Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Zdrowie

0 808

Andrzej Kokoszka radzi, jak żyć z cukrzycą, a Magda Chrzan przekonuje, jak wielka jest siła marzeń.

Niezdrowa słodycz

Osoba chora na cukrzycę powinna traktować zalecenia lekarza tak, jak ludzie z wadą wzroku traktują zalecenie noszenia okularów. Dzięki okularom wyraźnie widzi się świat. Dzięki przestrzeganiu lekarskich wskazań chory na cukrzycę dobrze funkcjonuje.

Cukrzyca – ta nazwa odnosi się do grupy chorób, które choć różnią się przyczynami i charakterem, to ich wspólną cechą jest zwiększone stężenie glukozy we krwi. Najważniejsze z nich to cukrzyca typu 1 i cukrzyca typu 2. Obie są chorobami przewlekłymi i wymagają systematycznego leczenia do końca życia.
Cukrzyca typu 1 pojawia się zwykle w młodym wieku – u 80 proc. chorych przed 40. rokiem życia. Przeciętnie dotyka trzech osób na tysiąc. Jej przyczyną jest niedobór insuliny. Dlatego chorzy muszą ją stale przyjmować. Muszą też przestrzegać diety i dbać o odpowiednią aktywność fizyczną. Gdy leczenie jest złe lub w ogóle nie jest prowadzone, występują powikłania w postaci upośledzenia albo utraty wzroku, zawału serca i niewydolności nerek. Może nawet dojść do śpiączki cukrzycowej.

Cukrzyca typu 2 pojawia się później – u 90 proc. chorych po 40. roku życia. Dotyka czterech osób na sto. Wynika ona z tzw. insulinoodporności, czyli z braku odpowiedniej reakcji organizmu na insulinę. Jej początek jest zwykle stopniowy, a pierwsze objawy nie są zbyt dolegliwe. Jednak powikłania również mogą być groźne: zawał serca, udar mózgu, zaburzenia widzenia, niewydolność nerek. Leczenie jest podobne do leczenia cukrzycy typu 1, choć w pierwszych kilku latach choroby zwykle wystarcza stosowanie leków doustnych. Insulinę wprowadza się później.

U cierpiących na cukrzycę obciążenie psychiczne jest znacznie większe niż u innych osób przewlekle chorych. Dlatego ja i Jacek Santorski nazwaliśmy psychodiabetologią naukę o psychologicznych czynnikach wpływających na przebieg cukrzycy. Nasz poradnik zatytułowaliśmy „Psychodiabetologia dla lekarzy”.
Skuteczność leczenia cukrzycy w niezwykle wysokim stopniu zależy od odpowiedniego postępowania chorego, od wypełniania złożonych zaleceń lekarskich. W ciągu dnia chory musi wielokrotnie mierzyć sobie (samodzielnie) poziom glukozy. Musi też przestrzegać diety, liczyć kalorie, planować regularny wysiłek. Konieczne jest, aby przy bardziej intensywnym wysiłku kontrolował poziom glukozy we krwi i ewentualnie obliczał odpowiednią dawkę dodatkowej insuliny, a następnie podawał ją sobie wstrzykiwaczem. W tych działaniach nikt nie może go zastąpić. Chory musi być uważnym obserwatorem samego siebie. Pewien amerykański psycholog specjalizujący się w pomocy osobom mającym cukrzycę (a zarazem ojciec dziecka dotkniętego tą chorobą) stwierdził, że chcąc ją kontrolować, powinny one myśleć o niej średnio co piętnaście minut. W przypadku cukrzycy typu 1 jest to stosunkowo proste, ponieważ u chorego szybko pojawiają się uciążliwe objawy obniżonego poziomu glukozy. Natomiast w cukrzycy typu 2 nie ma tak jednoznacznych, natychmiastowych konsekwencji błędów dietetycznych, pominięcia dawki leku lub insuliny. Łatwo więc o tolerancję dla własnych słabości. W konsekwencji ponad połowa chorych nie stosuje niezbędnych zaleceń lekarskich.

Doświadczenia osób zajmujących się w USA, Szwecji i Wielkiej Brytanii edukacją zdrowotną ludzi mających cukrzycę wskazują, że nie daje spodziewanych efektów dotychczasowe podejście do szkoleń, oparte na założeniu, że chorzy sami będą kontrolować chorobę, wykonując odpowiednią liczbę testów krwi i ćwiczeń fizycznych, przestrzegając diety i przyjmując właściwą dawkę insuliny. Podejście to wywodzi się z tradycyjnego modelu zdrowia – hierarchicznego, biologicznego i redukcjonistycznego, w którym rolę pacjenta zredukowano do wypełniania zaleceń lekarskich. Jest ono skuteczne w leczeniu chorób o ostrym przebiegu, w przypadku choroby przewlekłej nie sprawdza się. Dlatego to dyrektywne podejście zastąpiono koncepcją „wzmacniania pacjenta” (patient empowerment), która koncentruje się na doskonaleniu umiejętności chorego w radzenia sobie z cukrzycą, tak aby mógł on mieć poczucie wpływu na własne życie. Uczy się go samodzielnie rozwiązywać problemy czy wpływać na osoby i instytucje, które mają znaczenie dla jego sposobu życia.

Podejście skoncentrowane na wzmacnianiu pacjenta, uwzględniające myślenie o nim jako podmiocie choroby, mieści się w aktualnym biopsychospołecznym modelu choroby i chorowania. Model ten zakłada, że leczenie zależy przede wszystkim od pacjenta, gdyż to on (a nie lekarz) podejmuje najważniejsze wybory wpływające na stan jego zdrowia i samopoczucie. Rozwinięcie i utrzymanie adekwatnego poczucia wpływu ma kluczowe znaczenie w radzeniu sobie z chorobą poprzez stosowanie strategii zorientowanych na rozwiązanie problemu. Natomiast jego brak powoduje, że chory odwołuje się do takich strategii radzenia sobie, które pozwalają mu unikać problemu lub redukować emocje z nim związane.

Rozwijane obecnie w czołowych ośrodkach diabetologicznych metody pomocy osobom z cukrzycą opierają się na założeniach psychoterapii poznawczo-behawioralnej, gdzie zasadnicze znaczenie ma tworzenie przez pacjenta nowych, bardziej skutecznych (adaptacyjnych) obrazów siebie i otaczającej rzeczywistości. Metody te odwołują się do przekonania, że każdy człowiek dąży do zdrowia i dobrego samopoczucia. Zakładają, że nasze zachowania są intencjonalne (wynikają z naszej woli), że osoby dorosłe są odpowiedzialne i zdolne do podejmowania świadomych decyzji, a ponadto potrafią się uczyć, dzięki czemu mogą zmieniać swoje zachowania. Przy czym uczenie się nie może mieć miejsca bez aktywnego (eksplorowanie, refleksja i eksperymentowanie) udziału chorego w tym procesie. Zadaniem terapeuty jest pomóc pacjentowi w analizowaniu i rozwiązywaniu problemów, a także w odnalezieniu w sobie motywacji do zmiany. Podstawą sukcesu w leczeniu cukrzycy jest to, by chory traktował zalecenia lekarskie tak, jak osoby z wadą wzroku traktują zalecenie noszenia okularów. Leczenie, choć uciążliwe, pozwala na odpowiednie funkcjonowanie, podobnie jak okulary pozwalają na właściwe widzenie otaczającego świata.

Trzeba wspomnieć, że w wielu przypadkach leczenie cukrzycy jest trudne ze względu na współwystępujące objawy innej choroby. U wielu chorych często pojawiają się na przykład zaburzenia lękowe. Aż 40 proc. cukrzyków ma podwyższony poziom depresyjnego nastroju. Nie jest to tożsame z klinicznymi kryteriami depresji, jednak również wymaga leczenia. Wyniki badań wskazują bowiem, że skuteczne leczenie depresji u cukrzyków wpływa na właściwsze stosowanie zaleceń lekarskich, a przez to może na przykład zapobiec naczyniowym powikłaniom lub opóźnić ich pojawienie się.
W wielu opracowaniach cukrzyca wymieniana jest wśród zaburzeń psychosomatycznych. Jednak aktualna wiedza pozwala powiedzieć tylko tyle, że czynniki psychiczne mają znaczny wpływ na przebieg tej choroby i na skuteczność jej leczenia.

Andrzej Kokoszka

Andrzej Kokoszka jest psychiatrą i psychologiem, profesorem nadzwyczajnym Akademii Medycznej w Warszawie. Kieruje II Kliniką Psychiatryczną AM. Wykłada też w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. W ramach Narodowego Programu Wsparcia Osób z Cukrzycą opracował wspólnie z Jackiem Santorskim zasady pomocy chorym na cukrzycę.

Diabetologia – nauka o przyczynach, rozpoznawaniu i leczeniu cukrzycy; lekarz specjalizujący się w tej dziedzinie to diabetolog.
Indeks glikemiczny – metoda klasyfikacji pokarmów w zależności od ich zdolności do podwyższania poziomu cukru we krwi. Wyróżniamy pokarmy o wysokim, umiarkowanym i niskim indeksie. Na przykład wartość indeksu dla glukozy wynosi 100, dla gotowanych ziemniaków – 95, dla dojrzałych bananów – 60, dla pomidorów – 15.
Euglikemia – poziom cukru mieszczący się w granicach normy.
Hipoglikemia – zbyt niski (poniżej 2 – 5 mmol/l) poziom cukru we krwi.
Hiperglikemia – zbyt wysoki (zwykle powyżej 15 mmol/l) poziom cukru we krwi.
W serwisie www.cukrzyca.info.pl udostępniono dane teleadresowe ponad 1200 poradni cukrzycowych z całej Polski.

Jemy więcej

Jemy więcej niż poprzednie pokolenia – stwierdziła doktor Kelly Brownell z Yale University po przeanalizowaniu przepisów ze współczesnych książek kucharskich i tych sprzed 30 lat. Uważa ona, że jedną z przyczyn tego zjawiska są działania producentów, którzy chcą, by kupować jak najwięcej ich wyrobów. Ten cel osiągają między innymi poprzez pakowanie żywności w coraz większe torebki czy pojemniki, a jak wynika z badań, ludzie łatwo dostosowują swoje poczucie sytości do wielkości oferowanych im porcji. Przykładem tej prawidłowości może być eksperyment, który przeprowadził doktor Brian Wansink z University of Illinois. Widzów seansu filmowego podzielił on na dwie grupy: osoby z pierwszej otrzymały duże porcje prażonej kukurydzy, a osoby z drugiej porcje małe. Okazało się, że badani z grupy pierwszej zjedli więcej kukurydzy, choć – statystycznie rzecz biorąc – członkowie obu grup powinni być tak samo głodni.









Marzenie dla zdrowia


Francuscy psychoanalitycy pracujący z chorymi somatycznie uważają, że terapeuta powinien nie tylko poznać sytuację życiową pacjenta, czyli jego relacje z ludźmi i przeżywane konflikty, ale również nauczyć go marzyć i fantazjować.

Co wspólnego mają ze sobą zdrowie i wyobraźnia? Zdaniem francuskiej szkoły psychoanalizy marzenia, sny i fantazje chronią nasze zdrowie. Pomagają poradzić sobie z trudnymi sytuacjami i zmniejszają ryzyko somatyzacji, czyli odreagowania wydarzeń poprzez ciało. Współpracując z lekarzami przy leczeniu chorób psychosomatycznych, francuscy psychoanalitycy zauważyli, że podatność pacjentów na nie jest związana z historią ich życia i tym, jak reagowali na różne zdarzenia. Stwierdzili, że w każdym człowieku może rozwinąć się sposób funkcjonowania ułatwiający rozwój schorzenia. Ich zdaniem powinno się więc mówić nie o chorobach psychosomatycznych, ale raczej o osobach podatnych na zachorowanie w wyniku traumatycznych przeżyć.

Sylvie Cady, dyrektor Międzynarodowego Centrum Psychosomatyki w Paryżu, uważa, że pierwszym zadaniem terapeuty (również pracującego z chorymi somatycznie) jest poznanie sytuacji życiowej pacjenta – jego relacji z ludźmi i przeżywanych konfliktów. Kolejne zadanie to nauczenie go wykorzystywania fantazji. Cady do terapii psychoanalitycznej włącza relaksację pomagającą uruchomić wyobraźnię. Dzięki niej przenosi chorobę z płaszczyzny realnej na płaszczyznę fantazyjną, co ułatwia pracę z pacjentem. Metodę tę stosuje w terapii osób z organicznymi uszkodzeniami mózgu, na przykład z chorymi na Alzheimera.
Mahmoud Sami-Ali, analityk, twierdzi, że poprzez sny, poczucie humoru i fantazje oswajamy trudne sytuacje, dzięki czemu łatwiej jest nam włączyć je do świadomości. Pozwala nam to, na płaszczyźnie psychicznej, pogodzić to, czego pozornie pogodzić się nie da, pomaga odpowiedzieć na pytanie, dlaczego coś mi się przydarzyło, dlaczego wciąż mi się przydarza. Sny i fantazje stają się pierwszym krokiem do wyjścia z impasu.

Pierre Marty uważa, że zintegrowanie traumatycznych wydarzeń chroni ciało przed ewentualną dezorganizacją somatyczną. Gdy człowiek nie ma możliwości przepracowania traumy, może zacząć funkcjonować w sposób odpowiadający stanowi depresyjnemu (ale nierównoznaczny z psychiatryczną diagnozą depresji). Komuś takiemu towarzyszy poczucie braku, straty i smutku, jednak nie zauważa u siebie tych emocji ani nie postrzega ich jako źródła problemów i cierpień. Nie skarży się na nic poza odczuwanym czasami zmęczeniem. To najczęściej osoby z najbliższego otoczenia, zaniepokojone mechanicznym, pozbawionym dynamiki funkcjonowaniem, wysyłają chorego do lekarza. Marty nazwał ten stan depresją podstawową. Towarzyszy jej myślenie operacyjne – zdominowane przez konkret i problemy dnia codziennego, z małym wpływem wyobraźni, kreowania marzeń i fantazji. Wspomnienia i emocje związane z przeszłością są w nim prawie nieobecne, a i przyszłość wydaje się zanikać na skutek mocnego związania z teraźniejszością.

Osoby z depresją podstawową, u których rozpoznano chorobę somatyczną, nawet ciężką i groźną, na przykład nowotwór, nie potrafią skoncentrować się na swoim chorującym ciele. Rosine Debray w książce „Psychopathologie de l’expérience du corps” opisuje przypadek 57-letniej Pierette, która miała raka piersi i poważne, przewlekłe dolegliwości kardiologiczne. Podczas konsultacji kobieta nie wspomniała terapeucie o żadnej z tych chorób, skarżyła się jedynie na zmęczenie i problemy ze snem. Choroba wydaje się być poza pacjentem, nie jest włączona w jego „ja”. On zaprzecza jej i robi wszystko, by nic o niej nie wiedzieć. Nie potrafi się sobą zająć, nie potrafi być sam dla siebie „wystarczająco dobrą matką” (określenia Donalda W. Winnicotta, znanego brytyjskiego pediatry i psychoanalityka). Dlatego zadaniem terapii jest uruchomić w pacjencie zdolność do miłości i troski wobec własnego ciała oraz takie myślenie: „Jestem chory i muszę się sobą zaopiekować”.

W przypadku osób z depresją podstawową i operacyjnym stylem funkcjonowania podjęcie terapii, której istotą jest zagłębianie się w niedostępny na co dzień świat marzeń, fantazji i snów oraz ich werbalizacja, może prowadzić do zmniejszenia problemów somatycznych. Debray podaje przykład terapii mężczyzny chorego na AIDS. Kiedy pacjent wychodził z depresji podstawowej – zaczął werbalizować swoje przeżycia i dopuścił do głosu wyobraźnię – wyniki badań krwi wskazywały na wzrost odporności, tzn. zaobserwowano u niego znaczny przyrost ilości limfocytów T4.

Doniesienia psychoanalityków wskazujące na wpływ wyobraźni i fantazji na choroby psychosomatyczne potwierdzane są przez badania empiryczne. Na przykład badania Asy Lilji, Gudmunda Smitha, Pera Malmströma, Leifa G. Salforda, Ingrid Idvall i Vibeke Horstmana z Uniwersytetu w Lund (Szwecja) pokazały, że u kobiet z rakiem piersi, które uzyskiwały wyższe wyniki w teście kreatywności, wolniej mnożyły się komórki rakowe.

Terapia psychoanalityczna wykorzystująca marzenia i fantazje może kojarzyć się z metodą wizualizacji stosowaną w chorobach nowotworowych, tzw. metodą Simontona (omówioną w „Charakterach” nr 4/1999). Jednak rozumienie człowieka i mechanizmów zaburzeń oraz sposób pracy z pacjentem są różne w terapii psychoanalitycznej i terapii poznawczej (którą reprezentuje metoda Simontona). Metoda Simontona jest terapią krótkoterminową, w trakcie której terapeuta skupia się na zmianie przekonań pacjenta poprzez ich racjonalną ocenę i weryfikację. Natomiast fundamentem psychoanalizy jest założenie, że nasze przekonania i motywy działań wynikają z nieświadomości i że nie mamy nad nimi pełnej, świadomej kontroli. Leczenie psychoanalityczne bazuje na analizie skojarzeń, snów, zachowań. Jego istotny element to analiza relacji pacjent – terapeuta. Psychoterapia oparta na psychoanalizie nie jest magią gwarantującą cudowne uzdrowienie. Jest długoterminową pracą polegającą na zwerbalizowaniu i włączeniu trudnych doświadczeń w obręb „ja”. Poprzez te procesy terapia wpływa na regulację psychiczną i psychosomatyczną człowieka, a w konsekwencji może doprowadzić do jego lepszego funkcjonowania, również pod względem somatycznym.

Magda Chrzan

Magda Chrzan jest psychologiem, doktorantką Uniwersytetu Lumiere Lyon 2 we Francji. Pracuje w Szpitalu Specjalistycznym św. Wojciecha w Gdańsku Zaspie. Zajmuje się badaniem wczesnych relacji między rodzicami a dzieckiem.

CHOROBY PSYCHOSOMATYCZNE – choroby, w których powstawaniu i przebiegu istotną rolę odgrywają czynniki psychiczne; zazwyczaj mają one charakter przewlekły, nasilają się okresowo (np. astma, wrzody, nadciśnienie).


Czas bez papierosa

Palacze rezygnujący z papierosów nawet na krótki czas odnoszą wrażenie, że wydarzenia trwają dłużej niż w rzeczywistości – donoszą amerykańscy psychologowie, którzy zaprosili do laboratorium osoby palące i niepalące. Badani mieli za zadanie, nie licząc w myślach, oszacować długość pauzy między komendami „start” i „stop” podawanymi przez eksperymentatora. Pauza trwała 45 sekund. Początkowo obie grupy oceniały, że między „start” i „stop” upłynęło około 40 sekund. Drugi pomiar przeprowadzono po 24 godzinach, w czasie których palacze musieli powstrzymać się od palenia. Okazało się, że niepalący nadal prawidłowo oceniali upływ czasu, natomiast palący zgodnie twierdzili, że pauza trwała ponad minutę.
Zdaniem badaczy powstrzymywanie się od palenia zakłóca zdolność do koncentracji uwagi. Dodatkowo pojawia się irytacja spowodowana „dłużeniem się” czasu, a w jej następstwie chęć sięgnięcia po papierosa.


Szczęśliwa samoocena

Im lepiej siebie oceniasz, tym bardziej czujesz się szczęśliwy – to popularne przekonanie podważa doktor Sonja Lyubomirsky z University of California w Riverside. Dowodzi, że ludzie o wysokiej samoocenie niekoniecznie czują się szczęśliwi, a ci którzy są szczęśliwi, nie zawsze mają wysoką samoocenę.
Doktor Lyubomirsky porosiła 621 emerytów o wypełnienie kwestionariuszy szczęścia i samooceny. Okazało się, że znajdowali się wśród nich nieszczęśliwi o wysokiej samoocenie. Były to osoby mające poczucie niewykorzystanych szans – takie, które miały świadomość swoich predyspozycji i możliwości osiągnięcia celu, ale z różnych powodów nie udało im się go zrealizować. Wśród badanych byli też ludzie szczęśliwi z niską samooceną – to ekstrawertycy cieszący się dobrym zdrowiem, którzy wyrażali zadowolenie ze swojego życia, choć słabo oceniali własne umiejętności.


Poradnia

W swoim życiu doszedłem do momentu, kiedy potrzebuję porady psychologa albo terapeuty. Jak zminimalizować ryzyko spotkania z kiepskim psychologiem i wybrać takiego, który mi pomoże, a nie pogłębi moich frustracji? Jakie kwalifikacje powinien posiadać psycholog, aby był kompetentny? Czy ten, który przyjmuje w prywatnym gabinecie, będzie lepszy od tego z poradni albo publicznej przychodni?

Andrzej P.

W każdym większym mieście znajdują się oddziały Polskiego Towarzystwa Psychologicznego lub Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Pracujące tam osoby z pewnością pomogą w wyborze specjalisty, kogoś, kto pracuje z ludźmi mającymi podobne problemy. Jeśli z jakiegoś powodu ta droga nie jest możliwa, spróbujmy dokonać wyboru samodzielnie, kierując się kilkoma ważnymi kryteriami.
Najlepiej rozpocząć od sprawdzenia, czy interesująca nas osoba posiada uprawnienia terapeuty, czyli certyfikat jednego z uznawanych towarzystw terapeutycznych, albo specjalizację kliniczną upoważniającą do pracy z ludźmi mającymi problemy psychologiczne.
Specjalizacje kliniczne podobne są do specjalizacji lekarskich: można być specjalistą pierwszego lub drugiego stopnia, a stopień wyższy oznacza większą wiedzę i większe kompetencje. Zwykle wiążą się one z doświadczeniem w pracy na oddziale szpitalnym.
Licencje lub certyfikaty terapeuty przyznają towarzystwa terapeutyczne. Wysoko cenione są te przyznawane przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne, Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, Polskie Stowarzyszenie Psychologów Praktyków, Polskie Towarzystwo Psychoterapii Psychoanalitycznej, Polskie Towarzystwo Terapii Poznawczo-Behawioralnej oraz Instytut Terapii Gestalt. Niektóre towarzystwa na swoich stronach internetowych zamieszczają listy osób certyfikowanych. Informacje takie uzyskamy też, dzwoniąc pod podane na tych stronach numery telefonów. W ten sposób możemy również sprawdzić, który z interesujących nas terapeutów przyjmuje najbliżej naszego miejsca zamieszkania.
Terapeuci mogą przyjmować pacjentów w ośrodkach prowadzonych przez określone towarzystwa czy szkoły terapii, w placówkach publicznych albo gabinetach prywatnych. Niezależnie od miejsca najlepszą rekomendacją jest posiadany certyfikat (lub rekomendacja innego terapeuty mającego certyfikat). Warto zwrócić uwagę na specjalizację. Terapeuci bowiem, tak jak lekarze, zajmują się określonymi problemami albo pracują z określoną grupą pacjentów. Na przykład terapeuta rodzinny specjalizuje się w pracy z rodzinami i zajmuje się dotykającymi je kłopotami.
Korzystanie z pomocy w ośrodku jest wygodniejsze, gdyż łatwiej można tam spotkać osobę zajmującą się interesującym nas problemem lub w razie potrzeby skonsultować się z innym specjalistą. Ostrożnie natomiast trzeba podchodzić do korzystania z pomocy osób pracujących w gabinetach prywatnych, które nie mają certyfikatu i nie należą do jakiegoś towarzystwa. Oznacza to bowiem, że ich praca może nie podlegać żadnej kontroli merytorycznej. Niestety obowiązujące w Polsce przepisy nie wymagają przedłożenia dokumentów upoważniających do pracy z pacjentami – wystarczy zgłosić działalność do odpowiedniego urzędu. Zdarza się, że osoba nawet nie skończyła studiów o odpowiednim profilu. Zatem samo ogłoszenie, że ktoś prowadzi terapię, niczego nam jeszcze nie gwarantuje.

W.Z.

POLECAMY

Bolesna kobiecość

Kobiety nie są skazane na przeżywanie dolegliwości związanych z napięciem przedmiesiączkowym. Mogą bowiem skorzystać z wielu możliwości pomocy, a w razie potrzeby – z leczenia.

Różne dolegliwości cielesne i psychiczne odczuwa przed miesiączką aż 95 proc. kobiet. Kiedyś trwały spory, czy te dolegliwości traktować jako zaburzenie. Dziś problemem jest wyznaczenie granicy między normalnymi, cyklicznymi zmianami w organizmie kobiety a takimi, które uznamy za wymagającą leczenia przypadłość. Objawy pojawiające się u kobiet przed menstruacją płynnie przechodzą od łagodnych zmian fizjologicznych, przez zespół napięcia przedmiesiączkowego (PMS – premenstrual syndrom), do przedmiesiączkowego zaburzenia dysforycznego (PMDD – premenstrual dysphoric disorder), będącego chorobą. Przedmiesiączkowe zaburzenie dysforyczne ze względu na dokuczliwość i częstość występowania uważa się za ważny problem zdrowotny i społeczny.

Dolegliwości związane z PMS dotykają od 20 do 40 proc. kobiet. Na PMDD cierpi od 3 do 8 proc. pań. Ten rodzaj zaburzeń przedmiesiączkowych najczęściej pojawia się u kobiet między 30. a 40. rokiem życia. Badania wskazują, że PMDD występuje z podobną częstością wśród różnych ras i w różnych kręgach kulturowych (zbliżone dane pochodzą też z Indii).

Charakterystyczne symptomy przedmiesiączkowego zaburzenia dysforycznego pojawiają się przynajmniej tydzień przed menstruacją i ustępują najdalej kilkanaście godzin po jej pojawieniu się. Niektóre objawy i skutki tego zaburzenia przypominają ostrą depresję – u kobiet można zaobserwować na przykład spadek nastroju i towarzyszące mu poczucie braku własnej wartości, poczucie bezsensu życia i zmniejszonej kontroli nad swoimi emocjami i zachowaniami. Pojawiają się też niestabilność emocjonalna i skłonność do gwałtownych reakcji.

Przyczyny – teorie biologiczne i psychologiczne

Przez dłuższy czas sądzono, że objawy PMDD związane są z nieprawidłowym stężeniem hormonów biorących udział w regulacji cyklu miesiączkowego, zwłaszcza estrogenów i progesteronu. Jednak dane z badań sugerują raczej, że kobiety cierpiące na to zaburzenie cechuje szczególna, nieprawidłowa wrażliwość na te hormony. Prawdopodobnie jest to wynikiem odmiennego działania układu serotoninergicznego w mózgu. Odgrywa on podstawową rolę w regulowaniu nastroju, snu, zdolności do koncentracji, a także w przebiegu niektórych emocji, takich jak drażliwość, lęk i agresywność. Nieprawidłowe funkcjonowanie układu serotoninergicznego pozwala wyjaśnić większość symptomów przedmiesiączkowego zaburzenia dysforycznego. Jego rolę w powstawaniu PMDD potwierdza również bardzo wysoka skuteczność leków przeciwdepresyjnych w leczeniu tego zaburzenia. Badania wskazują także, że u kobiet cierpiących na poważne dolegliwości przedmiesiączkowe znacznie słabiej działa wewnątrzmózgowy układ hamujący, w którym istotną rolę odgrywa kwas gammaaminomasłowy (GABA). W efekcie braku hamowania pojawia się charakterystyczny dla PMDD „nadmiar” pobudzenia, występują też wahania nastroju i nadwrażliwość.

Opisane nieprawidłowości w funkcjonowaniu układów mózgowych oraz układu hormonalnego prawdopodobnie są, przynajmniej częściowo, zależne od czynników genetycznych. Na przykład badania bliźniaczek pokazują, że jeżeli jedna z nich choruje na PMDD, to szansa wystąpienia tego zaburzenia u drugiej jest w przypadku bliźniąt jednojajowych dwukrotnie większa niż w przypadku dwujajowych. Ponadto PMS i PMDD wyraźnie częściej dotykają te kobiety, których matki także odczuwały podobne dolegliwości. Niektórzy naukowcy wskazują, że na pojawienie się tych zaburzeń mogą też wpływać niedobory magnezu, manganu, witaminy B, witaminy E i kwasu linolenowego.

Przyczyn zaburzeń przedmiesiączkowych poszukiwali również psychologowie. Niektórzy psychoanalitycy przypuszczali, że dolegliwości te wiążą się z nieświadomym konfliktem między kobiecością a macierzyństwem. Kobieta z jednej strony lęka się macierzyństwa, z drugiej zaś zbliżająca się menstruacja przypomina jej, że nie będąc w ciąży, nie spełnia tradycyjnej roli kobiety. Ten wewnętrzny konflikt znajduje wyraz w pojawiających się objawach napięcia przedmiesiączkowego. W koncepcjach poznawczych zakłada się, że niektóre kobiety są negatywnie nastawione do miesiączki i jej objawów fizjologicznych oraz przekonane, że tych przykrych doświadczeń nie da się uniknąć. Taka postawa sprawia, że nadmiernie i negatywnie reagują na sygnały zbliżającej się menstruacji. Aby zmniejszyć odczuwane obciążenie psychiczne, kobiety te odwołują się do niekorzystnych strategii radzenia sobie ze stresem, takich jak objadanie się lub wycofywanie ze zwykłej aktywności, na przykład opuszczanie lekcji w szkole. Uruchamia się wtedy błędne koło: powtarzające się co miesiąc dolegliwości związane z PMDD uzasadniają sięganie po „przyjemne”, choć nieskuteczne strategie radzenia sobie ze stresem.

PMDD a depresja

Przeważająca część objawów PMDD i nasilonego PMS przypomina symptomy depresji. Zaburzenia te tym różnią się od depresji, że są zsynchronizowane z cyklem miesiączkowym. Być może mamy do czynienia z odmianą depresji sprowokowaną cyklicznymi zmianami hormonalnymi. Wskazywałyby na to wysoka skuteczność leków przeciwdepresyjnych w leczeniu tych zaburzeń i fakt, że u kobiet chorujących na depresję obserwuje się wyraźne nasilenie jej objawów w okresie przed miesiączką. Ponadto z badań wynika, że kobiety cierpiące na PMDD częściej niż pozostłe chorowały w przeszłości na depresję. Co więcej, niektóre czynniki ryzyka zachorowania na depresję wymieniane są zarazem jako czynniki ryzyka przedmiesiączkowego zaburzenia dysforycznego. Są to: zaburzenia emocjonalne w przeszłości, wykorzystanie seksualne, dysfunkcje i przemoc w rodzinie.

Pomoc i leczenie

Kobietom z łagodniejszym zespołem napięcia przedmiesiączkowego mogą pomóc wysiłek fizyczny (np. aerobik), wypoczynek bądź ćwiczenia relaksacyjne. Łagodząco mogą też działać inhalacje z olejków eterycznych. Jeśli to możliwe, dobrze jest unikać stresu, a wykonanie trudniejszych zadań zaplanować na pierwszą połowę cyklu menstruacyjnego. Zaleca się również ograniczenie spożycia soli i kofeiny. W okresie przed miesiączką kobieta ma prawo oczekiwać od bliskich pomocy i wyrozumiałości. Aby lepiej zrozumieć zmiany zachodzące w organizmie i skuteczniej kontrolować swoje zachowanie, może założyć dzienniczek i notować w nim zmiany nastroju, towarzyszące im dolegliwości fizyczne i swoje reakcje. Jeśli po trzech miesiącach stosowania takich niefarmakologicznych sposobów dolegliwości nie zmniejszą się, a zwłaszcza gdy wystąpi pełnoobjawowe PMDD, należy skonsultować się z lekarzem.

W leczeniu ciężkich postaci przedmiesiączkowego zaburzenia dysforycznego stosuje się leki przeciwdepresyjne, a także środki znoszące lub łagodzące niektóre objawy. Na przykład podawanie w drugiej połowie cyklu witaminy E łagodzi obrzmienie i tkliwość piersi. Niektóre leki odwadniające mogą zmniejszać obrzęki kończyn. Nie ma dowodów na łagodzące działanie mikroelementów, na przykład magnezu i manganu, oraz środków antykoncepcyjnych.
Na koniec trzeba wspomnieć o psychoterapii. PMDD jest niewątpliwie stanem nierównowagi organizmu, często wymagającym leczenia farmakologicznego. Nie ma żadnych dowodów na to, że sama psychoterapia może być skutecznym sposobem leczenia PMDD. Ale kobiety z przedmiesiączkowym zaburzeniem dysforycznym potrzebują wsparcia i zrozumienia, a często nie znajdują go u bliskich. Toteż ważna może być dla nich pomoc psychologa. Biorąc ponadto pod uwagę prawdopodobny związek PMDD z depresją i fakt, że kobiety z tym zaburzeniem częściej niż inne mają za sobą trudne doświadczenia życiowe, mogą one potrzebować także dłuższej psychoterapii. Po taką pomoc można się zgłosić po złagodzeniu lekami najcięższych objawów przedmiesiączkowego zaburzenia dysforycznego.

Czy kobieta skazana jest na swoją „trudną kobiecość”? Większość pań na szczęście nie odczuwa przed miesiączką poważniejszych dolegliwości. Łagodne, okresowo pojawiające się w ich ciele i psychice zmiany uważają za naturalne. Dostosowują do nich rytm życia, zmniejszając w tym czasie wymagania wobec siebie, zwiększając kontrolę swoich reakcji i zachowań. Problem dotyczy części kobiet, u których siła i wahania zmian są trudne do zniesienia. Nie powinny one, a w każdym razie nie muszą, traktować przedmiesiączkowych dolegliwości jako czegoś nieuchronnego. Szczególnie kobiety doświadczające najostrzejszych objawów, określanych jako przedmiesiączkowe zaburzenie dysforyczne, mogą dziś skorzystać z wielu możliwości pomocy.
 
Stanisław Porczyk

Stanisław Porczyk
jest lekarzem psychiatrą (ma drugi stopień specjalizacji). Pracuje w Grupie Synapsis w Warszawie. Redaguje witrynę internetową poświęconą psychologii i psychiatrii (http:// online.synapsis.pl).


Przedmiesiączkowe zaburzenie dysforyczne (PMDD) to najpoważniejsze spośród zaburzeń przedmiesiączkowych. Doświadczająca go kobieta staje się drażliwa, ma poczucie psychicznego napięcia, a jej emocje są chwiejne. Samopoczucie ulega pogorszeniu, pojawiają się depresyjne myśli i lęki. Kobieta może odczuwać spadek motywacji, trudności w koncentracji i zapamiętywaniu, mieć uczucie zmęczenia i być nadmiernie senna. Zmienia się apetyt – zwykle wzrasta, choć czasem się zmniejsza. W relacjach z ludźmi kobieta jest bardziej wrażliwa i łatwo ją urazić. Natężenie objawów – zwłaszcza psychicznego napięcia, chandry i poczucia bezwartościowości własnej i świata – może być tak silne, że czasem uniemożliwia sprostanie nawet zwykłym, codziennym czynnościom. Charakterystycznymi objawami fizjologicznymi PMDD są tkliwość i obrzmienie piersi, a także obrzęki, zwłaszcza kostek, stóp i palców.







Cukrzyca krzepi

Wiadomość, że choruję na cukrzycę, całkowicie odmieniła moje życie. Uczyniła je bardziej świadomym, a przez to pełniejszym.


Cukrzycę zdiagnozowano u mnie w kwietniu 2004 roku. Uważam, że cierpiałam na nią od dawna, ale żaden z lekarzy, którym się skarżyłam na różne dolegliwości, na przykład dyskomfort w miejscach intymnych lub swędzenie skóry, nie rozpoznał, co stanowi ich przyczynę. Byłam otyła – przy wzroś...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy