pełnej bliskości emocjonalnej, której wszyscy tak bardzo pragniemy.

Terapia Par Skoncentrowana na Emocjach opiera się na teorii przywiązania Johna Bowlby’ego, który pracował z dziećmi.
– Kiedy zaczęliśmy pracować nad tym nowym modelem terapii par, oglądaliśmy wiele filmów z sesji terapeutycznych. Zwracaliśmy uwagę na to, w jaki sposób pary radzą sobie z trudnościami. Stosując Terapię Par Skoncentrowaną na Emocjach, szybko osiągnęliśmy wspaniałe rezultaty, ale tak naprawdę nie wiedzieliśmy, dlaczego ta terapia działa. Domyślaliśmy się jedynie, że kluczowe było odsłanianie i dostrajanie się emocjonalne partnerów.
Pojechałam wtedy na konferencję dotyczącą terapii związków, by przedstawić rezultaty badań nad nową terapią. Kiedy słuchałam kolejnych prelegentów, zdałam sobie sprawę, że romantyczna miłość była traktowana jak umowa czy transakcja między partnerami, jak taki mały „handel wymienny”. Terapeuci uczyli więc pary technik negocjacji, które okazywały się zawodne...
I wtedy pomyślałam, że zgodnie z teorią Johna Bowlby’ego miłość to emocjonalna więź. Terapia Skoncentrowana na Emocjach działa, ponieważ jej techniki pomagają zmieniać styl przywiązania partnerów. Ale przecież teoria Bowlby’ego odnosiła się do dzieci! Zaczęłam poszukiwać naukowców, którzy badaliby style przywiązania u osób dorosłych. W tamtych czasach nie było to łatwe, ale w końcu znalazłam psychologów społecznych, np. Phila Shavera czy Mario Mikulincera, którzy podejmowali ten nurt badań. Czytałam wszystko, co wtedy publikowano na temat przywiązania osób dorosłych i przez ten pryzmat patrzyłam na pary, które szukały u mnie pomocy... Dzięki teorii przywiązania mogłam lepiej zrozumieć taniec, jaki tańczyły pary, a potem dostrzec jego różne rodzaje.

Chętnie czerpie Pani inspirację z innych dziedzin psychologii, takich jak neuronauka. Niedawno przeprowadziła Pani badania, które pokazały, że Terapia Par Skoncentrowana na Emocjach zmienia reakcje partnerów już na poziomie mózgowym!
– Ten eksperyment jest elementem dużych badań, w których chcemy sprawdzić, czy Terapia Par Skoncentrowana na Emocjach rzeczywiście zmienia styl przywiązania partnerów i jakość łączącej ich więzi. Analizujemy zwłaszcza aspekt więzi, który nazywamy „dostępnością emocjonalną” – otwartość na partnera i jego emocje. Nie sprawdzamy zatem, czy dzięki naszej terapii wzrasta poziom satysfakcji ze związku. Przyglądamy się samej więzi, by sprawdzić, co przekłada się na bliskość emocjonalną, której wszyscy pragniemy.
Na razie rezultaty naszych badań są fantastyczne. Przeprowadziliśmy eksperyment, który dowiódł, że interwencje terapeutyczne mogą zmienić sposób, w jaki mózg reaguje na potencjalne zagrożenie. W badaniach wzięły udział 24 pary małżeńskie. Każda kobieta była dwukrotnie badana za pomocą fMRI – przed pełnym cyklem Terapii Par Skoncentrowanej na Emocjach i po nim. Kiedy kobieta leżała w skanerze fMRI, nad jej głową pojawiała się litera „X”, sygnalizująca, że za chwilę poczuje wstrząs elektryczny na wysokości kostki. Sprawdzaliśmy, jak jej mózg zareaguje na to zagrożenie, gdy będzie mierzyć się z nim samotnie, w towarzystwie obcej osoby oraz gdy mąż trzyma ją za rękę. Przed terapią reakcja mózgu była identyczna we wszystkich tych okolicznościach – reakcja alarmowa sprawiała, że cały mózg świecił się intensywnie, a kobiety określały sam wstrząs jako „bolesny”. A zatem w każdej z par przed terapią partnerzy czuli się osamotnieni i nie mieli do siebie zaufania. Następnie wszystkie małżeństwa brały udział w dwudziestu sesjach Terapii Skoncentrowanej na Emocjach, a po ich zakończeniu ponownie zbadano kobiety. Okazało się, że reakcja na zagrożenie była równie silna, gdy mierzyły się z nią same, a kiedy towarzyszył im nieznajomy, strach był tylko nieco mniejszy niż w pierwszym badaniu. Ale zmiana – wręcz uderzająca – była widoczna, gdy mężowie dodawali im otuchy, trzymając za rękę. Mózg kobiety uspokajał się, a sam wstrząs nie przynosił już bólu, a jedynie dyskomfort. A zatem miłość partnera była teraz sygnałem, który dosłownie uspokajał przerażony mózg.

Czy więź z partnerem pomaga nam radzić sobie także z codziennym stresem?
– Zdecydowanie tak. Dzięki miłości jesteśmy blisko...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy