Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

25 stycznia 2016

Wyrok jak ruletka

0 502

Ile lat dostanie? Pięć czy piętnaście? W czasie rozprawy sądowej takie pytania nurtują oskarżonego, poszkodowanego, obrońcę i prokuratora, a nierzadko też opinię publiczną. A odpowiedź wcale nie jest taka oczywista...

Peter F. i Sabine K. poznali się na imprezie. Flirtowali ze sobą, śmiali się i tańczyli. Na koniec on zaproponował, że odwiezie ją do domu. Sabine się zgodziła. Peter miał jednak inne plany – wywiózł dziewczynę do lasu i ją zgwałcił. Broniła się jak mogła, niestety, nieskutecznie.

To jedna z wielu historii, które Birte Englich i Thomas Mussweiler z Universität zu Köln przedstawiają sędziom, prawnikom i referendarzom sądowym podczas swoich eksperymentów. Badani otrzymują przy tym wszystkie informacje, które mają zazwyczaj do dyspozycji w trakcie postępowania sądowego: opis zajścia i osób biorących w nim udział, ekspertyzy lekarzy i psychologów sądowych, wypowiedzi świadków oraz ofiary i domniemanego sprawcy. Podczas jednego z takich badań, którego wyniki zostały opublikowane w 2011 roku, uczestniczący w nim sędziowie, adwokaci i prokurator proponowali dla Petera F. karę w wymiarze od 7 miesięcy więzienia w zawieszeniu do 3 lat pozbawienia wolności bez zawieszenia. A wszyscy otrzymali przecież identyczne materiały!

POLECAMY

Oczywiście dopuszczalne są pewne niewielkie odchylenia w wymiarze orzekanych kar, ponieważ pomimo porównywalnego stopnia wiedzy fachowej, jaką posiadają sędziowie, często w różny sposób oceniają oni te same informacje. Analizy akt sądowych oraz obserwacje prowadzone na salach rozpraw pokazują jednak, że sędziowie orzekają kary o bardzo zróżnicowanej wysokości w podobnych lub nawet identycznych przypadkach. Jak to możliwe?

Tonący kotwicy się chwyta
Idealny sędzia powinien opierać swój wyrok wyłącznie na faktach, a należy do nich przede wszystkim rodzaj czynu oraz szczególne okoliczności jego popełnienia. Problem tkwi jednak w tym, że posiadane informacje są często niejednoznaczne, a zeznania świadków sprzeczne. Sami dobrze wiemy, że opieranie się na złożonych i niepewnych danych stanowi duże wyzwanie, nieraz bowiem stajemy przed taką koniecznością w życiu codziennym. Aby ułatwić sobie proces podejmowania decyzji czy wydawania opinii, wielokrotnie uciekamy się w takiej sytuacji do skrótów myślowych. Stosujemy na przykład heurystyki, czyli pewne ogólne zasady, które umożliwiają nam podjęcie decyzji w oparciu o dość skąpe informacje i niewielką liczbę kryteriów. Choć przyspieszają one proces myślowy, istnieje ryzyko, że wyciągniemy mylne wnioski.
Jedną z takich heurystyk jest zakotwiczenie. Polega ono na dostosowaniu swoich szacunków do danych, które zostały wcześniej wymienione czy wskazane przez inne osoby. W 1997 roku Thomas Mussweiler, psycholog społeczny z Universität zu Köln, oraz Fritz Strack, psycholog z Universität Würzburg, przeprowadzili ciekawe badanie, które dowiodło efektu zakotwiczenia. Części uczestników zadano pytanie, czy Brama Brandenburska ma więcej niż 25 metrów, czy mniej.

Pozostali badani mieli natomiast określić, czy ma ona więcej, czy mniej niż 150 metrów. Na koniec każdą osobę poproszono o oszacowanie wysokości budowli. Naukowcy przeprowadzili potem drugi eksperyment, w którym z kolei pytali o wysokość katedry w Kolonii. Okazało się, że jeśli uczestnicy nie znali prawidłowej odpowiedzi, to wskazana przez eksperymentatorów wartość wpływała na ich szacunki – badani niejako zakotwiczali się na tym, co usłyszeli. Jeśli wartość podawana w pierwszej fazie badania była niska, szacunki uczestników były niższe niż wtedy, gdy wysokość wskazana przez naukowców była duża.

Co ciekawe, efekt zakotwiczenia ma miejsce nawet wtedy, gdy liczby podawane przez badaczy jako punkt odniesienia są mało przekonujące. Na przykład uczestnicy musieli odpowiedzieć, czy Mahatma Gandhi miał w chwili śmierci więcej czy mniej niż 9 lub 140 lat. W przypadku niższej kotwicy szacunki badanych wyniosły średnio 50 lat, a przy wysokiej – 67 lat.
Co więcej, kotwica ma na nas wpływ również wtedy, gdy nie spostrzegamy jej w świadomy sposób, czego dowiodło badanie przeprowadzone w 2005 roku przez Birte Englich i Thomasa Mussweilera. Uczestnicy eksperymentu wykonywali test komputerowy, podczas którego mieli oszacować średnią temperaturę w Niemczech. Na monitorze najpierw pojawiało się pytanie, a następnie liczba 5 lub 20, przy czym czas jej ekspozycji wynosił zaledwie kilka milisekund, tj. był poniżej progu świadomego spostrzegania. Zgodnie z oczekiwaniami, badani, którym zaprezentowano niską wartość, czyli liczbę 5, dokonywali niższych szacunków temperatury (12,8 stopnia Celsjusza) niż druga grupa (14,9 stopnia Celsjusza). Z kolei średni wynik uzyskany w teście bez wykorzystania efektu zakotwiczenia wyniósł 13,6 stopnia Celsjusza. Podobny rezultat przyniosło badanie polegające na szacowaniu ceny samochodu klasy średniej. W przypadku kotwicy o wysokości 10 tysięcy euro badani typowali cenę auta na 17 tysięcy, natomiast kotwica 30 tysięcy sprawiła, że oszacowali wartość samochodu na średnio 21 tysięcy euro.

Psychologowie wyjaśniają, że informacje, które są zgodne z podaną wcześniej kotwicą, są dla nas po prostu łatwiej dostępne. Dzieje się tak dlatego, że zwykle poszukujemy informacji, które potwierdzają nasze założenia i są zgodne z posiadaną wiedzą, a nie takich, które jej przeczą. Takie „pozytywne testowanie hipotezy” doskonale znamy z życia codziennego. Gdy na przykład poznajemy nową osobę, która została opisana przez naszego znajomego jako introwertyk, to traktujemy tę informację jako hipotezę, którą należy sprawdzić. Weryfikujemy ją jednak w sposób stronniczy, bowiem zachowanie tej osoby interpretujemy w oparciu o nasze przypuszczenia i posiadane informacje. Jeśli natomiast nowe dane odbiegają nieco od tego, co już wiemy, często ignorujemy je.

Sądowa gra w kości
Czy to możliwe, by błąd zakotwiczenia miał również miejsce na sali sądowej, gdzie trafne i obiektywne sądy odgrywają szczególną rolę? Badania sugerują, że tak. Występuje on zwłaszcza w przypadku złożonych i niejednoznacznych spraw karnych lub gdy konieczne jest uwzględnienie działań, które trudno ocenić obiektywnie. Już w 1996 roku Gretchen B. Chapman z Rutgers University i Brian H. Born[-]stein z Louisiana State University w Baton Rouge stwierdzili, że orzekane przez sędziów kary w postaci odszkodowania lub zadośćuczynienia pieniężnego za zadany ból były w takich samych sprawach cywilnoprawnych tym wyższe, im wyższe były żądania strony oskarżającej.

W 2001 roku nasz zespół przeprowadził kilka symulacji efektu zakotwiczenia na sali sadowej. Chcieliśmy sprawdzić, czy wymiar kary, jakiego żąda prokuratura, rzeczywiście wpływa na decyzję sędziego. Do udziału w badaniach zaprosiliśmy zarówno niedoświadczonych referendarzy, jak i prawników o stażu pracy dłuższym niż dziesięć lat. Co ciekawe, okazało się, że doświadczenie nie miało wpływu na wysokość orzekanych kar, a jedyna różnica między sędziami polegała na tym, że ci o długim stażu czuli się pewniej wydając wyrok niż ich mniej doświadczeni koledzy. Również w niewielkim stopniu na decyzję sędziego wpływało to, czy żądanie kary, czyli kotwicę, wysuwał ekspert z zakresu prawa, czy laik, np. dziennikarz.
W 2006 roku przeprowadziliśmy kilka eksperymentów, w których prosiliśmy sędziów o rzucenie kostkami – wyrzucona liczba była naszą „kotwicą”. I choć badani zostali wcześ[-]niej poinformowani, że otrzymana przypadkowo wartość jest nieistotna, to jednak wydawali wyroki niższe lub wyższe w zależności od liczby wyrzuconych oczek.

W jednym z badań przedstawiliśmy opisany wcześniej przypadek gwałtu. Sędziowie wyobrażali sobie sytuację, w której dzwoni do nich dziennikarz z pytaniem, jak przewidują: czy wyrok będzie wyższy lub niższy niż rok albo wyższy lub niższy niż trzy lata pozbawienia wolności. Okazało się, że wysokość kotwicy nie była bez znaczenia. Badani, którzy usłyszeli jej wyższą wartość, orzekali znacznie surowsze wyroki (średnio 33 miesiące) niż osoby, które zakotwiczyły na niższej wartości (średnio 25 miesięcy).

W kolejnym eksperymencie przedstawiliśmy przypadek Leny M. – kobiety, która po raz dwunasty dopuściła się kradzieży w sklepie. Prokuratur żądał 3 (niska kotwica) lub 9 miesięcy w zawieszeniu. Okazało się, że sędziowie z pierwszej grupy orzekali niższe wyroki (średnio 4 miesiące) niż ci z drugiej grupy (średnio 6 miesięcy). W zmodyfikowanym wariancie tego badania sędziowie zamiast słuchać żądania prokuratora, sami je określali, rzucając dwiema kostkami. Kostki zostały jednak tak spreparowane, że wypadała para oczek 1 i 2 lub 3 i 6, a zatem żądany wyrok wynosił odpowiednio 3 lub 9 miesięcy. Tym razem wyroki wydawane przez sędziów zakotwiczonych na wysokim wyroku były średnio o 2,5 miesiąca wyższe od wyroków orzekanych przez uczestników zakotwiczonych na niskim żądaniu.

Teatr na sali rozpraw
Na wyrok sędziego może nawet wpłynąć otwarcie stronnicza osoba, która przerywa okrzykami przebieg rozprawy sądowej. W 2005 roku przeprowadziliśmy eksperyment z udziałem 177 referendarzy sądowych. Przekazaliśmy im materiały dotyczące opisanej już sprawy gwałtu. Następnie przedstawiliśmy im dwa różne scenariusze. Według jednego podczas rozprawy przyjaciel ofiary krzyczał: „Dajcie mu 5 lat!”, za to w drugim przyjaciel oskarżonego przekonywał: „On jest niewinny!”. Niektórzy badani mieli sobie potem wyobrazić, że w przerwie dyskutują z kolegą o zajściu – czy żądanie było zbyt wysokie, zbyt niskie, czy odpowiednie do popełnionego przestępstwa? Następnie wszyscy uczestnicy mieli określić, jaki wymiar kary zasądziliby na miejscu sędziego.

Okazało się, że jeśli krzykacz domagał się 5 lat pozbawienia wolności (wysoka kotwica), średni wymiar kary proponowanej przez referendarzy wynosił 2 lata i 9 miesięcy pozbawienia wolności, a w przypadku żądania uniewinnienia (niska kotwica) średni wyrok wyniósł jedynie 2 lata. Efekt ten wystąpił jednak tylko wśród tych badanych, którzy wyobrażali sobie, że podczas przerwy rozmawiali o zajściu na sali rozpraw. Co ciekawe, tylko dwa procent z nich zdawało sobie sprawę, że któryś z „krzykaczy” mógł wpłynąć na podjętą decyzję.

Nasuwa się zatem jasny wniosek: orzekając karę, sędziowie wcale nie polegają wyłącznie na obiektywnych faktach. Okazuje się, że podczas podejmowania decyzji ulegają zakotwiczeniu. Na sali sądowej konkuruje ze sobą wiele „kotwic”: w sprawach karnych po mowie oskarżycielskiej następuje przemowa obrony, a ostatnie słowo należy do oskarżonego. A zatem obrońca w swoim wystąpieniu może przeciwstawiać żądanie niskiej kary wysokiej kotwicy rzuconej przez oskarżyciela. Nasze badania pokazują jednak, że nawet obrońca w swoich żądaniach ulega wpływowi opinii prokuratora.

Oskarżenie i uprzedzenie
Efekt zakotwiczenia nie jest jedynym zniekształceniem poznawczym, któremu ulegają pracownicy wymiaru sprawiedliwości. W 1983 roku Charles R. Pruitt, psycholog z University of Wisconsin-Madison i James Q. Wilson, politolog z University of California w Los Angeles, udowodnili, że ciemnoskórzy oskarżeni musieli się liczyć ze znacznie wyższym wymiarem kary niż oskarżeni o identyczne przestępstwo biali.

Stereotypy i uprzedzenia na tle rasowym mogą w znaczący sposób zniekształcić wyrok sądowy. W 2004 roku naukowcy z University of Colorado pod kierunkiem Irene Blair ocenili 216 zdjęć portretowych więźniów w wieku 18–24 lata. Chcieli w ten sposób sprawdzić, czy istnieje związek pomiędzy wyglądem a wysokością kary. Okazało się, że sędziowie orzekali surowsze kary, gdy sprawca, niezależnie od koloru skóry, wykazywał typowe afroamerykańskie cechy, jak pełne usta i szeroki nos.

Również ogólny wygląd oskarżonego ma duże znaczenie na sali sądowej. Psychologowie społeczni mówią o tzw. efekcie aureoli, który polega na tym, że atrakcyjnym osobom częściej przypisujemy pozytywne cechy, np. wysoką inteligencję i kompetencje społeczne. Oznacza to, że urodziwi oskarżeni mają większe szanse na łagodny wyrok niż osoby nieatrakcyjne, i to niezależnie od ciężaru popełnionego przestępstwa. Okazuje się jednak, że korzyści ze swojej atrakcyjności oskarżeni czerpią tylko wtedy, gdy czyn karalny nie ma bezpośredniego związku z ich atrakcyjnością.

W klasycznym eksperymencie z 1975 roku Harold Sigall i Nancy Ostrove z University of Maryland poprosili 120 osób niebędących ekspertami w dziedzinie prawa, by określiły wymiar kary w dwóch sprawach kryminalnych: o kradzież oraz oszustwo, w których sprawczyni wykorzystała swoją atrakcyjność. Tego rodzaju eksperyment ma ogromne uzasadnienie w USA, gdzie werdykt ustala ława przysięgłych, która składa się ze zwykł...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy