Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Zdrowy seks to też seks

0 265

W seksie wszystko jest dozwolone, jeżeli jest akceptowane przez partnerów, przynosi każdemu z nich satysfakcję, nie szkodzi zdrowiu fizycznemu i psychicznemu, nie narusza porządku społecznego.

Seksualizm człowieka to jeden z lepszych przykładów na psychosomatyczną jedność organizmu. Prawidłowe funkcjonowanie w tej dziedzinie zależy bowiem zarówno od sprawności fizycznej, jak i psychicznej. Kiedy zabraknie którejś z nich (czasami obu), kłopoty seksualne są nieuniknione. Jest też druga strona medalu: sukcesy bądź porażki w życiu intymnym oddziałują na psychofizyczną sprawność, a w pewnych sytuacjach decydują nawet o stanie zdrowia. Dlatego w 1986 roku WHO formalnie uznało seksualność za istotny element zdrowia. Ale już znacznie wcześniej wielu psychiatrów (nie tylko Zygmunt Freud) i psychologów podkreślało wpływ seksu na zdrowie.
Ekstremalne stanowisko w ocenie tego zjawiska zajął psychoanalityk Wilhelm Reich, który za głoszone przez siebie poglądy i działalność terapeutyczną trafił do więzienia w Pensylwanii, gdzie zresztą zmarł. Jego zdaniem w każdym człowieku, podobnie jak w całej przyrodzie, istnieje energia, którą nazwał orgonalną. Nieodreagowywana poprzez aktywność seksualną (z uwagi na presję społecznego i kulturowego tabu), zastygła energia orgonalna staje się źródłem nerwic. Reich uważał też, że dopóki potrzeba seksualna pozostaje niezaspokojona, nie można mówić o prawidłowym oddziaływaniu na leczonego pacjenta. Przekonywał, że orgazm ma zasadnicze znaczenie dla zdrowia człowieka. Skonstruował nawet specjalną terapeutyczną skrzynię – „akumulator energii orgonalnej”. Przebywanie w niej miało leczyć większość schorzeń, z rakiem włącznie.
O pozytywnym wpływie aktywności seksualnej, przede wszystkim or-gazmu, na ogólny stan zdrowia przekonani są nie tylko psychoanalitycy. Sądzą tak również wyznawcy modnej ostatnio teorii „chemii miłości”. Opisują oni wiele zależności między seksem a poziomem hormonów lub innych substancji chemicznych odpowiedzialnych na przykład za przekaz sygnałów między komórkami nerwowymi. Ich zdaniem w czasie szczytowania u każdego człowieka wzrasta poziom fenyloetyloaminy (peptydu podobnego w budowie do amfetaminy), co sprzyja ogólnemu uaktywnieniu, ożywieniu i poprawie sprawności działania.
Pytań o związki między seksem a zdrowiem (fizycznym i psychicznym) jest wiele. Zwłaszcza jeżeli położy się nacisk na psychologiczny aspekt zjawiska. Wielu psychologów i lekarzy twierdzi, że udany seks to zdrowie. Trudno się z tym nie zgodzić. Seksualizm to nie tylko źródło nagradzających doznań. To także jeden z ważniejszych elementów decydujących o samoocenie. Jeżeli pojawiają się kłopoty w sferze seksu, natychmiast ulega ona obniżeniu. Można to zaobserwować u pacjentów zgłaszających się do seksuologów. Kiedy proszą o profesjonalną pomoc, nie mają wysokiego o sobie mniemania, często nazywają siebie nieudacznikami, a nawet życiowymi bankrutami.
Szczególnie wrażliwi na tym punkcie są mężczyźni. Od wieków bowiem normy, i to zdecydowanej większości kultur, nakazują im seksualną sprawność. Prawdziwy mężczyzna, niekoniecznie typu macho, musi być dobrym kochankiem i nie wolno mu ujawniać jakichkolwiek defektów w sferze seksu (prawidłowa erekcja, odpowiedni czas ejakulacji). Ta świadomość dla wielu mężczyzn jest prawdziwą zmorą. Zwłaszcza że nie są w stanie ukryć przed partnerkami swoich ewentualnych braków w tej mierze. Kobieta ma pod tym względem pozornie łatwiej. Jeżeli nie cierpi na pochwicę (mimowolny skurcz mięśni okołopochwowych utrudniający lub uniemożliwiający immisję) i brak lubrykacji (naturalnego zwilżenia ścianek pochwy w skutek podniecenia), jest w stanie udawać namiętną kochankę i uniknąć narażenia się na krytykę partnera.
Nierzadko utrata zainteresowania seksem jest symptomem zaburzenia zdrowia, za...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy