Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

17 czerwca 2016

Ze sobą zgodni

18

W telewizji, radiu, na łamach kolorowych poradników często spotykamy postulat, by żyć w zgodzie ze sobą. Tylko co to właściwie znaczy? Czy istnieje jednoznaczna odpowiedź i dobra dla wszystkich recepta?

Duża popularność psychologii jako nauki stworzyła grunt dla tak zwanej psychologii popularnej, posługującej się stwierdzeniami, które wywodzą się z psychologii humanistycznej i opisują świat wewnętrznych przeżyć człowieka. Stwierdzenia te były jednak tak mocno eksploatowane przez masową kulturę, że dziś nie wiadomo, co właściwie znaczą. Jednym z nich jest postulat, by „żyć w zgodzie ze sobą”, którym często się posługujemy. Opisuje on pewien subiektywny wewnętrzny stan, jednak niewiele wiadomo o tym, czym ten stan się charakteryzuje i w jaki sposób się go osiąga.

Przez lata w centrum zainteresowania psychologów znajdowała się przede wszystkim natura ludzkich problemów, dopiero od niedawna przedmiotem naukowych badań stało się to, w jaki sposób ludzie osiągają szczęście i zadowolenie. Amerykański psycholog, twórca teorii hierarchii potrzeb, Abraham Maslow odwołał się do myśli filozoficznej Sørena Kierkegaarda, formułując pojęcie samorealizacji. Samorealizacja to naturalne dążenie każdego człowieka do rozwijania własnych talentów, możliwości, do osiągania wewnętrznej spójności, jedności z samym sobą, spełniania własnego przeznaczenia. To stan, do którego człowiek dąży przez całe życie. Maslow uważał, że tylko niewielki odsetek populacji naprawdę osiąga ów stan.

Dlaczego tylko niektórzy kończą swoje życie w poczuciu spełnienia, skoro jest ono przyrodzoną zdolnością każdego z nas? Psycholog nie znalazł na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Za najbardziej prawdopodobną przyczynę uważał hamujący wpływ środowiska, które nie pozwala człowiekowi być tym, kim naprawdę jest. Dla większości ludzi życie w zgodzie ze sobą to pewien wewnętrzny harmonijny stan równowagi, stan możliwy do zidentyfikowania dla nich samych, ale także dostrzegany przez innych. Czym się charakteryzuje?

Robić to, w co wierzę
Młodzież w okresie dojrzewania poszukuje i dyskutuje na temat tego, co jest moralne i ważne w życiu. Młodzi ludzie są przekonani, że wiedzą, jak żyć, co najmniej tak dobrze – a może i lepiej – jak starsze pokolenie, którego wybory często oceniają krytycznie. Luksus życia młodzieńczego polega między innymi na tym, że z młodzieńczych deklaracji nikt nas nie rozlicza. Z drugiej strony za młodu życie rzadko stawia nas wobec sytuacji, w których musimy dokonać jednoznacznych wyborów, czasem płacąc za to wysoką cenę. Dorosłość nam ten luksus odbiera. Zwykle dorosłe życie zaczynamy wtedy, kiedy po raz pierwszy dokonujemy nieoczywistego i trudnego w konsekwencjach wyboru. Dorosłość weryfikuje wyznawane przez nas wartości, sprawdza, czy wprowadzamy je w życie i jesteśmy gotowi zapłacić za to, w co wierzymy.

W badaniach, które prowadziłam do swojej pracy doktorskiej, pytałam uczestników między innymi o najważniejsze w ich życiu wartości. Zdecydowana większość deklarowała, że najistotniejsze są dla nich rodzina i związek z partnerem. Jednak te same osoby miały już poważne trudności z wymienieniem trzech konkretnych rzeczy, które robią, by pielęgnować bliskie relacje. Pojawia się zatem smutna refleksja, że często co innego deklarujemy, a co innego robimy. Nie dajemy temu, co dla nas ważne, pierwszeństwa w codziennej organizacji czasu. Z drugiej strony, żyjąc w kulturze masowej, często ulegamy jej dyktatowi, nieświadomie realizujemy promowany w mediach styl życia i nawet nie zastanawiamy się, na ile jest on rzeczywiście „nasz”, spójny z naszymi wartościami. Gdybyśmy przyjrzeli się dowolnie wybranemu dniowi z ostatniego tygodnia i uczciwie odpowiedzieli sobie na pytanie: na co ważnego dla mnie poświęciłem/poświęciłam swój czas tego dnia?, to być może okazałoby się, że częściej robimy to, co musimy (a przynajmniej tak czujemy), a nie to, czego chcemy.

Zmienić „muszę” na „chcę”
Jak często mamy poczucie, że robimy to, co chcemy, a jak często czujemy pewien przymus w podejmowaniu działania? Poczucie, że robię to, co muszę, ma swoje źródło w lęku przed podjęciem odpowiedzialności za własne życie i kierowaniem się w nim tym, co sam/sama uważam za ważne. Skoro „muszę”, to znaczy, że albo oddałam jakąś istotną część swojego życia w ręce innych, albo, co zdarza się częściej, nie jestem w stanie dostrzec innych możliwości lub widzę je, ale z góry odrzucam ze względu na koszty, jakie trzeba byłoby ponieść, gdybym chciała z nich skorzystać. Napięcie pomiędzy wolnością i odpowiedzialnością to według słynnego amerykańskiego psychoterapeuty i psychiatry Irvina D. Yaloma jeden z fundamentalnych dylematów egzystencjalnych człowieka. Z tym dylematem wiąże się kwestia, na ile autonomicznie możemy o sobie decydować.

Czy istnieje absolutna wolność, skoro musimy w pewnym stopniu dostosować się do innych? Ważne jednak, byśmy nie zamieniali swojego życia w niekończące się pas[-]mo obowiązków – w przeciwnym razie stanie s...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy