Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

8 grudnia 2015

Widzenie życzeniowe

15

Czy możemy wierzyć naszym oczom? Naukowcy przekonują, że nasze pragnienia mogą sprawić, że ujrzymy jedynie to, co chcemy.

Wokół związku aktorki Marilyn Monroe i pisarza Arthura Millera duszno było od plotek i kontrowersji. Z pozoru trudno było o bardziej niedobraną parę: blond piękność i „kościsty, fajtłapowaty staruszek”, jak określały Millera brukowce. Tymczasem aktorka powtarzała w wywiadach, że świata poza mężem nie widzi i zupełnie oszalała na jego punkcie. Czy wygląd miał dla niej drugorzędne znaczenie? A może prag[-]nienia aktorki sprawiały, że ukochany piękniał w jej oczach? Na to pytanie mogą odpowiedzieć zapewne tylko biografowie pary...

Naukowcy wiedzą coraz więcej o „widzeniu życzeniowym” – zjawisku analogicznym do myślenia życzeniowego, tyle że dotyczącym zmysłu wzroku. Dzięki eksperymentom próbują odkryć, dlaczego i kiedy ludzie widzą świat takim, jakim chcą go widzieć – nie zaś takim, jaki jest.

Jezus i niewidzialny gol
Kiedy Mary Jo Coady skończyła 44 lata, jej wiara zaczęła słabnąć. Żarliwy niegdyś katolicyzm podkopały trudne doświadczenia – rozpad małżeństwa i utrata pracy. Mary Jo rozpaczliwie pragnęła choć promyka nadziei i nieoczekiwanie znalazła go... na swym żelazku. Pewnego dnia spojrzała na ten codzienny przedmiot i ujrzała twarz Jezusa, który patrzył na nią z rdzewiejącego spodu.
Jeffrey Rigo z Pittsburgha głowił się kiedyś pod prysznicem, skąd wziąć pieniądze na remont domu. Kiedy wyszedł z kabiny, na zalanym wodą gipsie dostrzegł podobiznę Jezusa...
Z kolei mieszkanka Florydy Diana Duyser przygotowała najdziwniejsze tosty w swoim życiu: gdy wyjęła je z opiekacza, na powierzchni chleba zobaczyła wypalony wizerunek Maryi Dziewicy. Tuż po tym zdarzeniu wygrała w kasynie 70 tys. dolarów...
Te historie pokazują, jak bardzo nasze marzenia, pragnienia i nadzieje kształtują sposób postrzegania. Ludzie wyczekujący na znak od Boga z łatwością zinterpretują plamy rdzy, wody czy spalenizny jako wizerunki świętych.
Podobne zniekształcenia obserwujemy w wielu dziedzinach życia, na przykład w sporcie. W roku 1966 odbyły się pamiętne mistrzostwa świata w piłce nożnej – ich finał przeszedł do historii jako jeden z najbardziej kontrowersyjnych. Na stadionie Wembley spotkały się reprezentacje Anglii i zachodnich Niemiec. W 101 minucie meczu angielski piłkarz Geoff Hurst trafił piłką w poprzeczkę, ta odbiła się od murawy przed linią bramkową lub za nią – spory w tej kwestii trwają do dziś. Ale angielscy kibice nie mieli cienia wątpliwości, widzieli przecież wyraźnie, jak piłka poleciała prościutko do bramki... Zakłopotany sędzia główny – który nie był pewien, czy i co widział – po konsultacji z radzieckim sędzią liniowym uznał gola, a Anglia zyskała swój pierwszy (i jak dotąd jedyny) tytuł mistrzów świata...
Jak pokazują badania dr Emily Balcetis oraz prof. Davida Dunninga z Cornell University, epizody „widzenia życzeniowego” – postrzegania świata nie takim, jaki jest, ale takim, jakim chcielibyśmy go widzieć – zdarza[-]ją się często. Co więcej, ulec im może każdy z nas.

Pożyczona twarz
Widzenie życzeniowe pojawia się, gdy patrzymy na zwykłe przedmioty, obrazy, a nawet... samych siebie. I to mimo faktu, że postrzeganie swojego wizerunku mamy okazję „ćwiczyć” każdego dnia! Z przeprowadzonej niedawno w Wielkiej Brytanii ankiety wynika, że mężczyźni patrzą na siebie w lustrze średnio 27 razy, a kobiety 34 razy dziennie. Przeglądamy się w szklanej tafli podczas porannej toalety, w windzie, w witrynach sklepowych i lusterkach mijanych samochodów. Ale choć jesteśmy przyzwyczajeni do bodźca, jakim jest własna twarz, nasze pragnienia wpływają na to, jak widzimy samych siebie. W 2008 roku prof. Nicholas Epley, psycholog behawioralny z University of Chicago, i dr Erin Whitchurch, psycholożka społeczna z University of Virginia, przeprowadzili badania, które pokazały, że ludzie uważają się za bardziej atrakcyjnych, niż są w rzeczywistości. Naukowcy wykorzystali w tym celu program komputerowy, który zestawiał zdjęcia uczestników zarówno z fotografiami pięknych modeli, jak i... brzydkich twarzy. Uzyskali kilka „wersji” twarzy badanych, różniących się stopniem atrakcyjności. Tak spreparowane zdjęcia ułożyli w rzędzie i poprosili ochotników, by wskazali wśród nich własną twarz. Okazało się, że ludzie najczęściej uznawali „uatrakcyjnioną” graficznie wersję swojego oblicza za „oryginał”. Co więcej, osoby z wysoką samooceną wybierały zwykle atrakcyjniejsze zdjęcia. Dzieje się tak, ponieważ ludzie chcą widzieć samych siebie w korzystnym świetle.

W pewnych okolicznościach wszyscy dajemy się nabrać na iluzje towarzyszące postrzeganiu samych siebie. Dwa lata temu dr Balcetis i dr Ethan Zell, psycholog społeczny z University of North Carolina, przeprowadzili badania, które dowiodły, że ludzie potrafili wskazać własną twarz wśród zmodyfikowanych wizerunków, jeśli wcześniej przez chwilę spoglądali na codzienny krajobraz. Ale jeśli oglądali wcześniej zdjęcia niezbyt urodziwych studentów, to uznawali za własną twarz oblicze cyfrowo „poprawione”. Naukowcy uważają, że ekspozycja na nieatrakcyjne twarze może budzić w ludziach motywację do schlebiania samym sobie – a ta zmienia ich sposób widzenia.

Osioł czy foka?
Widzenie życzeniowe może pojawić się również wtedy, gdy patrzymy na coś po raz pierwszy. Potwierdza to szereg badań laboratoryjnych, w ramach których dr Balcetis i prof. Dunning sprawdzali, jak wywołane w ludziach pragnienia wpływają na ich percepcję otoczenia. Uczestników poinformowano, że obrazek, który wyświetli się na ekranie komputera, zdecyduje o tym, którą z dwóch aktywności będą musieli podjąć. A różnica była niebagatelna: grupa szczęśliwców, którzy zobaczyli na ekranie zwierzę hodowlane, miała sędziować w konkursie karaoke. Natomiast bardziej pechowi badani, którym system zaprezentował wizerunek stworzenia morskiego, byli skazani na rolę piosenkarzy amatorów. Naukowcy, aby wzbudzić (lub wzmocnić) u badanych poczucie zażenowania dotyczące tej drugiej aktywności, prezentowali im film. Wideo przedstawiało faceta przy kości, który usiłował śpiewać piosenkę „I Will Survive” Glorii Gaynor i tańczyć w jej rytm. Oczywiście „artysta” niemiłosiernie fałszował i gubił kroki...

Badacze nie pomylili się – film rzeczywiście wzbudzał w uczestnikach silne pragnienie uniknięcia roli piosenkarzy amatorów i koszmaru, jaki musiała przeżyć nieszczęsna ofiara znanego przeboju. Po jego obejrzeniu większość...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy