Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

12 lipca 2016

Nie taki święty spokój

15

Nie ma dnia, żebyśmy go nie życzyli - sobie, innym, całemu światu. Chociaż trochę. Gdy już mamy wszystkiego dość, to błagamy, by dali nam go inni, by nas w nim zostawili. Spokój - emocja czy stan? Dlaczego go tracimy i jak odzyskujemy?

Jeśli język odzwierciedla nasz sposób myślenia, jak zakładał znany psycholog rozwojowy Lew Wygotski, to wydaje się, że spokój w naszej kulturze jest niezwykłą wartością. Mówimy „święty spokój”, „najważniejsze, żebyś miał teraz spokój”, komplementujemy kogoś, że jest istną „siłą spokoju”. Przed snem życzymy sobie spokojnej nocy, a w ostatecznej perspektywie chcielibyśmy osiągnąć spokój wieczny...

Co to jednak jest spokój? Czy spokój zawsze jest czymś przyjemnym? Czy może go być za dużo? Jeśli przez spokój rozumiemy ciszę, harmonię i brak intensywnych doznań, to pewnie dla niektórych spokój oznacza nudę. Sytuacja, w której nic się nie dzieje, jest przeżywana jako pustka, a przecież rodzimy się z zapotrzebowaniem na określoną ilość bodźców, których doświadczanie jest dla nas przyjemne. Brak bodźców przez dłuższy czas może być frustrujący, ale i nadmiar bodźców może męczyć, powodować napięcie i niepokój. Z czasem rozpoznajemy włas[-]ne preferencje dotyczące ilości i rodzaju bodźców.

Ucieczka od myśli

Ostatnio bardzo modne stały się sporty i doświadczenia ekstremalne – skoki na bungee, lot na paralotni, nurkowanie czy ekstremalna jazda na nartach. Wzorem w naszej kulturze jest dziś człowiek aktywny, otwarty na nowe doświadczenia, ciągle poszukujący wrażeń. Jakie są prawdziwe motywy tych poszukiwań? Czy nie jest jednak tak, że wypełnianie życia ekstremalnymi doświadczeniami, których dostarczają sport czy podróże (a w bardziej dostępnym wariancie praca na korporacyjnym stanowisku kończąca się przed północą) jest ucieczką? Czemu te doświadczenia służą naprawdę? Czy potrafimy jeszcze – i czy chcemy – doświadczać spokoju?

Współczesne „pokolenie MTV” przyzwyczajone jest do dużej ilości bodźców, które szybko się zmieniają i nie wymagają od odbiorcy szczególnej koncentracji. Dla wielu z nas cisza czy długotrwały spokój związany z monotonnymi bodźcami są trudne do zniesienia. Film „Wielka cisza”, przedstawiający życie w kontemplacyjnym klasztorze kartuzów o ścisłej regule, w którym przez większość dnia obowiązuje nakaz milczenia (czas wypełnia mnichom kontemplacja i modlitwa), wywołuje w nas szok. Film niemal obywa się bez słów, zarówno bohaterowie dokumentu, jak i widzowie mierzą się z minimalną ilością bodźców. Być może trudno nam znieść tempo narracji filmowej, bo nie jesteśmy do niego przyzwyczajeni, a może źródłem dyskomfortu jest to, że ten klasztorny spokój i cisza zostawiają zbyt dużo miejsca na myśli i uczucia, z którymi nie kontaktujemy się zbyt często...

W zgodzie na straty
Cisza i spokój, stwarzając pusty ekran dla naszych projekcji, mogą być dla nas groźne. Na ekran ten rzutujemy wszystkie nasze prag[-]nienia, lęki oraz wewnętrzne konflikty. Freud uważał, że lęk przeżywany jako rodzaj uogólnionego niepokoju, który nauczyliśmy się wiązać z określonymi okolicznościami w naszym życiu, jest w rzeczywistości wyrazem naszych wewnętrznych nieświadomych konfliktów. Gdy pole naszej uwagi nie jest szczelnie wypełnione aktywnością i kiedy naszemu umysłowi brak zajęcia, nie możemy przeżywać spokoju – w tych warunkach wewnętrzne nieświadome konflikty oraz związane z nimi uczucia silniej dochodzą do głosu. Dla wielu osób długo oczekiwany urlop, podczas którego chciały nareszcie pozwolić sobie na słodkie nicnierobienie, staje się w związku z tym udręką. Zapełniają go więc wzmożoną aktywnością albo na egzotycznej plaży przeglądają w laptopie służbową pocztę, uciekając w ten sposób od samych siebie.

Na nasze szczęście z reguły nie udaje się nam uciec zbyt daleko. W końcu każdego z nas dopada fundamentalny egzystencjalny dylemat: co zrobić, by moje życie miało sens, jak je przeżywać świadomie? Pytania te wprowadzają w nasze życie niepokój, na który być może jesteśmy skazani. Upragnionego spokoju udaje nam się doświadczyć jedynie przez chwilę – dzięki określonej pracy duchowej poprzez medytację, religijną kontemplację czy kontakt z naturą.

Jeśli rozumieć spokój jako względny brak wewnętrznych nieświadomych konfliktów, to osiągają go ludzie świadomi własnych uczuć, pragnień, myśli i sprzecznych dążeń, gotowi dokonywać świadomych wyborów i pogodzić się ze stratami, które te wybory za sobą pociągają. Spokój tak pojmowany to życie w zgodzie z wewnętrznymi wartościami, zdolność do polegania na sobie, która wynika z poczucia, że sam jestem dla siebie ważnym źródłem oparcia. Pogodzenie się z ludźmi i z samym sobą. Także poczucie, że jestem kimś wartościowym niezależnie od tego, czy to, co robię, jest przez innych dobrze oceniane.

Za wszelką cenę
Wszyscy czasami doświadczamy niepokoju – gdy dokonujemy zmian w swoim życiu, przeżywamy trudności czy kryzysy, gdy adekwatnie reagujemy strachem na realne zagrożenie. Niepokój pojawia się w sytuacjach, kiedy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy