Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

5 kwietnia 2019

Winni swojej niedojrzałości

33

Społeczne mechanizmy ujednolicania i standaryzacji tak silnie wciągnęły nas w swoje tryby, że w ogóle nie jesteśmy ich świadomi. Tymczasem kanony neoliberalnego świata ogłupiają nas i nie pozwalają dorosnąć.
 

Andrzej Lipiński: Pani Profesor, tytuł Pani książki brzmi Dlaczego warto stawać się dorosłym? Czy dorastanie to rzeczywiście kwestia decyzji?
Susan Neiman: Tak właśnie uważam. Wszystkim nam naturalnie z czasem przybywa lat, czy tego chcemy, czy nie. Ja jednak starałam się podkreślić w książce różnicę między starzeniem się a stawaniem się dorosłym. Wielu moich przyjaciół było oburzonych, gdy zobaczyli tytuł książki. Niektórzy stwierdzili wręcz, że nie mają zamiaru dorastać, ich bohaterem był i zawsze pozostanie Piotruś Pan. Paradoksalnie wielu z nich to w moich oczach prawdziwe wzory do naśladowania, osoby silnie osadzone w rzeczywistości, zaangażowane w sprawy społeczne i polityczne, czyli w myśl mojej definicji jednostki – jak najbardziej dorosłe. Jednak bycie dorosłym nie cieszy się w naszym społeczeństwie zbyt dobrą reputacją, stąd nawet wśród osób naprawdę dojrzałych tak silna awersja wobec tego stanu.

Z czego to wynika?
Zdania typu „Jak ty młodo wyglądasz” lub „Zobacz, jak on się świetnie trzyma” z reguły brzmią jak komplement i świadczą o tym, że dorastanie i starzenie się to powód do wstydu. Wyobrażenie, że dorastanie mogłoby być jakimś świetlanym celem, jest nam zupełnie obce. Pracując nad książką, myślałam o czytelnikach powyżej czterdziestki, czyli o ludziach, którzy mają ułożone życie i już nie oczekują od losu niczego nowego. Byłam doprawdy zaskoczona i poczułam wielką radość, gdy okazało się, że książka została przyjęta entuzjastycznie przez czytelników między 20. a 30. rokiem życia, którzy w komentarzach wyrażali szczery zachwyt faktem, że „wreszcie ktoś mówi o tym, że życie po trzydziestce też może być powodem do radości, a etap poprzedzający ten wiek to naprawdę trudny okres życia”.

Z wielu badań wynika, że większość ludzi osiąga stan względnej szczęśliwości dopiero po czterdziestce. A mimo to z tęsknotą wspominamy dzieciństwo i młodość.
Z jednej strony zbyt silnie idealizujemy tamten czas, zupełnie przy tym zapominając, jak nieraz bywał trudny. Najłatwiej przypominamy to sobie, obserwując własne potomstwo. Zazwyczaj każde dziecko chce jak najprędzej stać się dorosłym, bo wierzy, że wtedy życie otworzy przed nim znacznie więcej możliwości. Konfrontacja z trudnościami własnych dzieci między 18. a 30. rokiem przywołuje pamięć o tym, jak wyglądała nasza młodość. Drugim powodem idealizowania przeszłości jest to, że żyjemy dziś w społeczeństwie, dla którego ludzie prawdziwie dorośli są elementem zakłócającym. Dorosły człowiek to osoba autonomiczna i samodzielnie myśląca. Przecież już Kant pisał, że „rząd nie potrzebuje jednostek dorosłych”, a współczesny neoliberalizm to system o światopoglądzie skrajnie niedorosłym, którego myślą przewodnią jest czysty konsumpcjonizm.

Kant twierdził, że sami jesteśmy „winni naszej niedojrzałości”. Zgadza się Pani z tym?
Kant w pierwszym akapicie rozprawy „Co to jest Oświecenie” rzeczywiście pisze o „samozawinionej niedojrzałości” człowieka. W drugim akapicie dodaje jednak, że „nasi opiekunowie nie mają żadnego interesu w tym, byśmy stawali się dorośli”. Dla Kanta „opiekunowie” to rząd, który w XVIII wieku niewiele miał wspólnego z obecną władzą, ale zasadniczo myśl Kanta jak najbardziej opisuje również dzisiejszą neoliberalną rzeczywistość. Częściowo sami ponosimy odpowiedzialność za swoją chroniczną niedojrzałość, wszyscy w mniejszym lub większym stopniu poddajemy się umysłowemu lenistwu. Jednak ostatecznie przyczyną ogłupienia większości z nas jest konstrukcja współczesnego społeczeństwa, kanony neoliberalnego świata.

System, w jakim funkcjonują społeczeństwa zachodnie, w Pani przekonaniu infantylizuje nas, podsuwając wciąż dobra konsumpcyjne, które Pani nazywa zabawkami. Czy za tym kryje się jakaś strategia?
W społeczeństwach nietotalitarnych nie znajdziemy oczywiście żadnych gremiów ani rządów, które wydawałyby rozporządzenia o strategicznym ogłupianiu narodu w celu zwiększenia popytu na zabawki. Ale większość neoliberałów rzeczywiście ślepo wierzy w to, że prawdziwym źródłem ludzkiego szczęścia jest konsumpcja, czego wyrazem był slogan popularny przed kilku laty w USA: „Zwycięża ten, kto zabierze do grobu najwięcej zabawek”. Największym problemem jest powszechna pasywność. Człowieka dorosłego cechuje przede wszystkim aktywność, jej przykładem mogą być pracownicy Face[-]booka, którzy opuszczają tę firmę, bo nie chcą dłużej wspierać systemu manipulującego i wciągającego w uzależnienie miliony użytkowników. W tym sensie możemy mówić o pewnych strategiach, np. w przypadku wielu firm-gigantów w Krzemowej Dolinie, które z premedytacją pracują nad tym, by uzależnić możliwie dużą liczbę klientów.

Co kilka lat nowy samochód, dwa razy w roku zorganizowany urlop i co jakiś czas najnowszy smartfon, lepszy i szybszy komputer, tablet, czytnik... Czy tego typu zabawki wciągają nas w...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy