Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

ZNAKI WOLNOŚCI

0 262

O długich włosach i innych symbolach poczucia wolności pisze MICHAŁ BUCHOWSKI.

W okresie stalinizmu za szereg „zbrodni” można było zostać ukaranym, i to bardzo surowo. Na śmierć skazywano nie tylko za mniej lub bardziej wyimaginowana zdrad´ stanu, szpiegostwo albo ciężkie przestępstwa pospolite, ale – jak pokazują na przykład dokumenty sądowe z roku 1951 – także za bikiniarstwo. Czym ono było? Stylem życia, który naśladować miał zgniłe, burżuazyjne, imperialistyczne i amerykańskie wzorce. Zbigniew Romek w swojej publikacji „Walka z amerykańskim zagrożeniem w okresie stalinowskim” (wydanej przez Instytut Historii PAN w 2001 roku) pisze o przypadku, kiedy za bikiniarstwo połączone z drobnymi kradzieżami skazano czterech młodych ludzi na najcięższe kary – dwóch na wieloletnie więzienie, a dwóch na śmierć. Władza ludowa okazała wyjątkową łaskawość, zamieniając później karę śmierci na dożywocie. Ci czterej młodzi ludzie dostali takie kary nie tyle za niezbyt istotne kradzieże, co przede wszystkim za czytanie prasy zachodniej, jeżdżenie taksówkami czy chodzenie na dansingi. Jak pisze Leopold Tyrmand w „Dzienniku 1954”, nawet kolorowe skarpetki kłuły w oczy władzę ludową, a jazz to był już owoc zupełnie zakazany.

Jak na wakacyjny sezon, temat taki może wydawać się zbyt ciężki. Wiąże się z kontrolą społeczną, a my tymczasem wybieramy się na kanikuły, od lat postrzegane jako czas wolności, by nie powiedzieć frywolności. Zapewniam, że i do tego dojdziemy, lecz najpierw musimy przejść drogą, która uświadomi nam, że: po pierwsze, wolność nie jest nam dana i dozuje ją społeczeństwo; po drugie, ma ona swoje symbole, a my, posługując się nimi, możemy o nią walczyć.
Mary Douglas, brytyjska antropolog, opracowała kiedyś schemat w postaci osi współrzędnych, obrazujący zależności między skostniałością struktury społecznej i kontrolą grupy nad jednostką a tolerancją systemu wierzeniowego i wolnością myślenia jednostki. Nie wgłębiając się w jego zawiłości, powiem tylko, iż według tego schematu grupy, w których jest silna kontrola zachowań jednostki, wyznają jednocześnie światopogląd restrykcyjny: nie tylko masz postępować w określony sposób, ale i myśleć tak jak wszyscy. Grupy tego typu mają równocześnie sztywną strukturę społeczną, a życie codzienne pełne jest nakazów i zakazów. Jeśli chodzi o społeczności pierwotne, to tabu obejmować mogło szeroki zakres zachowań – od ściśle określonego doboru partnera małżeńskiego po unikanie kontaktu wzrokowego z teściową. W okresie kolonialnym taką właśnie grupą mieli być Tallensi z Ghany. Każdy z góry wiedział, jak ma się ubierać, jaką fryzurę nosić, co ma jeść. Ci, którym duch buntu nie pozwalał w jakikolwiek sposób pogodzić się z systemem, poddawani byli kuracji rytualnej.
Podobne zależności możemy dostrzec w chrześcijańskim społeczeństwie feudalnym: sztywna struktura społeczna i restrykcyjny wymóg podzielania światopoglądu.

Odstępstwo od wiary uważane było za kacerstwo, herezję, karaną śmiercią lub w najlepszym wypadku wykluczeniem z grupy, czyli banicją. Spór między innymi wokół tego, czy należy się żegnać dwoma czy trzema palcami, na zawsze podzielił wyznawców prawosławia na starowierców i tych, którzy reformy patriarchy Nikona przyjęli. W efekcie ci pierwsi musieli szukać schronienia poza Rosją.

W takiej społeczności nie ma miejsca na odstępstwo. Najmniejsza oznaka akceptacji innego sposobu myślenia musi być zniszczona w zarodku, gdyż burzy niepodzielnie królującą strukturę. Wszak istnieją regiony naszego współczesnego świata, w których brak brody lub wąsów u mężczyzny może oznaczać dla niego karę chłosty, a publiczne odsłonięcie twarzy przez kobietę może się dla niej równać śmierci. Najwyraźniej społeczeństwo dyktatury proletariatu przedstawiało sobą podobny wzorzec. Każdy ma postępować tak, jak nakazuje narzucona przez autorytet norma społeczna, zaś spójność zachowań jest odzwierciedleniem zwartości moralnej i światopoglądowej. Âmierć bikiniarzom, bo skoro postępują inaczej i naśladują innych, to nie myślą tak jak my, a więc jak należy. Kto nie jest z nami, ten jest przeciw nam!

Powyższemu modelowi Douglas przeciwstawiła w swoim schemacie społeczeństwo Pigmejów. „Leśni ludzie” tworzą luźne grupy, których skład jest płynny, i istnieje duże pole dla różnych poczynań i bieżącej interpretacji rodzących się sytuacji przez poszczególnych członków. Jednocześnie system wierzeń jest wyjątkowo mało restryktywny i tabu pojawia się w nim rzadko. Ekonomika funkcjonowania luźno zorganizowanej grupy nie wymaga solidarności światopoglądowej, co więcej, mogłaby jej szkodzić. Myślenie jest sprawą prywatną każdego jej członka, a okazywanie niezależności w tym względzie ani nie wywołuje kary ze strony szeroko pojętej grupy, ani nie gorszy.

I tę charakterystykę skądś znamy. Jest to, przynajmniej w najgrubszym zarysie, (po)nowoczesne społeczeństwo liberalne. W zorganizowanej na jego zasadach grupie istnieje duża swoboda myślenia i działania. Na zachowanie nałożony jest właściwie tylko jeden warunek – nie może ono ograniczać praw i wolności innych osób. Negocjując prawa i obowiązki jednostki, dochodzimy na przykład do tego, że w społeczeństwach euroamerykańskich w miejscach publicznych nie pokazujemy się nago, bo przecież nie każdy musi chcieć, choćby ze względów estetycznych, oglądać naszą tuszę i ukryte w niej przyrodzenie. Ubiór jest sprawą dowolną i dopuszczalne są skarpetki nie tylko kolorowe, ale nawet dwie różne. Co więcej, myśleć możemy, jak chcemy, a nawet, niemal jak w londyńskim Hyde Parku w niedzielę, co chcemy – jeśli oczywiście nie obrażamy czyjejś godności. Władza nie ingeruje w naszą prywatność, ponieważ nie ma w tym specjalnego interesu. Bikiniarze, raperzy, punki, lesbijki i zwolennicy teorii, że ziemia jest płaska, nie wadzą systemowi. Bo niby dlaczego mieliby wadzić? Przeszkadzają jedynie tym, którzy uważają, że zachowanie i myślenie inne od ich własnego jest naruszeniem „porządku kosmicznego” (a tych też nie brakuje). Ci widzą bezbożników oraz Babilon we wszystkim: w noszących się inaczej, w żyjących w konkubinacie, w wyznających inną religię lub w niewierzących w żadnego Boga, w chorych na AIDS, w Unii Europejskiej, w...

Postawy totalitarne nie skończyły się u nas wraz ze śmiercią Stalina. Pamiętam, jakkolwiek mgliście, czasy Beatlesów, kiedy kosmyk dłuższych włosów wywoływał zgorszenie. Nie chodzi bynajmniej jedynie o władzę, lecz także o reakcję społeczeństwa. Jeszcze w latach 70., kiedy chodziłem do liceum, dyrekcja tępiła włosy dłuższe od zapałki. Przyznam się, że należałem do grona trzech uczniów burzących porządek. Na argument dyrektora, krótko obciętego i poprzez przynależność do Partii reprezentującego najwyraźniej interesy władzy ludowej w naszej szkole, że ludzie nie powinni wyglądać jak małpy, odpowiedziałem, iż w takim razie znaczna część naszej cywilizacji została zbudowana przez małpy, a Kopernik (którego pięćsetną rocznicę urodzin właśnie obchodzono i którego malowane przez uczniów wizerunki wisiały wszędzie) jest tego koronnym przykładem, bo jako żywo miał włosy długie. O dziwo, batalię o wolność noszenia długich włosów ostatecznie wygraliśmy. Następnej jesieni trudno już było z daleka odróżnić w szkole chłopaka od dziewczyny. I co? I nic. Âwiat się nie zawalił.
Jak widać, i w kwestii wolności jest coś na rzeczy z długimi włosami. Jest jednak szerszy wymiar tej dyskusji, który wykracza poza ramy realnego socjalizmu. W latach 50. i 60. minionego stulecia rozgorzał wśród antropologów badających ludzkie symbole spór o to, jak należy interpretować noszenie długich bądź krótkich włosów. Są one bowiem częścią naszego ciała wyjątkowo podatną na manipulację. Zawsze odrastają, można je obciąć bezboleśnie, są niepoliczalne, na głowie pojawiają się już w wieku niemowlęcym, w okolicy łona w...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy