Zabiję i pójdę do nieba

Wstęp

Po atakach na WTC upadł stereotyp terrorysty jako młodego, biednego, źle wykształconego muzułmanina, który mówi tylko wersetami z Koranu. Współczesny terrorysta niczym nie różni się od milionów mieszkańców Europy czy Ameryki - z wyjątkiem jednego: fanatycznej nienawiści do kultury zachodniej.

Akty terroru często są tak okrutne, że trudno nam sobie wyobrazić, aby mogli je popełnić ludzie normalni. O sprawcach zamachów na World Trade Center (11 września 2001 roku) czy na madryckie dworce kolejowe (11 marca 2004 roku) ciągle myślimy: szaleńcy, wariaci, fanatycy... Obywatele świata zachodniego wciąż mają niezwykle uproszczony obraz terrorysty: młody, ubogi, słabo wykształcony fanatyk religijny, mówiący niemal wyłącznie wersetami z Koranu, którego do aktów okrucieństwa popychają osobiste dramatyczne przeżycia. Do niedawna wyobrażenie takie bliskie było także rządom, służbom specjalnym i wywiadowczym – utwierdzało je w przekonaniu o bezpieczeństwie: przecież tak prymitywni ludzie nie są w stanie zagrozić potędze technologicznej, kulturowej i militarnej Zachodu!

Ataki z 11 września niezwykle brutalnie zniszczyły ten stereotyp. Okazało się bowiem, że dokonali ich wykształceni, nieźle sytuowani, dojrzali mężczyźni, z których wielu miało żony i dzieci. Nie wszyscy byli doskonałymi synami Allacha, niektórzy pili alkohol, a nawet bywali w barach ze striptizerkami. Wszyscy natomiast działali racjonalnie i metodycznie, o czym świadczy choćby to, że uczestniczyli w kursach pilotowania samolotów pasażerskich czy w treningach walk ulicznych (przejście między fotelami samolotu to przecież uliczka, choć najwęższa z możliwych). Byli cierpliwi i konsekwentni. Wiele razy mogli wycofać się, lecz tego nie uczynili. Ich zaangażowanie wyrastało bowiem nie z osobistych powodów, lecz z poczucia udziału w wojnie przeciw wrogom ich kultury i religii, a szczególnie przeciw „amerykańskiemu szatanowi”.

John Horgan, wybitny znawca osobowości terrorystów, uważa, że między nimi a psychopatami popełniającymi okrutne czyny przestępcze istnieje wiele głębokich różnic. Po pierwsze, ofiary terrorystów są przypadkowe, natomiast psychopaci zazwyczaj starannie je wybierają. Po drugie, choć powodzenie misji, nawet najbardziej krwawych, daje terrorystom satysfakcję, to jednak samo zabijanie raczej nie sprawia im przyjemności, a w niektórych może nawet wywołać wyrzuty sumienia – psychopaci natomiast rozkoszują się cierpieniem i zabijaniem ofiar. Po trzecie, uczestnictwo w okrutnych aktach terroru jest skutkiem głębokiego psychologicznego zaangażowania w misję grupy, a tego elementu nie znajdziemy w motywacji psychopatycznych morderców. Horgan uważa też, że ugrupowania terrorystyczne po prostu nie mogą sobie pozwolić na włączenie w swoje szeregi ludzi niestabilnych psychicznie – niesie to bowiem ze sobą zbyt duże ryzyko zdemaskowania. Jego zdaniem tym, co naprawdę odróżnia terrorystów od ogółu ludzi, jest niezwykle silna potrzeba wyrażenia w imieniu innych gniewu wynikającego z poczucia doznanej (przez tych innych!) krzywdy.

Pod koniec lat 80. minionego stulecia skonstruowany został profil typowego terrorysty. Zgodnie z nim terrorystą ma „szansę” stać się nieżonaty mężczyzna w wieku 22-24 lat, posiadający częściowe wykształcenie akademickie (głównie w zakresie nauk społeczno-politycznych), wywodzący się z klasy średniej lub wyższej średniej, zwerbowa...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy