Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Zjadanie słonia po kawałku

60

Zdradzona żona w aureoli męczennicy do grobowej deski gotowa jest prześladować męża za to, co zrobił. Moralna wyższość albo bycie ofiarą to przykłady złudzeń, którym ulegamy. Są jak proszki przeciwbólowe - znieczulają nas na krótko, na dłużej są źródłem problemów. Ale trudno się z nimi rozstać. Milena Karlińska-Nehrebecka jest certyfikowaną psychoterapeutką i superwizorem. Pracuje w Polskim Instytutucie Psychoterapii Integratywnej w Krakowie. W psychoterapii i superwizji prezentuje podejście integratywne. Ma wieloletnie doświadczenie jako nauczyciel psychoterapii i diagnozy.

DOROTA KRZEMIONKA: – W książce pod redakcją Mirosława Kofty i Teresy Szustrowej pod znamiennym tytułem Złudzenia, które pozwalają żyć, autorzy twierdzą, że niekiedy złudzenia pomagają nam żyć, wchodzić w relacje z ludźmi, osiągać to, czego pragniemy lub uniknąć czegoś niepożądanego.
MILENA KARLIŃSKA-NEHREBECKA: – To prawda. Mechanizmy obronne bronią przed nieprzyjemnymi doznaniami, ale ta broń jest obosieczna. Dzięki nim mniej się boimy i lepiej czujemy z tym, co robimy. Pozwalają nam myśleć, że jesteśmy lepsi, ładniejsi niż jesteśmy. Ale ulga nie zawsze oznacza poprawę. Kiedy boli nas ząb, możemy zjeść dużo proszków przeciwbólowych, ale to nie wyleczy zęba. Im bardziej się oszukujemy, znieczulamy ból półśrodkami, tym bardziej nas to oddala od wyleczenia. Mechanizmy obronne zniekształcają obraz świata. Jeżeli ktoś stosuje mechanizm projekcji psychotycznej i zło, które widzi w sobie umieszcza na zewnątrz, w innych osobach – ulga jest bezsprzeczna. I psychoza też. Oczywiście, są dojrzalsze i mniej dojrzałe formy mechanizmów obronnych.

Na czym polegają dojrzałe i mniej dojrzałe obrony?

– Mechanizmy psychotyczne powodują duże zniekształcenie obrazu rzeczywistości. Ojciec mojej pacjentki chorował na astmę. Jednocześnie miał zaburzenie urojeniowe. Gdy objawy astmatyczne zaostrzały się, wtedy nasilały się u niego objawy urojeniowe. Był przeświadczony, że rodzina, a szczególnie żona, truje go. Zamykał się w swoim pokoju, nie jadł niczego podanego przez rodzinę, aż objawy astmatyczne mijały. Wtedy wracał do zwykłego funkcjonowania. A oto przykład stosowania dojrzałego mechanizmu: ktoś, kto jako dziecko był wyśmiewany i okrutnie traktowany przez rówieśników, jako dorosły zostaje nauczycielem. I okazuje dużo serca dzieciom, które doznają okrucieństwa ze strony kolegów. Sublimuje swoją potrzebę zemsty w coś, co jest pomocne dla innych ludzi. Mechanizmy obronne pozwalają nam łudzić się, że jesteśmy „dobrą osobą”, a unikać świadomości tego, co rzeczywiście przeżywamy i robimy. Jako psychotera­peuta nie jestem zwolennikiem utrzymywania takiego stanu. Aczkolwiek są sytuacje, gdy przelotna ulga, jaką dają mechanizmy obronne, pozwala nam zmobilizować siły.

Na przykład?

– Betty Alice Erickson opowiadała kiedyś o osiedlu, gdzie żyły rodziny oficerów lotnictwa. Wiadomo było, że jeżeli do domu przychodzi kapelan i dowódca, to znaczy, że mąż zginął. Gdy do drzwi jednej z kobiet zapukał kapelan i dowódca, ona otworzyła drzwi, zobaczyła ich, powiedziała „Nie” i zamknęła drzwi. Dokonała zaprzeczenia. Po czym po 15 minutach otworzyła i powiedziała: „Jestem gotowa”. Zaprzeczenie pozwoliło jej zyskać czas, by zebrać siły na zmierzenie się z tragiczną wiadomością. Ale nie znam wielu takich przykładów korzyści z mechanizmów obronnych. Wydaje się raczej, że częścią większości problemów psychicznych jest podtrzymywanie złudzeń, jakiś rodzaj samooszukiwania się.

Jakie rodzaje złudzeń najczęściej są źródłem cierpienia?
– Podam różne przykłady. Część pacjentów jest przekonana, że jeżeli nie są świadomi uczuć – na przykład złości czy gniewu – to ich nie doznają, podczas gdy z neurofizjologii wiemy, że afekt i jego świadomość to dwie oddzielne jakości. Ktoś może doświadczać afektu i jednocześnie nie zdawać sobie z tego sprawy. Natomiast uważny psychoterapeuta obserwuje, co pacjent przeżywa.

Jak można zobaczyć taką zaprzeczoną złość?

– Często taka osoba postrzega siebie jako łagodną, dobrą, sprawia wrażenie takiej słodyczy, a złość, destrukcyjność i okrucieństwo widzi u innych. Mało kto zdaje sobie sprawę, że osoby, które mówią cicho, zwykle są bardzo wrogie. Albo inny przykład: osoby dotknięte aleksytymią nie dostrzegają emocji ani u siebie, ani u innych. Przy czym uważają się za trzeźwo myślących, rozsądnych realistów. Żywią złudzenie, że jeżeli nie przeżywają emocji, to one nie istnieją – w rezultacie nie rozumieją innych ludzi. Ale to nie znaczy, że nie mają uczuć, ponieważ uczucia istnieją niezależnie, czy je sobie uświadamiamy, czy nie. I gdzieś, po jakimś czasie okazuje się, że te opanowane osoby popadają w depresję, ale doświadczają jej na poziomie ciała i procesów poznawczych.

Zaprzeczać można nie tylko złości, ale też winie, temu, że się kogoś skrzywdziło. Myślę na przykład o Lesławie Maleszce, o innych osobach, które kiedyś donosiły na bliskich, zdradziły. Trudno to w sobie pomieścić...
– Nie chcę komentować sprawy Maleszki, bo nie chcę diagnozować osób, które mnie o to nie prosiły. Kiedy krzywdzimy drugiego człowieka, reagujemy zależnie od poziomu rozwoju naszej osobowości. Jeżeli mamy rozwinięte superego, to będziemy się czuć winni. Bywa, że dążymy do wyrównania osobie skrzywdzonej jej strat. Ale czasem, paradoksalnie, żeby poradzić sobie z poczuciem winy, rozwijamy niechęć wobec tych, których skrzywdziliśmy. Szczególnie jeśli skrzywdzony nie odwzajemnił się nam w złym.

Twierdzi Pani, że łatwiej poradzić sobie z tym doświadczeniem kiedy jest wet za wet?
– Wtedy to zmienia sytuację. Jeżeli mąż zdradził żonę, a ona jego nie, to żona ma poczucie moralnej wyższości i często w aureoli męczennicy do grobowej deski prześladuje męża za to, co zrobił. Gdy jedna osoba czuje się lepsza od drugiej, niszczy to związek. Natomiast jeżeli żona w rewanżu odwzajemni ból w jakimś – mniejszym – stopniu, wtedy traci podstawę do moralnej wyższości, a to pozwala utrzymać więź między małżonkami. Na przykład, pewna zdradzona żona powiedziała: „Mówisz, że żałujesz. Możemy być razem pod warunkiem, że ja teraz wyjeżdżam na urlop, ty mi dajesz na to pieniądze, ja się będę dobrze bawić, a ty nawet nie będziesz wiedział, gdzie pojechałam i co robię”. Czuła, że to byłoby wyrównaniem romansu i cierpienia, jakiego doświadczyła. Związek się utrzymał, a ona zrezygnowała z przywileju bycia kimś lepszym.

Jak się ma wyrównywanie rachunków do wybaczania?
– Jest antytezą. Z kolei z wybaczaniem jest związane następne złudzenie – moralnej wyższości. Osoby, które czują się moralnie wyższe, używają tego jako pretekstu do niszczenia, złości i pogardy wobec innych.

A co z tymi, którzy są na niższym poziomie rozwoju osobowości?

– Osoby, które mają deficyt sumienia, czyli antyspołeczne, nie mają wyrzutów sumienia, nie uważają, że zrobiły coś złego. Za swoje czyny obwiniają ofiarę. Ale bywa, że pojawia się reakcja paradoksalna – więźniowie, którzy zabili kogoś, często próbują zabić siebie, jakby wyrównując swój czyn. Jeden z pacjentów zgłosił się z bardzo silnymi objawami obsesyjno-kompulsywnymi. Z wywiadu wynikało, że parę lat wcześniej jechał z nadmierną szybkością i przejechał człowieka. Wydaje się, że doświadczał winy, ale w rozmowie z terapeutą bardzo energicznie zaprzeczał temu, by w jakikolwiek sposób był odpowiedzialny za to, co się stało. Niestety, nie był gotowy zmierzyć się ze swoją winą i psychotera­peuta niewiele mógł mu pomóc.

Jakie są inne formy samooszukiwania się?
– Są osoby, które postrzegają siebie jako ofiary. Upatrują przyczyny swoich problemów na zewnątrz, czy to w innych ludziach, czy w okolicznościach. Czują się pokrzywdzone. To poczucie skrzywdzenia pozwala na wewnętrzne usprawiedliwienie wrogości, zawiści i pogardy wobec ludzi o wyższym statusie. I zachowań antyspołecznych.

Na co się uskarżają? Na zdrowie, na dzieci, mężów, rodziców?

– Boguchwał Winid, krakowski psychoanalityk, mawiał, że większość aktywności pacjentów podczas psychoterapii zajmuje obwinianie innych ludzi – z otoczenia, bliskich, rodziców. Warto przyjrzeć się pewnemu aspektowi tożsamości ofiary – narzekaniu. Pod względem nasilenia patologii syndrom narzekania bez przyjmowania pomocy i bierna agresywność wskazują na jeden z najniższych poziomów organizacji osobowości, jakie opisuje projekt DSM-V. Gdy w naszym instytucie prowadzimy zajęcia z diagnozy DSM z lekarzami, niektórzy z nich mówią: „o, teraz zaczynam rozumieć, takich pacjentów mam najwięcej, oni nie chcą się wyleczyć. Oni chcą się tylko leczyć”. Dla lekarza tacy pacjenci to przekleństwo, bo oczywiście lekarz chciałby pomóc komuś, kto cierpi, podobnie jak psychoterapeuta. Ale jeżeli głęboką, choć nieświadomą wolą osoby jest cierpieć i chorować, to my, pomagający, nic nie możemy zrobić.

Bywa, że ludzie szukają pomocy psychoterapeuty, ale tak naprawdę nadal łudzą się, że nic się nie zmieni, albo że to inni się zmienią, nie oni...
– Często bywa tak, pacjenci deklarują chęć zmiany, ale zarazem odczuwają drugi, silniejszy motyw: nie chcą nic zmieniać i raczej poszukują dowodu na to, że nikt i nic nie jest w stanie im pomóc.

A jeżeli pozbawiamy ich złudzeń zbyt szybko, może być to zgubne: pacjent nie jest w stanie przyjąć prawdy.
– W psychoterapii prawda jest też swego rodzaju złudzeniem, ponieważ każdy ma swoją opowieść. Jeśli osoba twierdzi, że przed 3. rokiem życia była wykorzystana seksualnie, to nie jest zadaniem terapeuty dociekanie, jak było. Ważne jest, jakie ta osoba nadała znaczenie swoim doświadczeniom, wspomnieniom czy obrazom. Psychoterapeuta ma pomagać, a nie być prokuratorem. Ułatwia pacjentowi wgląd i rozumienie, ale tak, by nie przytłoczyło to pacjenta. Czasem zaoferowana interpretacja czy wgląd jest przedwczesny i powoduje zbędne cierpienie. „Słonia trzeba jeść po kawałku”. Psychotera­peutom szkolącym się w naszym instytucie zalecamy, żeby ze współczuciem patrzyli na pacjentów i empatycznie odczuwali ile, kiedy i w jaki sposób pacjent jest w stanie przyjąć, a co będzie ponad jego możliwości. Uczymy ich, by byli nie tylko rzecznikami prawdy, ale i miłości. Wgląd trzeba mądrze dystrybuować. Jest to ważne szczególnie w przypadku pacjentów narcystycznych, którzy bardzo boleśnie przeżywają utratę złudzeń na własny temat. Żywią iluzję, że są lepsi niż inni, ponieważ uważają, że jeżeli nie będą lepsi niż inni, to nie będzie dla nich miejsca.

I przychodzą na terapię, żeby potwierdzić sobie, że są wspaniali.
– Zwykle takie osoby przychodzą wtedy, kiedy ten o...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy