Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Zabiję i pójdę do nieba

0 465

Po atakach na WTC upadł stereotyp terrorysty jako młodego, biednego, źle wykształconego muzułmanina, który mówi tylko wersetami z Koranu. Współczesny terrorysta niczym nie różni się od milionów mieszkańców Europy czy Ameryki - z wyjątkiem jednego: fanatycznej nienawiści do kultury zachodniej.

Akty terroru często są tak okrutne, że trudno nam sobie wyobrazić, aby mogli je popełnić ludzie normalni. O sprawcach zamachów na World Trade Center (11 września 2001 roku) czy na madryckie dworce kolejowe (11 marca 2004 roku) ciągle myślimy: szaleńcy, wariaci, fanatycy... Obywatele świata zachodniego wciąż mają niezwykle uproszczony obraz terrorysty: młody, ubogi, słabo wykształcony fanatyk religijny, mówiący niemal wyłącznie wersetami z Koranu, którego do aktów okrucieństwa popychają osobiste dramatyczne przeżycia. Do niedawna wyobrażenie takie bliskie było także rządom, służbom specjalnym i wywiadowczym – utwierdzało je w przekonaniu o bezpieczeństwie: przecież tak prymitywni ludzie nie są w stanie zagrozić potędze technologicznej, kulturowej i militarnej Zachodu!

Ataki z 11 września niezwykle brutalnie zniszczyły ten stereotyp. Okazało się bowiem, że dokonali ich wykształceni, nieźle sytuowani, dojrzali mężczyźni, z których wielu miało żony i dzieci. Nie wszyscy byli doskonałymi synami Allacha, niektórzy pili alkohol, a nawet bywali w barach ze striptizerkami. Wszyscy natomiast działali racjonalnie i metodycznie, o czym świadczy choćby to, że uczestniczyli w kursach pilotowania samolotów pasażerskich czy w treningach walk ulicznych (przejście między fotelami samolotu to przecież uliczka, choć najwęższa z możliwych). Byli cierpliwi i konsekwentni. Wiele razy mogli wycofać się, lecz tego nie uczynili. Ich zaangażowanie wyrastało bowiem nie z osobistych powodów, lecz z poczucia udziału w wojnie przeciw wrogom ich kultury i religii, a szczególnie przeciw „amerykańskiemu szatanowi”.

John Horgan, wybitny znawca osobowości terrorystów, uważa, że między nimi a psychopatami popełniającymi okrutne czyny przestępcze istnieje wiele głębokich różnic. Po pierwsze, ofiary terrorystów są przypadkowe, natomiast psychopaci zazwyczaj starannie je wybierają. Po drugie, choć powodzenie misji, nawet najbardziej krwawych, daje terrorystom satysfakcję, to jednak samo zabijanie raczej nie sprawia im przyjemności, a w niektórych może nawet wywołać wyrzuty sumienia – psychopaci natomiast rozkoszują się cierpieniem i zabijaniem ofiar. Po trzecie, uczestnictwo w okrutnych aktach terroru jest skutkiem głębokiego psychologicznego zaangażowania w misję grupy, a tego elementu nie znajdziemy w motywacji psychopatycznych morderców. Horgan uważa też, że ugrupowania terrorystyczne po prostu nie mogą sobie pozwolić na włączenie w swoje szeregi ludzi niestabilnych psychicznie – niesie to bowiem ze sobą zbyt duże ryzyko zdemaskowania. Jego zdaniem tym, co naprawdę odróżnia terrorystów od ogółu ludzi, jest niezwykle silna potrzeba wyrażenia w imieniu innych gniewu wynikającego z poczucia doznanej (przez tych innych!) krzywdy.

Pod koniec lat 80. minionego stulecia skonstruowany został profil typowego terrorysty. Zgodnie z nim terrorystą ma „szansę” stać się nieżonaty mężczyzna w wieku 22-24 lat, posiadający częściowe wykształcenie akademickie (głównie w zakresie nauk społeczno-politycznych), wywodzący się z klasy średniej lub wyższej średniej, zwerbowany do organizacji terrorystycznej w okresie studiów, kiedy to po raz pierwszy zetknął się z rewolucyjnymi ideami marksistowskimi. Nawet dla kogoś nieobeznanego z problematyką psychologii terroryzmu uderzająca jest słaba przystawalność tego profilu do współczesnych terrorystów.
Z modelem tym polemizuje Andrew Silke, angielski psycholog sądowy. Twierdzi, że choć znaczną część terrorystów wciąż stanowią mężczyźni, to przybywa wśród nich kobiet – dokonują one samobójczych ataków bombowych, uczestniczą w braniu zakładników. Przykładem są wydarzenia w moskiewskim teatrze (2003 rok) czy w biesłańskiej szkole (2004 rok). Także kobiety – jak podejrzewają rosyjskie służby specjalne – wysadziły w powietrze dwa samoloty wkrótce po tragedii w Biesłanie. Najważniejsze jednak jest to, że nic nie wskazuje, aby wszystkie one były psychopatkami. Co więcej, wśród palestyńskich kobiet dokonujących samobójczych aktów terroru pojawiła się nowa „podgrupa”: młode matki, które w imię większej sprawy gotowe są poświęcić swoje życie i osierocić dzieci.

Silke uważa, że młody wiek także nie jest szczególną cechą terrorystów. Są bowiem wśród nich zarówno nastolatki, jak i ludzie mający powyżej 40 lat. Natomiast od wieku terrorystów zależy rodzaj powierzanych im zadań. Jak podaje Silke, młodzi ludzie (przeciętna wieku około 23 lat) angażują się w operacje o najwyższym stopniu ryzyka, między innymi w zabójstwa czy ataki bombowe. Nieco starsi (przeciętna wieku około 28 lat) podejmują się działań o mniejszym ryzyku, na przykład obserwowania obiektów na terytorium planowanego ataku czy życia potencjalnych ofiar. Wreszcie najstarsi (przeciętna wieku około 39 lat) angażują się w najmniej ryzykowne działania: gromadzą finanse, organizują system wsparcia dla „głównych aktorów” planowanych akcji itd. Przy tym wszystkim trzeba jednak pamiętać, że znaczącą rolę odgrywają też cechy osobowości: poziom impulsywności, pewność siebie czy zafascynowanie ryzykownymi operacjami.
Silke twierdzi również, że w społecznościach posiadających głęboko zakorzenioną ideologię walki z wrogiem (np. wśród Palestyńczyków czy Czeczenów) włączenie się do grupy terrorystycznej jest spełnieniem społecznych oczekiwań. Znane są wypowiedzi młodych palestyńskich terrorystów, którzy wstąpienie do grupy terrorystycznej uważali za akt tak samo naturalny jak odbycie służby wojskowej przez Izraelczyka o syjonistycznych poglądach. Jest to dla nich społeczny awans, honor, a nawet cel życia. Udział w akcjach czyni z nich bohaterów, a śmierć w samobójczym ataku wynosi do rangi męczenników, którzy po śmierci znajdą się w niebie, a w grupie pozostanie po nich pełna szacunku pamięć. W społeczeństwach takich jak palestyńskie czy czeczeńskie identyfikację z organizacją terrorystyczną ułatwia kulturowo zdeterminowana zależność osoby od grupy. Człowiek całkowicie z nią zasymilowany zatraca poczucie jednostkowego istnienia. To zdejmuje z niego odpowiedzialność za ataki samobójcze, w których giną niewinni ludzie: to grupa dokonuje takich ataków, a on jest tylko wykonawcą. Silke podkreśla, że w społ...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy