Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Z zimną krwią i w afekcie

0 291

Dlaczego ludzie zabijają? Kiedy zwykli obywatele stają się zabójcami? Czy każdy z nas jest w stanie zabić? Kto nie może byćskazany za zabójstwo?

O motywach zabójstw mówi Józef Krzysztof Gierowski, dr praw i dr hab. psychologii. Pracuje w Katedrze Psychiatrii Collegium Medicum UJ oraz w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Opublikował ponad 150 prac z zakresu psychologii i psychiatrii sądowej, w tym: „Motywacja zabójstw”, „Postępowanie karne i cywilne wobec osób zaburzonych psychicznie”.

Dorota Krzemionka-Brózda: – Jako biegły sądowy spotyka się Pan z zabójstwami...
Krzysztof Gierowski: – Orzekam w podobnych sprawach od przeszło ćwierć wieku, badałem około 300 podobnych przypadków.

– Dlaczego ludzie zabijają?
– Każde zabójstwo jest niepowtarzalnym układem czynników wewnętrznych i zewnętrznych. Niepowtarzalny jest sprawca i ofiara. Bywa, że ludzie w konfliktowych sytuacjach nie radzą sobie z rozwiązywaniem swoich problemów. Część zabójstw można tłumaczyć patologicznymi przyczynami: urojeniami, halucynacjami u psychotycznych pacjentów. Choć do zabójstw na tym tle dochodzi rzadko. Wiele zabójstw ma związek z nieprawidłowym rozwojem społecznym i moralnym. Moja praca habilitacyjna dotyczyła motywów zabójstw. Wydzieliłem sześć grup sprawców w zależności od motywów ich czynu (motywy ekonomiczne, seksualne, urojeniowe, zemsty, poczucia krzywdy i poczucia zagrożenia), 250 czynników, a końcowe wnioski były banalne.

– Jakie są najczęstsze motywy popełniania zabójstw?
– Większość zabójstw jest popełniana z motywów emocjonalnych. To może być zazdrość, poczucie krzywdy, urazy, lęk, poczucie zagrożenia.

– Lęk i poczucie zagrożenia wydają się głównymi motywami zbrodni, na kanwie której powstał film „Dług”...

– Znam tę historię tylko z mediów. Fakt, że morderstwo zostało zaplanowane, wydaje się okolicznością niekorzystną dla sprawców. A jednak nie przeczy temu, iż sprawcy działali w stanie lęku i że było to zabójstwo popełnione w afekcie, w stanie silnego pobudzenia emocjonalnego. Wielu osobom wydaje się, że morderstwa popełnione pod wpływem emocji muszą być nagłe i gwałtowne. Fakt planowania nie wyklucza jednak, że główny czynnik w zabójstwie był natury emocjonalnej.

– Czy stanowi to dla sądu okoliczność łagodzącą?
– Może stanowić, ale nie musi. Akurat w przypadku sprawy przedstawionej w „Długu” sąd nie uznał strachu za okoliczność łagodzącą. To, czy okoliczności usprawiedliwiają tak silne emocje, podlega ocenie prawnej, społecznej i moralnej. 3/4 zabójstw kwalifikuje się, by uznać je za zabójstwa w stanie silnego wzburzenia, lecz wcale nie zasługują przez to na łagodniejsze traktowanie. Zabójstwo z tzw. miłości w rzeczywistości mogło być dokonane z potrzeby władzy, dominacji, podwyższenia swojej wartości. Zemsta też jest emocją i może prowadzić do pozbawienia kogoś życia. Nowy kodeks karny wymienia zabójstwa zagrożone najwyższym wymiarem kary, np. jeśli doszło do pozbawienia życia człowieka „z motywacji zasługującej na szczególne potępienie”.

– A zatem prawo wartościuje motywy.  Jakie motywy zasługują na potępienie?

– Zabójstwa z motywów rabunkowych i motywów ekonomicznych zasługują na innego rodzaju potraktowanie niż zabójstwa z zazdrości czy miłości. W anglosaskich systemach prawnych jest podział na zabójstwa i morderstwa. W niemieckim systemie prawnym rozróżnia się zabójstwo i mord. Mord to pozbawienie życia z niskich pobudek, zasługujących na najwyższe potępienie. Natomiast zabójstwo to czyn popełniony w stanie silnego wzburzenia.

– A jaką motywacją jest seks?
– Jest to motywacja z niskich pobudek. Zabójstwa z lubieżności świadczą najczęściej o głębokich zaburzeniach w sferze popędowo-emocjonalnej. Ich sprawcy chętnie relacjonują to, co się zdarzyło. Wydają się odczuwać jakąś satysfakcję opowiadając, jak pozbawili kogoś życia. W marzeniach wracają do tej sytuacji. Zabójstwa z motywów seksualnych zaspokajają też potrzeby stricte psychologiczne. Poczucie władzy nad ofiarą, totalne jej uprzedmiotowienie. Ofiar używa się do zaspokojenia satysfakcji seksualnej nawet po ich śmierci. Im więcej badam takich spraw, tym mniej je rozumiem. Ci, którzy najpierw gwałcą, a później mordują, wydają się być bardziej „normalni” od tych, którzy mordują dla uzyskania satysfakcji seksualnej. Jest coś wspólnego u tych sprawców, ich defekt emocjonalny. Mają oni poważne kłopoty z przeżywaniem pozytywnych emocji w relacjach z innymi ludźmi. Trudno im zazwyczaj powiedzieć, co wtedy odczuwali.

– Czy można mówić o kimś takim jak urodzony morderca?

– Osobiście w to nie wierzę. To jest pytanie o rolę czynników biologicznych. Istnieją badania nad bliźniakami, pokazujące, że jeśli jedno z nich popełni zabójstwo, to zwiększa się prawdopodobieństwo takiego czynu u drugiego z rodzeństwa. Niewątpliwie w populacji zabójców częściej obserwujemy osoby z pewnymi zaburzeniami zachowania. Jednak osób z najróżniejszymi zaburzeniami zachowania jest wiele, jedni robią karierę naukową, inni polityczną, mają różne problemy, ale nie zabijają.

– A czy wyobraża sobie Pan sytuację, w której Pan kogoś zabija?
– Nie wyobrażam sobie, że mógłbym zabić innego człowieka z motywów seksualnych czy ekonomicznych. Każdy z nas może jednak znaleźć się w trudnej i ekstremalnej sytuacji, w której nie jest w stanie przewidzieć swojego zachowania i postąpić wbrew swojemu systemowi wartości.

– Jak wyjaśnić sytuacje, gdy zwykli ludzie, spokojni obywatele dopuszczają się zbrodni. Chociażby urzędnicy hitlerowscy.
– Nie ma jednej odpowiedzi. Psychologia społeczna zna przypadki, kiedy ktoś działając w grupie, przyjmuje jej ideologię będącą w sprzeczności z jego dotychczasowymi ideałami. Działanie w grupie uruchamia tendencję do ujednolicenia zachowań. Na drugi plan schodzi wszystko, co indywidualne i niepowtarzalne w człowieku. Są sytuacje, np. działania wojenne, gdy pozbawienie życia drugiego człowieka zyskuje wartość. Każdy może się nauczyć zabijać w pewnych sytuacjach, jeśli działanie to zyskuje aprobatę społeczną. Działanie w grupie daje dodatkowo poczucie anonimowości, rozproszenia odpowiedzialności. Pojedynczo te osoby nie popełniłyby zabójstwa. Dla prawników jest to niewygodne, bowiem muszą przypisać winę jednej osobie. Po raz pierwszy w Polsce sąd wziął pod uwagę grupową działalność sprawców w procesach po wypadkach poznańskich w 1956 roku. To były socjologiczne opinie. Dziwię się, że do nich wtedy dopuszczono. W stanie wojennym niektórzy twierdzili, żeZOMO przed akcją dostaje jakieś prochy. Myślę, że sama sytuacja tak na nich działała. Wystarczy postawić naprzeciw siebie ludzi o różnych przekonaniach i wywołać w ten sposób konflikt, którego przebiegiem łatwo jest manipulować.

– Jak z tej perspektywy wyjaśnić zachowanie mieszkańców Jedwabnego?
– Znów można mówić o mechanizmach działania w grupie, dodatkowo trafiło to na podatny grunt. Decydującą rolę odegrały mechanizmy opisywane przez psychologię społeczną; stereotypy i uprzedzenia. Mieszkańcom Jedwabnego trudno było upodmiotowić ofiary, w ich mniemaniu był to ktoś gorszy, Żydzi.

– Zabijają coraz młodsi ludzie, wręcz dzieci. Ile lat miał najmłodszy morderca, którego Pan opiniował?

– Miał chyba 13 albo 14 lat.

– Czym się różnią przestępstwa nieletnich od przestępstw dorosłych?

– Tak naprawdę wcale się nie różnią, bowiem popełniane są z podobnych motywów. Młodzi ludzie częściej przejawiają mniejszą możliwość wglądu w mechanizmy, które rządzą ich zachowaniem, w negatywne emocje przez nich przeżywane. Często dla nich samych to, co się zdarzyło, jest zaskoczeniem.

– Jakiś przykład?
– Pamiętam sprawę 15-latka, który zabił swoją adoptowaną matkę. Nie działo się w tej rodzinie nic, co mogłoby to usprawiedliwić. Przeżywał problemy w szkole, miał powtarzać klasę. Matka była dosyć rygorystyczna. Kiedy zabroniła mu wychodzić z domu, doszło do wybuchu złości. Tysiące młodych ludzi znajdują się codziennie w podobnej sytuacji. Dlaczego zabił? Był wcześniej w domu dziecka i tam rozpoznano u niego chorobę sierocą. Istnieje coś takiego jak wiek gotowości rozwojowej. Pewne możliwości mogą się rozwijać w określonym etapie rozwoju i nie można tego odrobić w późniejszym wieku.

– Badał Pan jednego z dwóch piętnastolatków, którzy przed laty zabili w Krakowie studenta Michała Łyska. Nie znali go, nic im  nie zrobił, dlaczego zabili?

– Można powiedzieć, że znaleźli się we dwóch w złym miejscu i złym czasie. Chłopak nie ujawniał objawów demoralizacji. Nie miał uszkodzonego ośrodkowego układu nerwowego. W jego rodzinie nie popełniono poważniejszych błędów wychowawczych. W gruncie rzeczy była to przeciętna rodzina. Wydaje mi się, że w tym przypadku doszło właśnie do efektu diady, czyli działania zespoł...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy