Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny

7 kwietnia 2019

NR 4 (Kwiecień 2019)

Żal gasi blask

83

W mojej pamięci przewijają się bardzo smutne obrazy z dzieciństwa. Nie było przytulania, rozmów, wspólnego pieczenia ciasteczek. Nigdy nie byłam „taka, jak trzeba”.

Mieszkam na wsi. Razem ze starą i już niedołężną matką. Dzikie historie ze swojego dzieciństwa, które mi kiedyś opowiadała, zawsze napawały mnie lękiem i smutkiem. Opowiadała o swoim ojcu, który był „bardzo spokojny”, ale raz zbił ją tak, że omal nie zabił. I o matce, która biła ją po głowie. Z tych doświadczeń pewnie wynika to, że moja matka nie okazywała szacunku dzieciom. Odkąd pamiętam, słyszałam od niej: „Twoje zdanie mi u d... wisi”, „Ty wyrodna córko”, „Jesteś moim najgorszym dzieckiem”, „Wynoś się” i „Miałam już 40 lat, jak się urodziłaś. Wszyscy mi mówili, żebym usunęła. Ojciec dał mi już pieniądze na skrobankę, ale ja im powiedziałam NIE! Nie usunę!”. Gdy pierwszy raz to usłyszałam, miałam może dziesięć lat.

Ojciec, zanim się urodziłam, ponoć bił matkę, ale ona nigdy się do tego nie przyznawała. Potem się „uspokoił” i tylko ją wyzywał. Po pijanemu oczywiście. Moja matka wiele w swoim życiu przeszła, spotkało ją wiele złych rzeczy – straciła dziecko, ciężko chorowała, pewnie dlatego zawsze była taka nerwowa. Wydaje mi się jednak, że dla niej dziecko nie ma wartości jako człowiek – dziecko „ma słuchać”. Jak mi matka powiedziała „ma być tak”, to miało być tak. Nie rozumiem tylko, dlaczego starsze rodzeństwo miało swobodę – również w biciu mnie. Matka nie reagowała, gdy starsza siostra mnie policzkowała. Ja nie mogłam uderzyć rodzeństwa. Nie miałam prawa do zawiązywania przyjaźni, do mówienia, co myślę, do własnego zdania i autonomicznych decyzji. O wszystko musiałam pytać. Jeśli nie dostałam zezwolenia, nie było mowy o negocjacjach. Po śmierci ojca – ponad 20 lat temu – życie w domu toczyło się pod dyktando matki, ona była panem i władcą. Po kłótniach uciekałam do swojego pokoju i kuliłam się na łóżku. Nikt do mnie nie przychodził. To ja miałam podejść i przeprosić, najlepiej na kolanach, a ona wtedy łaskawie mi wybaczała. Oczywiście towarzyszyła temu wychowawcza pogadanka: „Jesteś taka, taka nie jesteś,...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy