Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

8 grudnia 2015

Wyrwani z rzeczywistości

0 577

Jeśli zdrową osobę pozbawi się całkowicie dopływu bodźców zewnętrznych, szybko można ją doprowadzić do granic szaleństwa. Deprywacja sensoryczna powoduje niezwykle sugestywne halucynacje.

W 2006 roku dokładnie zobaczyłam swoją przyszłość i przeszłość. Byłam wtedy po poronieniu, przeżywałam załamanie nerwowe. W szpitalu zaczęłam miewać niezwykłe wizje. Najpierw zobaczyłam swoją przyszłość. Następnie ożyły zapomniane detale z mojej przeszłości. Przypomniałam sobie, że urodziłam się w jakimś zamku we Francji, ale jako dziecko zostałam porwana przez pewnego lekarza, który wywiózł mnie do Niemiec. Wizja była tak wyraźna, że uznałam, iż nie może być urojeniem. Jak to się dzieje, że w naszej głowie powstają tak bardzo su[-]gestywne obrazy?” – to pytanie zadaje sobie jedna z pacjentek autora tego artykułu, doktora Ericha Kastena. Odpowiedź nie jest łatwa. Przyczyn urojeń tego typu naukowcy poszukują już od kilkudziesięciu lat. To, dlaczego niektórzy z nas widzą, słyszą lub czują rzeczy, które w rzeczywistości nie istnieją, wciąż stanowi jedną z największych zagadek psychiatrii.

Eksperymenty dowiodły, że halucynacje występują nie tylko u chorych psychicznie, lecz również u zdrowych osób. Każdy może ich doświadczyć, jeśli tylko uniemożliwi bodźcom zewnętrznym dotarcie do swojego mózgu. Dość popularne było to na początku lat 70. ubiegłego wieku. Wśród hipisów i ich sympatyków niczym wirus rozprzestrzeniała się medytacja transcendentalna. Polega ona na tym, że siada się w cichym otoczeniu, zamyka oczy i wciąż powtarza w myślach jedną i tę samą mantrę. Gdy – medytując – człowiek odizoluje się od świata zewnętrznego, doświadcza wizji, które można porównać do halucynacji wspomnianej pacjentki. Ludzie przypominają sobie wtedy sceny z dzieciństwa tak wyraźnie, jak nigdy przedtem. Widzą cudowne krajobrazy: lasy, góry i wąwozy, podziwiają je z lotu ptaka.

Eksperyment nie do wytrzymania
Na początku lat 50. efektami deprywacji sensorycznej zajmował się kanadyjski psycholog Donald Hebb. W jednym z eksperymentów wraz z Walterem Bextonem badał grupę studentów McGill University w Montrealu. Uczestnikom zaoferowano wysokie jak na ówczesne czasy i wymagania eksperymentatorów wynagrodzenie: za 20 dolarów mieli absolutnie nic nie robić przez cały dzień. Leżeli na łóżkach w dźwiękoszczelnym pomie[-]szczeniu, z „rękawami” izolującymi przed dotknięciem. Dodatkowo każdy student musiał założyć słuchawki, które tłumiły wszelkie dźwięki, oraz ciemne okulary, przez które nic nie było widać.

POLECAMY

Początkowo badani potraktowali udział w tym eksperymencie jako okazję do zarobienia łatwych pieniędzy, szybko jednak okazało się, że zadanie nie jest takie proste. Już po krótkim czasie studenci stwierdzili, że nie są w stanie skoncentrować się w swojej „izolatce”. Ich myśli pędziły jak oszalałe, a do świadomości cisnęły się mimowolnie rozmaite wspomnienia. Zaledwie po kilku godzinach spędzonych w izolacji większość badanych zaczęła słyszeć głosy lub muzykę, niektórzy nawet widzieli kolorowe plamy, przedmioty, sceny z codziennego życia czy wzory przypominające zawijasy z tapety. Jeden z uczestników eksperymentu miał wizję, w której zobaczył dżunglę pełną prehistorycznych zwierząt. Inny ujrzał wiewiórkę, która człapała po sali w rakietach śnieżnych...
Większość badanych zrezygnowała z udziału w eksperymencie po kilku dniach. Żaden nie wytrzymał w zamknięciu dłużej niż tydzień.

Monotonia otumania
Donald Hebb stwierdził, że komórki nerwowe w obszarach czuciowych mózgu potrzebują ciągłej stymulacji. Jeśli jej nie mają, zaczynają „zajmować się same sobą” i wytwarzać nierzeczywiste wrażenia zmysłowe. Kanadyjski psycholog zapoczątkował tym samym całkiem nowy kierunek badań – eksperymenty izolacji. W ich ramach badanych zamykano w dźwiękoszczelnym, a później także całkowicie zaciemnionym pomieszczeniu, aby zbadać, jak te warunki wpłyną na funkcjonowanie ich mózgów oraz jakie będą tego efekty.
Generalnie żaden uczestnik eksperymentów tego typu nie wytrzymał w izolacji dłużej niż trzy dni. Monotonia powodowała nie tylko zmiany w sposobie spostrzegania, myślenia, lecz wywoływała także sugestywne halucynacje. Po krótkim czasie wszyscy badani zaczynali się czuć obco w swoich ciałach. Praktycznie nie byli w stanie rozwiązać prostego zadania liczbowego czy łamigłówki logicznej. Zaobserwowano także duże zmiany w ich psychice, chociaż przed rozpoczęciem eksperymentu byli całkowicie zdrowi. W wyniku pozbawienia dopływu bodźców z otoczenia wystąpiły u nich objawy, które w kilku przypadkach przypominały schizofrenię.

W 1956 roku amerykański psychiatra John Lilly skonstruował komorę deprywacyjną (ang. sensory deprivation tank). Jest to dźwiękoszczelny kontener, bez dopływu światła, wypełniony roztworem soli MgSO4 • 7H2O o temperaturze 34,5°C. Badany unosi się w tej cieczy niczym w stanie nieważkości. Zwykle już po kilkudziesięciu minutach przebywania w takim środowisku uczestnicy eksperymentu tracą orientację i nie wiedzą, gdzie kończy się ich własne ciało, doznają też silnych halucynacji.

Obecnie naukowcy coraz rzadziej wykorzystują komorę deprywacyjną. Eksperymenty związane z odcięciem dopływu bodźców częściej wykonuje się dziś za pomocą techniki zwanej blindfolding – badanym zasłania się oczy specjalną opaską lub maską. Eksperyment tego rodzaju przeprowadził w 2004 roku zespół naukowców pod kierunkiem prof. Alvaro Pascual-Leone’a z Harvard Medical School w Bostonie. Uczestnikom założono specjalne zaciemniające okulary (aby sprawdzić, czy do oczu badanych nie dociera światło, wyposażono je nawet w warstwę ze światłoczułym papierem fotograficznym) i kazano wykonywać codzienne czynności. Okazało się, że w bardzo krótkim czasie u 10 z 13 badanych wystąpiły omamy: od zwykłych rozbłysków światła po piękne, kolorowe krajobrazy.

Zawsze aktywni
Brak dopływu bodźców z otoczenia może wiązać się z rozwojem chorób, których skutkiem jest np. ślepota czy głuchota. Już w 1760 roku Charles Bonnet, przyrodnik z Genewy, opisał niezwykłe halucynacje swojego dziadka, który cierpiał na zaćmę i stopniowo tracił wzrok. Dziadek Bonneta widział od czasu do czasu nieistniejące osoby, budynki i powozy – dostrzegał je, choć wiedział, że realnie nie istnieją. Z czasem okazało się, że wiele osób niewidomych i niedowidzących ma podobne halucynacje. Na cześć...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy