Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

18 grudnia 2017

Anioł Stróż i noworoczne obiecanki

24

Koniec roku to zwykle czas remanentów i podsumowań. Zastanawiamy się, czego dokonaliśmy, a jakich zamiarów nie udało nam się zrealizować. Postanowienia noworoczne bywają jednak szkodliwe - ostrzega Julius Kuhl, wybitny niemiecki psycholog.

Dorota Krzemionka i Agnieszka Chrzanowska: – Bridget Jones, bohaterka powieści Helen Fielding oraz popularnego filmu, za każdym razem, gdy zbliża się nowy rok, obiecuje sobie, że schudnie, rzuci palnie, przestanie pić alkohol. Co roku w swoim dzienniku wypisuje te same postanowienia... Efekt znamy: nigdy nie zostają one zrealizowane. Dlaczego tak trudno urzeczywistnić swoje pragnienia?
Julius Kuhl: – Wiele osób pyta mnie o to. A ja czuję się zobowiązany przestrzec wszystkich przed formułowaniem intencji, ponieważ... mogą być niekorzystne dla zdrowia. Oczywiście, wyolbrzymiam nieco problem, jednak intencje rzeczywiście mogą mieć na nas negatywny wpływ. Okazuje się, że gdy tylko je sformułujemy, spada nam nastrój. Dostrzegamy bowiem rozbieżność pomiędzy stanem aktualnym i tym, co sobie zakładamy. Okazuje się, niestety, że bardzo dużo nam brakuje do wymarzonego stanu. Tracimy wiarę, że kiedykolwiek go osiągniemy, obniża się motywacja. Intencje pozbawiają nas zatem energii i poczucia szczęścia.

Czy zatem lepiej powstrzymać się od nich, nic sobie nie obiecywać?

– Nie do końca. Obniżenie nastroju po tym, jak coś sobie postanowimy, ma znaczenie adaptacyjne. Intencje zwykle formułujemy tylko wtedy, gdy nie możemy czegoś osiągnąć natychmiast, bo coś nam stoi na przeszkodzie, bo najpierw musimy rozwiązać jakiś problem. Oznacza to, że musimy powstrzymać impuls, inaczej zrobimy coś przedwcześnie, w nieodpowiednim momencie, pochopnie i bez przemyślenia. To obniżenie nastroju i brak energii sprawiają, że nie działamy impulsywnie.
Niektórzy wytwarzają dość energii, by przeciwdziałać temu efektowi spadku energii. W ich wypadku intencje nie są niebezpieczne, po ich sformułowaniu czują się wręcz silniejsi. Mają wysoką zdolność samomotywacji. Ironia polega jednak na tym, że ci, którzy zwykle formułują intencje – na przykład notorycznie składają noworoczne postanowienia – mają właśnie problemy z motywacją. Prawdopodobnie dominuje u nich orientacja na stan [por. tekst „Stan wahania zamiast działania”, s. 52]. W przeciwnym razie nie formułowaliby takich postanowień. Mamy u nich do czynienia z błędnym kołem – osoba podejmuje postanowienie, nie ma jednak silnej samomotywacji, więc ponosi porażkę, nie dotrzymuje postanowienia, co jeszcze bardziej ją demotywuje.

Jak przerwać takie błędne koło?

– Najlepiej przestać formułować intencje, składać postanowienia. Zamiast nich można na przykład wyrażać życzenia: „Chciałabym zacząć...”, „Byłoby miło, gdyby...”. Życzenia nie obniżają aż tak bardzo nastroju. Dlatego efektywniej realizujemy zamierzenia, jeżeli punktem wyjścia są życzenia i fantazje na temat tego, jak to będzie, gdy już spełnimy nasze marzenia. Dzięki temu doświadczamy pozytywnych emocji.

Istnieje jednak ryzyko, że poprzestaniemy na życzeniach, że pochłonie nas świat fantazji...

– Rzeczywiście, pojawia się takie niebezpieczeństwo. Z formułowaniem zamierzeń wiąże się podwójne ryzyko. Z jednej strony nie jest dobrze, gdy – jak wspomnieliśmy – koncentrujemy się tylko na intencjach, z drugiej zaś ryzykowne jest pozostawanie tylko w sferze marzeń i fantazji. Ważne są zarówno życzenia, jak i intencje. Chodzi o to, żebyśmy najpierw pofantazjowali, zastanowili się, czego naprawdę sobie życzymy, a następnie sformułowali intencję odnośnie tego, co trzeba zrobić, aby przybliżyć marzenia, od czego zacząć. Potem znów wracamy do życzeń.


Jak z wielu marzeń i pragnień wybrać to jedno prawdziwe? Jak rozpoznać moment, kiedy już warto sformułować intencję?

– To wymaga dostępu do swojego „ja”. I do prawej półkuli mózgowej. Dzięki temu jesteśmy w stanie ujrzeć wszystkie swoje życzenia i pragnienia jakby na jednym ekranie, możemy je porównywać ze sobą. W ten sposób możemy równolegle dostrzec różne możliwości, które przychodzą nam do głowy i określić, która jest najważniejsza. Każda z opcji ma wiele konsekwencji, zarówno zalet, jak i wad. Nie jesteśmy w stanie świadomie obliczyć wszystkiego, dokonać racjonalnych kalkulacji – to domena lewej półkuli mózgu, ona odpowiada za świadomą kontrolę i analizę. Ale świadomy namysł i analiza nie pozwalają nam rozeznać się w pragnieniach i marzeniach.

Jak możemy sobie pomóc?

– Najpierw trzeba się zrelaksować, osłabić negatywne emocje. Jeżeli chcemy uzyskać szersze spojrzenie na siebie i swoje życie, nie powinny nas dekoncentrować żadne stresujące sytuacje i wydarzenia. Najlepiej wprowadzić umysł w stan medytacji. Można w tym celu zastosować dowolną technikę, na przy[-]kład trening autogenny, oddychanie zen, albo słuchanie przyjemnej muzyki. Każdy sam wie najlepiej, co go uspokaja. Istnieje pewna forma medytacji, która jest dostępna dla każdego, a jednocześnie najskuteczniejsza. Mam na myśli sen. Jeśli dobrze śpimy, to nie potrzebujemy wiele medytować w ciągu dnia.

Codzienne obowiązki, stresy i napięcia sprawiają, że czasem trudno się zrelaksować...

– Osobom, które mają z tym problemy, mogę polecić bardzo proste ćwiczenie. Skoncentruj się i wypisz wszystkie pragnienia, które przychodzą ci do głowy. Potem skup się przez krótką chwilę na każdym z nich, na przykład powtarzając je. Skoncentruj się wtedy na swoim ciele, na fantazjach, jakie się pojawiają i na uczuciach, jakie temu towarzyszą. Nie dokonuj analizy, nie zastanawiaj się, czy i jakie dane życzenie ma plusy, a jakie minusy. Doświadczaj po prostu, jak się czujesz, gdy myślisz o danej fantazji. Emocje są częścią nas, naszego „ja”. Dopuszczając je, zyskujemy dostęp do prawdziwego „ja”.

Mówi Pan o „ja”, ale o którym? Psychologia rozróżnia „ja” realne, „ja” idealne, „ja” powin[-]nościowe i wiele innych. Które jest prawdziwe? Gdy czegoś pragnę, o czymś marzę, kto tak naprawdę tego pragnie?
– Trzeba rozróżnić pomiędzy „ja”, czyli self, a ego. Ego to właśnie „ja” powinnościowe. Jest ono jawne, logiczne, werbalne, bliższe konwencjom społecznym i bardziej otwarte na zewnętrzne sugestie i wskazówki. Ale ma ograniczenia, koncentruje się na jednej sprawie w danej chwili, co oczywiście może być zaletą, ale bywa też wielką wadą. Również „ja” idealne jest formą ego. O „ja” powinnościowym czy idealnym możemy mówić w spójny sposób, a o „ja” prawdziwym – nie zawsze. Jest ono bowiem w dużej mierze nieuświadomione, niewerbalne i przepełnione emocjami. Owszem, częściowo możemy je sobie czasem uświadomić, trudno jednak kontrolować je, ponieważ nie reaguje na bezpośrednie instrukcje czy sugestie. Dlatego na przykład w hipnoterapii pacjentowi daje się wybór. Zam...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy