Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Praktycznie

1 grudnia 2015

Zdrowie na talerzu

144

Pojawiła się zdrowa moda na czytanie etykiet produktów spożywczych. Jak wynika z badań, ci, którzy świadomie kupują jedzenie, ważą o 4 kg mniej niż osoby wrzucające do koszyka, co popadnie.

W niemal każdej stacji telewizyjnej w czołówce popularności plasują się programy kulinarne i różnego rodzaju reality show o gotowaniu, gazety prześcigają się w informowaniu nas o cudownych dietach, a na sklepowych półkach obok produktów spożywczych znajdujemy ulotki z przepisami na potrawy z tychże. Czy jednak przekłada się to na jakość naszych posiłków? Czy wiemy, co jemy, i jakie konsekwencje dla zdrowia ma nasza dieta?

Skąd ten pomidor?

W dobie marketów i dyskontów żywność trafiająca na nasze stoły nie bardzo kojarzy się z warzywami zrywanymi z krzaka czy owocami dojrzewającymi w sadach. Mięso to gotowe filety lub mrożone części nieprzypominające żywego zwierzęcia.

Co ciekawe, badania wskazują, że najchętniej wybieramy właśnie produkty niekojarzące się z ich naturalnym pochodzeniem – to pewnego rodzaju zaprzeczanie ich pochodzeniu. Nie chcemy, by pierś z kurczaka kojarzyła się z kurą grzebiącą w ogródku, a kawałek szynki przypominał uroczo chrumkającą świnkę. Kilka miesięcy temu znana sieć hipermarketów wycofała ze swojej oferty prosięta, zamrożone i sprzedawane w całości, ponieważ klienci uznali widok martwego zwierzęcia za niestosowny i nieprzyjemny. Dziś, inaczej niż jeszcze kilka lata temu, mało kto osobiście zabija karpia na Wigilię – wolimy nie łączyć aktu uśmiercenia ryby z jej obecnością na naszym talerzu. Podobnie z warzywami i owocami – umyte, oczyszczone laserowo i zapakowane w foliowe torby ziemniaki prezentują się znacznie lepiej, niż wykopane prosto z ziemi, brudne bulwy.

Od kilkudziesięciu lat jesteśmy odseparowani od procesu powstawania żywności, przez co nabraliśmy uprzedzeń, które nie pozwalają nam rzetelnie ocenić wartości kupowanych produktów. Nie mamy pojęcia, z jakiej uprawy są pomidory w markecie – krajowej czy zagranicznej, ziemnej czy szklarniowej. Ani świadomości, że gotowe mięso mielone to mieszanka niewielkiej ilości świeżego mięsa, łoju wieprzowego i resztek; że mięso w kawałkach rzadko pochodzi od zwierząt z wolnego chowu; że ryby pokonują w transporcie tysiące kilometrów nim trafią do naszych sklepów.

Nie zastanawiamy się również nad wartością odżywczą wysokoprzetworzonego jedzenia typu fast food: hamburgerów, frytek, cheeseburgerów, popijanych słodkimi gazowanymi napojami. Ich niska cena współgra z wielką liczbą pustych kalorii. Mały cheeseburger to aż 300 kcal, 30 g węglowodanów (głównie łatwo przyswajalnych cukrów prostych) i 13 g tłuszczu (przede wszystkim niekorzystnych tłuszczów nasyconych). Reklamowana przez producenta cheeseburgerów „porcja świeżych warzyw” w tych kanapkach to na ogół… cebula. Słodki napój gazowany – ponad 200 kcal w 0,5 l kubku. Ciastko na deser to kolejne 200 kcal.

Jeśli nawet nie wychodzimy na pizzę czy hamburgera, to coraz częściej odgrzewamy gotowe produkty lub przygotowujemy coś z półproduktów. Zabiegani, nie mamy siły ani ochoty ślęczeć nad garnkami i pilnować gotującej się zupy. Gotowe sosy do makaronu, które swą konsystencję powinny zawdzięczać mnogości składników, zawierają około 50 procent warzyw, drugie tyle to dodatki i zagęstniki. Gotowe kotlety mają w składzie zatrważającą ilość tłuszczu, sałatki w słoikach są sztucznie aromatyzowane, a mrożone pierogi tylko w 1/3 składają się z nadzienia – reszta to ciasto.

Smak od dziecka

Nawyki żywieniowe z dzieciństwa w dużej mierze determinują nasz sposób odżywiania się w życiu dorosłym. Z rozrzewnieniem wspominamy pomidorową mamy czy wspaniałą szarlotkę babci. A co, jeśli z dzieciństwa pamiętalibyśmy mrożoną pizzę i pakowany keks z marketowej półki? Czy kiedykolwiek zasmakowałaby nam zupa ze świeżych pomidorów?

Trudno wymazać z pamięci smaki dzieciństwa, dlatego tak ważne jest to, czym karmimy dzieci. Producenci sprzedają nam gotowe posiłki dla niemowląt z obietnicą, że są zdrowsze niż posiłek przygotowany w domu. Tymczasem nawet w produktach znanych marek w składzie znajdujemy zagęszczającą skrobię kukurydzianą, do błyskawicznych kaszek dodaje się rozmaite aromaty i cukier, a owocowe soki i desery są dosładzane.

Gdy dziecko osiąga wiek szkolny, zastanawiamy się, jaką przekąskę przygotować na długą przerwę. Tu zgubną podpowiedź daje reklamodawca – ciasteczko pełnoziarniste na śniadanie. Na wafelku w sklepie znajdujemy zachętę „idealny na przerwę”. Uśmiechnięty, zdrowy chłopiec z reklamy ochoczo zrzuca pomidora z kanapki, ale jego mama nie przejmuje się tym, bo przecież wypił sok. Sok? A może raczej mieszaninę przecierów owocowych z wodą i cukrem, której wartość kaloryczna jest tak wysoka, że wypicie 3 litrów napoju zaspokoiłoby dzienne zapotrzebowanie energetyczne dorosłej kobiety. W składzie pełnoziarnistego ciastka na śniadanie jest zaledwie kilkanaście procent mąki pszennej, a obiecane w reklamie mleko i twaróg to składniki w proszku; syrop glukozowo-fruktozowy gwarantuje nutkę słodyczy, a aromaty i odrobina sproszkowanych owoców odpowiedni smak.

Padamy ofiarą nieuczciwych reklamodawców, którzy nawiązując do kampanii społecznych promujących zdrową żywność i zdrowy tryb życia, próbują sprzedać nam produkty, które zdrowe nie są (patrz aplikacja „Zdrowsze od natury?”). Owszem, dietetycy zalecają picie soków owocowych i warzywnych, ale przygotowanych w domu, np. w sokowirówce, bez dodatku cukru. Zalecają również jedzenie porcji warzyw do każdego posiłku, ale mają być to warzywa świeże, najlepiej w postaci surowej. Produkty pełnoziarniste także są na liście rekomendacji specjalistów ds. żywienia, ale nie w postaci słodkich ciasteczek czy płatków śniadaniowych o smaku czekoladowym, lecz np. pełnoziarnistego pieczywa.

Jak wybierać?

Producenci żywności są prawnie zobowiązani do umieszczania podstawowych informacji na temat produktu na opakowaniu. Na etykiecie obok nazwy i daty przydatności do spożycia, powinny znaleźć się: skład, zawartość substancji dodatkowych, waga netto, dane producenta. W składzie wymienia się wszystkie surowce, które zostały użyte w produkcji, w kolejności zależnej od ilości danego składnika – na pierwszym miejscu składnik, którego użyto najwięcej. W substancjach dodatkowych wymienia się m.in. barwniki, konserwanty, przeciwutleniacze, stabilizatory. Ponadto producent może zamieścić na etykiecie informację o szczególnych właściwościach danego produktu, np. „produkt beztłuszczowy” – jest wówczas zobowiązany do zamieszczenia informacji na temat wartości odżywczych wyrobu. W innym wypadku nie ma obowiązku inform...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy