Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Zakazane obrazki

0 276

Pornografia może peszyć i onieśmielać. Gloryfikuje technikę i dziwaczność współżycia. Bywa, że łagodzi obyczaje – twierdzi KAZIMIERZ SZCZERBA.

Według „New York Timesa” dochody przemysłu pornograficznego w ubiegłym roku w USA sięgnęły 10 miliardów dolarów. Pornografia staje się akceptowanym nurtem kultury masowej, a Internet udostępnia ją w skali dotąd niespotykanej. W pewnych kręgach stała się ona normą towarzyską. Coraz więcej osób otwarcie przyznaje, że ogląda pornografię i że nie zawsze kończy się tylko na oglądaniu. Do dobrego tonu należy chwalenie się znajomościami z gwiazdkami porno czy zapraszanie ich na towarzyskie imprezy.
W gabinetach seksuologów pacjenci (bez względu na płeć) coraz częściej przyznają, że mieli kontakt z pornografią. Jeszcze 20-30 lat temu było to nie do pomyślenia. Ale i wtedy przynajmniej część Polaków, zwłaszcza tych wyjeżdżających do krajów zachodnich (szczególnie do Szwecji), miała kontakt z pornografią. Ci, którzy nie mogli wyjechać, a mieli ochotę na tego rodzaju obrazki, musieli zadowalać się marnymi, sprzedawanymi pokątnie na bazarach, czarno-białymi reprodukcjami zachodnich pornomagazynów.
Pornografia jest stara jak świat. Sam termin utworzony został w XIX wieku z dwóch greckich słów: porno i grapho – i tłumaczony jest jako „pisanie o prostytutkach”. Do dziś nie skonstruowano ogólnie przyjętej definicji pornografii. Niektóre próby były wręcz komiczne, ponieważ ich twórcy sięgnęli do absurdalnych uzasadnień. W starszej literaturze przedmiotu spotkać się można na przykład z amerykańską definicją Hawkinsa głoszącą, że pornograficzny jest każdy fragment literacki czy wizerunek, który powoduje erekcję u 7 spośród 12 normalnych mężczyzn. Niewiele odbiega od niej definicja zawarta w orzeczeniu australijskiego Sądu Najwyższego, według którego wizerunek nagiej kobiety jest pornograficzny, jeżeli można odróżnić gołym okiem poszczególne włosy na jej łonie
W rozlicznych definicjach pornografii najczęściej przyjmuje się dwa kryteria: przedstawianie seksu w sposób wzbudzający podniecenie seksualne oraz gorszące przedstawianie seksu. Ani pierwsze, ani drugie kryterium nie może jednak odgrywać decydującej roli w uznaniu czegoś za pornografię. Znaleźć przecież można wiele dzieł, których odbiór może wzbudzać podniecenie, a przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwie ich pornografią. Podobnie ten sam produkt, bez względu na to, czy wyszedł spod ręki literata, malarza czy rzeźbiarza, dla jednych może być gorszący i nieprzyzwoity, a dla innych zupełnie niewinny. Zależy to od indywidualnych wyborów związanych ze sposobem patrzenia na świat, z hierarchią wartości, z uznawanymi normami etycznymi itd.
Po pornografię sięga się z wielu powodów. Chociażby ze zwykłej ciekawości. Ale nie tylko. Bardziej z potrzeby podniecenia się (a w następstwie – masturbacji), spożycia „owocu zakazanego”, porównania własnego seksu z tym, jak „to” robią inni, a nawet z potrzeby ukarania partnera, który w realnym życiu nie spełnia naszych seksualnych oczekiwań. Ocena pornografii i jej wpływu na seksualne (ale nie tylko) funkcjonowanie odbiorcy jest mocno zróżnicowana. Jej zwolennicy utrzymują, powołując się na badania prowadzone w różnych częściach świata, że poza pewnymi zastrzeżeniami (głównie chodzi tu o ochronę przed pornografią dzieci i młodych osób mających małe doświadczenie w życiu intymnym) dostępność pornografii nie tylko nie jest szkodliwa, ale na niektórych ludzi, w pewnych sytuacjach, może mieć pozytywny wpływ. Dotyczy to na przykład osób wykazujących cechy parafilii. Kontakt z materiałami pornograficznymi skłania wiele z nich (niektórzy mówią nawet o 60-70 proc.) do zastępczych form realizacji ich nieakceptowanych społecznie tendencji. Chodzi tu przede wszystkim o zachowania autoerotyczne. Stymulowanie się za pomocą odpowiedniej pornografii i rozładowywanie napięcia na drodze ipsacji staje się czymś w rodzaju wentyla bezpieczeństwa i przynajmniej jakiś procent dewiantów powstrzymuje przed patologicznymi formami kontaktu z realnym partnerem. Poza tym, opierając się na badaniach amerykańskich, angielskich i izraelskich, podkreślić należy, że nie ma – jak chcieliby niektórzy – związku między dostępem do pornografii a przestępczością seksualną. Zgadza się to z wcześniejszą opinią A. Kinseya, dziś już klasyka seksuologii, który w oparciu o wyniki badań przeprowadzonych przez jego zespół stwierdził, że przestępcy seksualni nie interesowali się pornografią bardziej niż inni ludzie, ani też nie stykali się z nią częściej.

[nowa_strona] O pozytywnym wpływie pornografii mówi się oczywiście nie tylko w odniesieniu do osób wykazujących odchylenia seksualne. Wielu seksuologów uważa, że korzystnie oddziałuje ona także na ludzi bez jakichkolwiek problemów w życiu płciowym (jeżeli jest przez nich akceptowana). Odpowiednio dobrane materiały pornograficzne mogą poszerzać zakres ogólnej wiedzy na temat seksu, być swoistą instrukcją zachowań w trakcie zbliżenia, a przede wszystkim mogą wzmagać siłę potrzeby seksualnej. Obserwowanie seksualnej aktywności innych może wpływać na urozmaicenie technik we własnej sypialni. A to najczęściej korzystnie oddziałuje na seksualny partnerski układ i bywa dobrą bronią w walce z nudą i rutyną. Zwłaszcza że pornograficzny „poligon” jest znacznie bardziej bezpieczny niż eksperymentowanie z żywym partnerem. Jeżeli komuś coś w pornografii nie odpowiada lub wydaje mu się zagrażające, natychmiast może to odrzucić – w kontakcie z realnym partnerem nie jest to już takie łatwe. Pornografia może też łagodzić obyczaje. P...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy