Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Wieczna chwila i inne czasy

65

Dla bohatera „Dnia Świstaka” czas zatrzymuje się 2 lutego. Ten dzień powtarza się tak długo, aż mężczyzna zmieni się na lepsze. Niektórzy z nas też tkwią w wiecznej teraźniejszości. Inni żyją wspomnieniami lub marzeniami. O perspektywach czasowych i ich skutkach opowiada prof. Philip Zimbardo. Prof. PHILIP ZIMBARDO jest psychologiem, emerytowanym profesorem Stanford University. Zajmuje się m.in. psychologią zła, terroryzmu i dehumanizacji, wpływem społecznym i perswazją. Jest autorem słynnego stanfordzkiego eksperymentu więziennego. Wyniki swoich badań nad tym, dlaczego ludzie czynią zło, opisał w głośnej książce Efekt Lucyfera, zaś badania nad przyczynami nieśmiałości w książce Nieśmiałość. Jest autorem najpopularniejszego podręcznika psychologii pt. Psychologia i życie. Od 1994 roku wraz z prof. psychologii Johnem Boydem z University of Virginia prowadzi badania, jak sposób postrzegania czasu wpływa na ludzkie myśli, odczucia i działania.

DOROTA KRZEMIONKA, AGNIESZKA CHRZANOWSKA: Tylko trzy dni są istotne z punktu widzenia czasu: wczoraj, dziś, jutro – pisze Pan w swojej najnowszej książce Paradoks czasu. To trzy perspektywy czasowe, w których żyjemy. Czym jest perspektywa czasowa?
PHILIP ZIMBARDO: – To nasze osobiste nastawienie wobec czasu. Choć często nie uświadamiamy go sobie, wpływa ono mocno na nasze życie i relacje z ludźmi, decyduje o tym, czy odnosimy sukces, czy jesteśmy szczęśliwi, jaki jest nasz stosunek do pieniędzy.

Wymienia Pan sześć takich perspektyw czasowych [s. 64: „Takie czasy”] i dowodzi, że najlepiej radzą sobie ludzie, którzy mają poczucie pozytywnej przeszłości, uwzględniają też perspektywę przyszłości i potrafią cieszyć się tym, co jest w teraźniejszości. To jest optymalna mieszanka perspektyw czasu i Pan ją posiada.
– Tak, ale osiągnąłem ją niedawno. Dawniej byłem nadmiernie skoncentrowany na przyszłości. Praca była moją obsesją. Na uniwersytecie w Nowym Jorku – moim pierwszym miejscu pracy – prowadziłem kilkanaście kursów rocznie. Do tego dochodziły badania – kilka w jednym czasie – i publikacje. Im więcej pracowałem, tym większe odnosiłem sukcesy. Im większe miałem sukcesy, tym bardziej koncentrowałem się na przyszłości. Trafiłem na Uniwersytet Stanforda. Tam wszyscy byli tacy jak ja, zorientowani na przyszłość. Praca stanowiła o mojej tożsamości. Nie byłem ani ojcem, ani przyjacielem, tylko pracownikiem. Nie miałem czasu na nic. To przekleństwo nadmiernej orientacji na przyszłość.

Skąd ta nadmierna orientacja na przyszłość? Nie wyniósł jej Pan z domu...
– Nie, przeciwnie. Moja rodzina pochodzi z Sycylii, ubogiego rejonu, a wychowałem się w Nowym Jorku, w południowym Bronksie, gdzie mieszkali biedni ludzie. Bieda sprawia, że ludzie żyją w przeszłości albo w teraźniejszości, ale tej fatalistycznej. Przyszłość dla nich nie istnieje. Są przekonani, że wszystko, co im się zdarza, zdarzyć się musi, bo nie mają kontroli nad wydarzeniami. Nie podejmują więc dziś żadnych działań, które mogłyby zmienić ich jutro, i dlatego pozostają biedni. Ale potrafią cieszyć się życiem – lubią dobre jedzenie, wino, seks, mają przyjaciół. W takim środowisku dorastałem.

Jak więc pojawił się wymiar przyszłości?
– Kiedy miałem pięć lat, nabawiłem się kokluszu i obustronnego zapalenia płuc. Przez pięć miesięcy leżałem w szpitalu, pozostawiony sam sobie. Rodzice przyjeżdżali tylko raz w tygodniu na dwie godziny. Z nudów sięgnąłem po komiksy i tak nauczyłem się czytać. I polegać na sobie. Przyrzekłem sobie, że jeśli przeżyję, nauczę się kontrolować swoje życie. To był pierwszy czynnik rozwoju perspektywy przyszłościowej. Drugim była edukacja. Dzieci są zorientowane wyłącznie na teraźniejszość. Gdy idą do szkoły, uczą się myśleć o przyszłości i odraczać gratyfikację. Dzięki szkole rzeczywistość staje się przewidywalna – jeśli uczysz się, otrzymujesz dobre oceny, a jeśli masz dobre oceny, nauczyciel cię wyróżnia. Szkoła uczy też, że świat, w którym żyjemy, jest probabilistyczny. W myśleniu o przyszłości uwzględniamy różne „jeśli”. Nauczyciele ukształtowali we mnie perspektywę przyszłościową. Problem w tym, że z czasem stała się ona zbyt intensywna.

Czy jest tak, że każda z perspektyw czasowych coś nam daje, ale też może być zagrożeniem?
– Tak. Orientacja na przyszłość motywuje, dodaje nam skrzydeł i zapewnia sukces. Ale zawsze wiąże się z jakimś niepokojem, ponieważ nie jesteśmy pewni przyszłości. I coś musimy dla niej poświęcić. Mniej czasu mamy dla rodziny, przyjaciół i dla siebie na cieszenie się życiem. Teraźniejszość daje nam energię, kreatywność. Lubimy przebywać z ludźmi zorientowanymi na teraźniejszość, na przykład z dziećmi. Ale osoba z perspektywą teraźniejszą hedonistyczną koncentruje się wyłącznie na przyjemności chwili. Nie myśli o konsekwencjach. Łatwo wtedy popaść w uzależnienia: od alkoholu, hazardu, zakupów. Warto też zwrócić się ku przeszłości. Ona stanowi o tym, kim jestem. Sam poszukuję związków z przeszłością. Odkryłem sycylijską wioskę, z której pochodzili moi dziadkowie – Camarata. Cztery lata temu wybrałem się tam. Czułem się jak syn, który odnalazł dom.

Jak mówi Adler, najwcześniejsze wspomnienia są oknem na resztę życia... Ale czasem przez to okno widzimy tylko złe rzeczy.
– Negatywna perspektywa przeszłości dotyczy osób, które mają wiele bolesnych doświadczeń: były torturowane, wykorzystywane seksualnie, odrzucone, zranione, widziały umierających i same zabijały. Trzeba żyć z tymi wspomnieniami, ale warto wziąć pod uwagę, że pamięć to nie taśma wideo. Badania Elizabeth Loftus pokazały, że wiele naszych wspomnień dotyczy zdarzeń, które się nie wydarzyły, albo wyglądały inaczej. Nasze wspomnienia mogą być zniekształcone. Poprzez ciągłe myślenie o złych zdarzeniach możemy je wyolbrzymiać. Z drugiej strony, nawet z trudnego okresu możemy wydobyć to, co było w nim dobre. Gdy byłem w szpitalu, widziałem jak umierały dzieci, słyszałem ich płacz. Wolę jednak myśleć, co dobrego mi się wtedy przydarzyło: nauczyłem się czytać i pisać, wchodzić w relacje z ludźmi. Staram się wydobywać z pamięci pozytywne fragmenty przeszłości. W ten sposób można dokonać rekonstrukcji przeszłości, zmienić perspektywę.

Jak uniknąć zagrożeń wynikających z różnych perspektyw czasowych?
– Większość z nas za bardzo koncentruje się na jednej z perspektyw. Może to być uwarunkowane różnymi czynnikami, takimi jak: wykształcenie, rodzina, status społeczny. One kształtują naszą orientację czasową. Ta przyjęta przez nas perspektywa czasu kontroluje nasze życie, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Uświadomiwszy to sobie, możemy podjąć wysiłek, by zrównoważyć naszą perspektywę. Ludzie zorientowani wyłącznie na przyszłość powinni nauczyć się cieszyć aktualną chwilą, a ci zanurzeni w teraźniejszości – przewidywać przyszłe skutki. Chodzi o to, by umieć wybierać, decydować, kiedy oddawać się hedonizmowi, a kiedy pomyśleć o przyszłości. Nazywam to psychologią wyzwolenia – chodzi o to, jak uwolnić się z więzienia teraźniejszości, więzienia przyszłości czy więzienia przeszłości.

Żyjemy w różnych perspektywach czasowych. Czy te różnice prowadzą do konfliktów?
– Często tak się dzieje. Poprosiłem moich studentów, by spędzili jeden dzień z kimś o odmiennej perspektywie czasu. Czuli się, jakby towarzyszył im przybysz z obcej planety. Student zorientowany na przyszłość próbuje się umówić na spotkanie z kimś zorientowanym na teraźniejszość, kto spóźnia się dziesięć minut. Dla niego nie ma to większego znaczenia. Jednak dla kogoś zorientowanego na przyszłość liczy się każda chwila, więc student czuje się urażony brakiem szacunku. Z kolei spóźniony sądzi, że przyszłościowiec r...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy