Wysoka samoocena lekarstwem na wszystko? - Mity i nonsensy psychologii

Psychologia i życie Otwarty dostęp

Wokół samooceny narosło tak wiele przesądów i nieporozumień, że walka z nimi jest donkiszoterią. Niestety, część winy za to ponoszą nie tylko domorośli coache i motywacyjni mówcy, ale też psychologowie z prawdziwego zdarzenia.

Samoocena jest na ustach wszystkich. Kiedy jednak słyszymy słowo „samoocena”, mało kto postawi pytanie: „No dobrze, ale jaka?”. Milcząco zakładamy, że jest jakaś jedna, dobrze zdefiniowana cecha, która tak się nazywa. Muszę więc zapytać: czy chodzi o samoocenę globalną – wyrażającą się deklaracją zadowolenia z siebie albo ubolewaniem na małe (w porównaniu z innymi) umiejętności radzenia sobie z wszelakimi nowymi zadaniami? Czy może chodzi o samooceny szczegółowe, wyrażające się w zdaniach: „Dobrze prowadzę samochód”, „Biegle mówię w pięciu językach” albo „Kompletnie nie potrafię gotować” czy też „Nie udało mi się nigdy nawet głupiej paprotki wyhodować”. A więc globalna czy szczegółowa? Pytanie to ważne, bo od dawna wiadomo, że obie wspomniane samooceny słabo korelują ze sobą. Dalej, czy chodzi o samoocenę jawną, deklarowaną czy samoocenę utajoną? A może niepewną, podatną na zranienie? A może – jak chcą niektórzy – autentyczną? No właśnie! O którą?

Im wyższa, tym lepsza

W praktyce mało kto odpowiada na te pytania. Zewsząd słyszymy natomiast, że koniecznie trzeba mieć wysoką samoocenę, jakakolwiek by ona nie była. Im wyższa, tym lepsza, bo to ważna przesłanka przetrwania. Czy na pewno?

POLECAMY

Problem jest jednak jeszcze bardziej skomplikowany. Bo, na przykład, określenie „niska samoocena” co innego znaczy w opinii psychologa klinicznego, a zupełnie co innego w opinii psychologa społecznego. Klinicysta mówi o niskiej i (odpowiednio) o wysokiej samoocenie w wypadku kilkunastu procent osób o najniższych i o najwyższych wskaźnikach w populacji. Psycholog społeczny mówi o niskiej samoocenie wtedy, gdy jest poniżej średniej dla danej skali. A średnia jest nader wysoka. Jak pokazują badania Ireny Dzwonkowskiej z Uniwersytetu SWPS w Katowicach i jej współpracowniczek – 80% Polaków ma bardzo wysoką samoocenę globalną. Osób, które miałyby rzeczywiście niską samoocenę, prawie nie było. 

Przedstawione fakty nakazują ostrożność nawet wtedy, gdy umówimy się, że zajmować się będziemy wyłącznie samooceną globalną jawną, mierzoną powszechnie stosowaną skalą SES Morrisa Rosenberga z University of Maryland. W obliczu tych niejasności trudno o jakiekolwiek sensowne uogólnienia. Nie przeszkadza to jednak ich tworzyć i tu pojawiają się mity.

Przyczyna czy skutek, a może sposób autoprezentacji

Najważniejszy z mitów dotyczy przekonań na temat przyczynowej roli samooceny. Czytamy, że samoocena „sprawia”, „powoduje” czy „przyczynia się”. Podręczniki psychologii, a jeszcze bardziej poradniki pełne są informacji o tym, co zyskasz, jeśli uda Ci się dorobić wysokiej samooceny. Dowiemy się tam, że ci, którzy mają wysoką samoocenę, mają w konsekwencji większe sukcesy zawodowe, wyższy status społeczny, lepiej zarabiają, lepiej radzą sobie ze stresem i niepokojem, są zdrowsi i wiele, wiele innych zalet. W tym rozumowaniu samoocena traktowana jest jako przyczyna różnych ważnych życiowo stanów rzeczy. Rozumowanie to odwołuje się jednak do badań korelacyjnych, ustalających współwystępowanie jakichś stanów czy zdarzeń, a więc z równym powodzeniem można domniemać, że samoocena nie jest przyczyną, ale skutkiem: jeśli masz sukcesy zawodowe, wysoki status, dobre zarobki, jeśli...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

POLECAMY

Przypisy