Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Praktycznie

12 czerwca 2019

Zdrowie w sklepikach

14

Zaakceptowanie zmiany wymaga czasu, ale odpowiedni klimat tworzony wokół zdrowego sklepiku wcześniej czy później zaowocuje dobrą zmianą. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość i konsekwentnie wskazywać właściwe wybory.

Od 1 września w sklepikach szkolnych dzieci nie kupią już śmieciowego jedzenia. Ustawa, która właśnie tego dnia zaczyna obowiązywać, budzi wiele emocji u wszystkich zainteresowanych stron. I wcale nie przeważają emocje pozytywne, jak mogłoby się wydawać. Czy znaczy to, że wszyscy ci, którzy negatywnie wypowiadają się o nowych przepisach, nie chcą dobra dzieci (bo przecież ograniczenie dostępu do niezdrowego jedzenia jest działaniem dla ich dobra)? Niektórzy dyrektorzy szkół boją się, że nie będą potrafili odróżnić sprzedawanego w sklepiku jedzenia zdrowego od niezdrowego, przez co na szkołę będą nakładane kary.

Sklepikarze boją się, że koszty przechowywania zdrowych produktów przekroczą ewentualne zyski z ich sprzedaży. Są też i tacy, którzy przekonują, że nowe przepisy doprowadzą do likwidacji ok. 30 tys. miejsc pracy w całej Polsce. Ze strony krytyków zmiany pada wiele argumentów na rzecz dotychczasowego stanu. Z kolei jej zwolennicy dziwią się, jak można być przeciw. Całe zamieszanie przestanie jednak dziwić, jeśli spojrzymy na nie z perspektywy psychologii procesu zmiany.

Każda zmiana, która przychodzi z zewnątrz, wywołuje opór

Organizm w naturalny sposób broni istniejącego stanu rzeczy, bo zmiana zawsze wiąże się z jakimiś kosztami. To, co trwa, jest znane i wygodne; to, co nowe, zmusza do niestandardowych działań, niejednokrotnie wymagających kreatywności. A więc opór wydaje się mniej kosztowny niż poszukiwanie nowych rozwiązań. Sprzedawcy będą musieli zastanowić się, jaką „zdrową” ofertą przyciągnąć młodzież do sklepiku; młodzież będzie musiała zastanowić się, co zjeść na drugie śniadanie zamiast pączka lub czipsów; władze szkoły będą musiały zastanowić się, jakie zmiany wprowadzić w infrastrukturze i logistyce szkoły, aby jedzenie zajmowało wreszcie należne miejsce w życiu ucznia. A więc zanim nowa sytuacja zacznie przynosić zyski, najpierw przyniesie straty (i to nie tylko finansowe). I jak zwykle wygrają ci, którzy zamiast koncentrować się na tym, co nieuchronnie odchodzi w przeszłość, zastanowią się, jak skorzystać na nowej sytuacji (zachęcam do lektury książki Kto zabrał mój ser Spencera Johnsona).

W dyskusji pada argument, że na skutek ograniczenia dostępu do słodyczy w szkole uczniowie zaczną szukać ich poza nią. Tymczasem liczne badania pokazują, że im dalej znajduje się potencjalnie kusząca przekąska, tym rzadziej po nią sięgamy.

Odległość ma więc znaczenie, zatem sprzedaż słodyczy i fast foodów w szkole jest w pewnym sensie prowokowaniem dzieci do ich zakupu (trudniej oprzeć się pokusie znajdującej się niemal w zasięgu ręki). A więc dostępność, a tym samym widok i zapach mogą by...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy