Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

19 sierpnia 2016

Zaduma nad ulepszaniem człowieka

39

„Różnica między nami, Wells, jest fundamentalna. Pan nie troszczy się o ludzi, ale sądzi, że można ich udoskonalić. Ja, przeciwnie, kocham ludzi, lecz nie wierzę, iż uda się ich ulepszyć.” - Joseph Conrad.

ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W NUMERZE 10/1998

Gdybyśmy przeprowadzili fascynujący eksperyment psychologiczny, gdybyśmy porównali zachowanie się starożytnych Ateńczyków ze współczesnymi wilnianami, mieszkańcami mojej małej ojczyzny, to - zdaniem Hooka - różnica między nimi byłaby znacznie mniejsza niż powszechnie sądzimy. Wykryte przez Hipokratesa typy temperamentu - sangwinik, flegmatyk, choleryk i melancholik - służą do diagnozy ludzi odległych nawet epok; były one trafne zarówno w czasach Safony, jak i w czasach Tokarczuk.

Podobnie: iloraz inteligencji, właściwości pamięci trwałej i roboczej, rodzaje motywacji, zaburzenia psychiczne czy zasady moralne nie zmieniły się znacząco w dziejach cywilizacji. Gdybyśmy jednak posadzili w ławach szkolnych młodych Ateńczyków i młodych wilnian, to - co oczywiste - ich wiedza zakodowana w pamięci byłaby zupełnie inna. Ludzie żyjący w epoce Arystotelesa nie zrozumieliby prawie nic ze współczesnych podręczników fizyki czy biologii; nie znaliby nawet tak elementarnych pojęć, jak prąd, antybiotyki, stres czy Internet.

Na tej podstawie wielu intelektualistów wyciąga wniosek, że osobowość jednostki, jej intelekt, kodeks moralny, jej podłe i szlachetne cechy nie zmieniły się przez tysiąclecia. Natura ludzka - mówiąc językiem filozoficznym - jest trwała jak piramida. Takie poglądy były bliskie Conradowi. Sądzę, że przyjmował je również Maslow.

Jednak wielu filozofów, pedagogów, polityków, rewolucjonistów i futurologów - należą do nich Toffler i Hawking - wierzy w możliwości doskonalenia jednostki i zbiorowości, wierzy w zmienność natury ludzkiej. Jeden z biologów powiedział przed laty, że wykrył brakujące ogniwo między małpami antropoidalnymi a cywilizowanymi ludźmi. To właśnie my stanowimy to ogniwo. Trzeba zatem kształtować cywilizowanych ludzi.

W toku historii powstawały - w zasadzie bez udziału psychologów - różnorodne koncepcje tworzenia Nowego Człowieka, New Man, Homme Nouveau czy Nowogo Czełowieka. Były one odmienne, ale chyba wszystkie przyjmowały iluzoryczne przekonanie, że przebudowa człowieka, że wyrzeźbienie udoskonalonych osobowości nie tylko należy do zadań wykonalnych, ale również do zadań niezbyt trudnych, takich jak ulepienie z gliny oryginalnej postaci. Tym iluzjom ulegali początkowo rewolucjoniści francuscy z XVIII wieku i komuniści.

Monstrualny eksperyment

Eksperyment tworzenia Nowego Człowieka, w którym braliśmy udział wbrew naszej woli - był przeprowadzony według marksistowskiego scenariusza. Zgodnie z tą ideologią, człowiek jest tylko całokształtem stosunków społecznych i wystarczy je zmienić, aby ukształtować socjalistyczną osobowość. System instytucjonalny - rodzina, szkoła, wojsko, zakład pracy - z jego centrum dowodzenia, jakim była Partia, zdolny jest wyrugować przeżytki burżuazyjne i stworzyć Człowieka Socjalizmu. Przy pomocy tego systemu - myśleli najbardziej naiwni komuniści - można nawet zbierać... gruszki na wierzbie.

W trakcie eksperymentu próbowano formować osobowość, której wymiary można wyliczyć na palcach jednej ręki. Chodziło o wychowanie człowieka kolektywnego, który przedkłada wspólne dobro nad egoistyczne korzyści, który zatracił własne Ja.
Doniosłym celem zabiegów było formowanie człowieka produktywnego, zdolnego do budowania świetlanej przyszłości. W tym edukacyjnym programie ważny stał się ideał jednostki submisywnej - uległej i podporządkowanej władzy. W dziele wychowania nie zapomniano również o swoiście rozumianym rozwoju duchowym; istotnym celem było kształcenie światopoglądu ateistycznego, zwanego oficjalnie naukowym poglądem na świat.

W toku formowania Człowieka Socjalizmu stosowano specyficzne środki: były to behawiorystyczne wzmocnienia pozytywne i negatywne, nagrody i kary. Przeważały jednak środki awersyjne, czyli różne kary, jak represje, zagrożenia, odebranie talonów na towary, cenzura, czy wreszcie pozbawienie wolności. Przeważały więc - zgodnie z azjatycką mentalnością - środki siły.

Eksperyment ten, prowadzony na niespotykaną skalę, dał mierne wyniki i w końcu doprowadził do plajty komunizmu. Wprawdzie udało się wychować pewną część narodu oddaną socjalizmowi i przypominającą bohaterów książki Ostrowskiego „Jak hartowała się stal”, wprawdzie w początkowej fazie udało się nawet ukształtować nielicznych hunwejbinów w akademickich togach, to jednak większość społeczeństwa starała się tylko biernie przystosować do „innego świata”. Wychowanie socjalistyczne nie zmieniło jego osobowości ani stylów zachowania. Eksperyment nie wpłynął na jego zalety i wady; megalomania narodowa, tendencje anarchistyczne, bezinteresowna zawiść, emocjonalność czy postawy pałubiczne są ciągle elementami rodzimej mentalności. Jednocześnie wychowanie to ukształtowało - nieoczekiwanie - grupy kombinatorów, złodziei i cyników, przede wszystkim cyników.

Jaka lekcja wynika z ostatniego półwiecza? Chciałbym odwołać się do mądrych słów Skinnera: „(...) odkrywamy - kosztem niewypowiedzianych cierpień ludzkich - że na dłuższą metę kara nie zmniejsza prawdopodobieństwa, iż człowiek będzie działał w określony sposób”.

Nie wykluczam, że przyszłe pokolenia zupełnie inaczej ocenią ten monstrualny eksperyment. Może uznają go za pożyteczne i przyjemne przedsięwzięcie? Historia bywa przewrotna!

Wielka Trójka

Miał rację Kant, gdy ostrzegał, że „z drzewa tak rosochatego, z jakiego zrobiony jest człowiek, nie można wyciosać czegoś zupełnie prostego”. Wybitny filozof zdawał sobie jasno sprawę ze złożoności jednostki i społeczeństwa. Jednak dopiero w naszych czasach - dzięki zmasowanym badaniom naukowym - coraz lepiej rozumiemy zawiłości psychiki. Punktem wyjścia mojej zadumy nad szansą ulepszenia człowieka będzie przypomnienie tych komplikacji.

Psychika, osobowość i wzory zachowania jednostki zależą od splotu trzech głównych czynników, od trzech rodzajów wpływów. Pierwszym składnikiem Wielkiej Trójki jest przekaz genetyczny. Gen, materialna jednostka dziedziczenia, decyduje o powstawaniu poszczególnych właściwości organizmu, decyduje o niebieskich oczach i kompetencjach językowych. W puli genów - powiada jeden z uczonych - zawartych jest więcej informacji niż w Encyklopedii Brytyjskiej. Struktury genetyczne, powstałe w wyniku długiej ewolucji biologicznej, miały fundamentalne znaczenie w utrzymaniu przez milenia życia organizmów. Przy okazji warto dodać, że wielu filozofów i uczonych nazywa wyposażenie dziedziczne homo sapiens, które decyduje o zespole trwałych, spójnych i niezmiennych cech tego gatunku, naturą ludzką.

Drugim składnikiem Wielkiej Trójki jest przekaz socjokulturowy, który powstał dzięki rozwojowi cywilizacji i ewolucji kultury. W ostatnich latach szczególne znaczenie przypisuje się dziedzictwu kulturowemu, czyli „sztucznemu światu”, tworzonemu przez pokolenia. Tak jak gen stanowi materialną jednostkę dziedziczenia, tak mem - zgodnie z terminologią Dawkinsa - jest podstawową jednostką kultury i przekazu kulturowego. Memy - profesjonalnie przekazywane ludziom - wpływają na osobowość i style działania. Jeśli uznamy Internet za pojedynczy mem lub ich grupę, to właśnie to urządzenie materialne i symboliczne w specyficzny sposób kształtuje osobowość; w pewnych przypadkach powstaje osobowość pajęcza (web personality), którą można uznać za rodzaj odchylenia od osobowości dojrzałej.

I, wreszcie, składnik trzeci, który uważam za szczególnie doniosły. Osobowość i reakcje człowieka zależą nie tylko od przekazów genetycznych i socjokulturowych, od oddziaływania genów i memów, ale także od własnej, osobistej aktywności psychicznej. Od wielu lat piszę, że jednostka jest Sprawcą, który nie tylko buduje gmach kultury i instytucje społeczne, ale który również tworzy samego siebie, który podejmuje akty samorozwoju i aktualizacji swoich potencji intelektualnych czy moralnych.

Na obecnym etapie rozwoju nauki trudno jest ściśle powiedzieć, jaką rolę w ukształtowaniu konkretnej jednostki odegrały składniki Wielkiej Trójki. Często nie umiemy rozsupłać sieci zależności. Niemniej można snuć fascynujące hipotezy.
Banach, lwowianin, należał do najwybitniejszych matematyków naszego stulecia: stworzył analizę funkcjonalną. Był nieślubnym dzieckiem, odebranym przez ojca biologicznej matce. Został oddany na wychowanie praczce. Warunki jego życia były ciężkie - dorabiał na chleb korepetycjami, a nawet tańczył w operze. Nie zdobył gruntownego wykształcenia, nie skończył studiów, ale od początku wykazywał niezwykłe zdolności matematyczne. Należał do tych nielicznych samouków, którzy samodzielnie opanowali rachunek różniczkowy i całkowy.

Z niezwykłą łatwością wędrował po przestrzeniach abstrakcyjnych i symbolicznych; jedna z nich została później nazwana przestrzenią Banacha. Ten wysoki, mocno zbudowany blondyn, o niebieskich oczach i dyskretnym, trochę ironicznym uśmiechu, lubił pracować z kolegami w lwowskiej Kawiarni Szkockiej. Często ku zdumieniu innych zapisywał na marmurkowych blatach stolików lub na serwetkach zwięzłe, eleganckie oraz oryginalne rozwiązania najtrudniejszych problemów. Był genialnym uczonym głównie - ale nie jedynie - dzięki wrodzonym zdolnościom matematycznym, dzięki szczodrości natury.

Tymczasem decydującą rolę w rozw...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy