Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

6 lipca 2016

Zbrodnia, wina i kara

73

Anders Breivik przekroczył wiele granic. Czy był szalony? Czy mógł postąpić inaczej? - zastanawia się Józef Krzysztof Gierowski.


DOROTA KRZEMIONKA: – Uważamy, że ten, kto zabił, nie może być normalny. Myślimy o nim jako o chorym psychicznie i coś nam to wyjaśnia...
JÓZEF KRZYSZTOF GIEROWSKI: – Pozornie wyjaśnia. Odsuwamy w ten sposób myśl, która może się pojawić w naszej głowie – że my też w pewnych okolicznościach możemy pozbawić kogoś życia. Ta myśl jest straszna, więc odcinamy się od niej, uzasadniamy sobie: skoro zabił, to nie był normalny. Byłbym ostrożny ze stawianiem hipotezy dyspozycji, zgodnie z którą są ludzie, którzy są w stanie zabić, i reszta, a w niej my, która nigdy... Ta hipoteza jest wygodna dla naszego myślenia o sobie, ale nieprawdziwa.

Czy każdy może zabić? Ja, Pan?
– Każdy z nas może znaleźć się w trudnej, zaskakującej i ekstremalnej sytuacji, w której nie jest w stanie przewidzieć swojego zachowania i może postąpić wbrew swoim wartościom. Ale nie każdy może być seryjnym zabójcą, sprawcą seksualnych zabójstw czy zawodowym zabójcą. Ciągłość i powtarzalność czynów sugeruje, że stoi za nimi jakaś cecha osobowości. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy – ja czy pani – byli zdolni do wieloletniej przemocy...

Albo do tego, co zrobił Anders Breivik...
– No właśnie, kim musi być człowiek, który hula sobie po wyspie, podchodzi do młodych ludzi, zagląda im w oczy i mówi: ty mi wyglądasz na lewicowego, to cię zastrzelę, a tobie daruję życie. Taki czyn wymaga szczególnych predyspozycji. Wydaje się, że ten człowiek nie jest zdolny do empatii, nie potrafił współczuć swym ofiarom. Z różnych motywów i w różnych okolicznościach ludzie robią coś, co podlega pod jeden i ten sam artykuł – zabójstwo. Z jednej strony mamy Breivika, z drugiej zaś kobiety, które przez wiele lat są bite i poniewierane przez swych partnerów. I nagle w setnej podobnej sytuacji, kiedy on przychodzi znów pijany i zaczyna ją szarpać, czara goryczy się przelewa: ona chwyta nóż, który leży na stole, bo właśnie szykowała mu kolację, i uderza...

Nie chce zabić...
– Nie, nie ma takiej intencji. Aż 70 procent zabójstw popełnionych przez kobiety dzieje się w podobnych okolicznościach. Następuje odwrócenie ról, wieloletnia ofiara atakuje. Uznajemy to za czyn sprzeczny z osobowością sprawcy. I mówimy o zabójstwie typu uprzywilejowanego, gdy ktoś zabija, działając w afekcie, w stanie silnego wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami.

Wściekłość może czasem zaślepić. Czy silne emocje stanowią dla sądu okoliczność łagodzącą?

– Mogą stanowić, ale nie muszą. Większość, bo 3 na 4 zabójstwa kwalifikują się jako wynikające z szeroko ujmowanej motywacji emocjonalnej, lecz niekoniecznie zasługują przez to na łagodniejsze traktowanie. Ubieramy motywy w piękne słowa. Mówimy, że „zabił z miłości”, a tak naprawdę zabójcą kierowała potrzeba władzy, dominacji, poczucie krzywdy czy odrzucenia, chęć dowartościowania się albo zemsta. Jak stanowi kodeks karny, gdy ktoś pozbawia życia innego człowieka „z motywacji zasługującej na szczególne potępienie” – kara jest wyższa.

Które motywy zasługują na szczególne potępienie?

– Motywy rabunkowe, ekonomiczne, seksualne, czyli lubieżność. W niemieckim systemie prawnym rozróżnia się zabójstwo i mord. Zabójstwo to czyn popełniony w stanie silnego wzburzenia, natomiast mord to pozbawienie kogoś życia z niskich pobudek.

Breivik jest przekonany, że działał z wysokich pobudek...

– Tak twierdzi, ponieważ uważa się za kogoś wyjątkowego, kto ma poczucie misji, która to daje mu prawo decydowania o życiu innych ludzi. Wydaje mu się, że nie podlega ogólnym prawom, jest ponad innymi i wolno mu więcej. Krótko mówiąc, przejawia rysy osobowości narcystycznej. Jest owładnięty ideologią. Jej treść jest paranoidalna, skrajnie ksenofobiczna.

A on nie jest niepoczytalnym paranoikiem?

– Niewątpliwie można dostrzec u niego przejawy psychopatologii – w jego przekonaniach i motywach – ale mam wątpliwości, czy osiąga ona poziom paranoi, czyli choroby psychicznej, co pozwalałoby zdjąć z niego odpowiedzialność za to, co zrobił.
W pierwszej opinii stwierdzono, że Breivik jest niepoczytalny...
– Ciekaw jestem, czym kierowali się biegli, wydając tę opinię. Mam wrażenie, że kryterium wyrokowania o patologii była groza i skala jego czynu. Czyn jest skrajnie patologiczny, ale diagnoza powinna wynikać z oceny zaburzeń u sprawcy. Moim zdaniem one istnieją, ale najwyżej dotyczą ograniczonej poczytalności.

Biegli wydali dwie całkiem sprzeczne opinie co do poczytalności. Jak to możliwe?

– Nie dziwi mnie to. Pytanie: czy mamy do czynienia z wymiarem, czy z kategorialnym charakterem tego, co jest wskaźnikiem patologii, a zarazem niepoczytalności. Klasyfikacje psychiatryczne funkcjonują w systemie zero-jedynkowym, czyli zakładają, że albo ktoś jest chory, albo zdrowy. Natomiast w ocenie poczytalności przyjmuje się, że istnieje kontinuum: od pełnej poczytalności, przez ograniczoną poczytalność, po niepoczytalność. Co do skrajnych biegunów – normy bądź psychozy – nie mamy wątpliwości. Ale pytanie, gdzie jest granica takiego nasilenia zaburzeń myślenia, emocji i motywacji, przy którym można powiedzieć, że mamy do czynienia z psychotykiem? Zdrowy rozsądek mówi, że tej granicy nie ma. A prawnicy oczekują od biegłych jasnej opinii, bo od niej zależy kwalifikacja czynu.

Jak się określa, czy dana osoba jest poczytalna?
– Przyjmujemy umowne kryteria. Zostały one sformułowane prawie 100 lat temu, w oparciu o ówczesną wiedzę o psychice, co powinno skłaniać do ostrożności. Pierwsze dotyczy możliwości rozpoznania znaczenia czynu – pytamy, czy ktoś wiedział, co robi. Drugie odnosi się do możliwości pokierowania swoim postępowaniem, czyli do samokontroli traktowanej jako właściwość procesów motywacyjnych. Te kryteria są ze sobą powiązane. Jeśli ktoś nie wiedział, co robi, to nie mógł kierować swym zachowaniem. W drugą stronę to nie działa: są osoby, które wiedzą, że robią źle, ale nie są w stanie powstrzymać się. Narkoman, który pod wpływem głodu narkotycznego włamuje się do apteki, wie, że narusza prawo, ale nie jest w stanie się powstrzymać. Mamy do czynienia ze znacznie ograniczoną zdolnością do pokierowania postępowaniem, ale towarzyszy jej zachowana zdolność rozpoznania znaczenia czynu.

Można założyć, że Breivik wiedział, co robi, chciał to zrobić, ale czy mógł się powstrzymać, mając taki a nie inny system przekonań?
– Tu pojawia się kwestia wolnej woli. Prawnicy zakładają, że każdy ma wolną wolę, inaczej nie mogliby używać swoich ulubionych narzędzi: winy i kary. Nie można przypisać komuś odpowiedzialności za to, co zrobił, gdyby nie założyć, że dokonuje swobodnego wyboru. Problem w tym, że o wolnej woli mówimy językiem dziewiętnastowiecznym. A badania psychologii
z ostatnich dekad pokazują, że nasze wybory i działania są wypadkową wielu czynników; wiele z nich wymyka się świadomej ocenie albo leży poza kontrolą.

Jaką wolną wolę ma pedofil?
– No właśnie, albo osoba, która ma nieprawdziwy obraz tego, jaki jest świat i co jej zagraża ze strony innych ludzi. W zaburzeniach osobowości, które cechują Breivika, wola czy możliwość swobodnego wyboru działań też jest ograniczona.

Ale nie jest zniesiona, jak w przypadku niepoczytalności. Kiedy orzeka się niepoczytalność?

– Podstawą jest rozpoznanie u sprawcy psychozy, czyli choroby psychicznej, co praktycznie oznacza, że działa on pod wpływem głębokich zaburzeń poznawczych, czyli urojeń. Niepoczytalność może też wynikać z krótkotrwałej psychozy, dawniej nazywanej „stanem wyjątkowym”, spowodowanej na przykład upojeniem alkoholowym, afektem patologicznym czy reakcją krótkiego spięcia. Specjaliści spierają się, czy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy