Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

27 listopada 2017

Weź to na spokojnie

55

Czego możemy nauczyć się od Szwedów? Spokojnego podejścia do trudności, starannego, dokładnego wykonywania swoich obowiązków, dbałości o otoczenie i szacunku dla natury.

Spędziłem na Uniwersytecie Sztokholmskim półtora roku. Państwo szwedzkie bardzo wspiera edukację – studia są darmowe dla wszystkich obywateli Unii Europejskiej, którzy przejdą rekrutację, czyli przedłożą przez Internet wymagane dokumenty i zostaną przyjęci. Dlatego studentów z zagranicy jest naprawdę wielu.

POLECAMY

Polskiemu studentowi na początku przygody ze Szwecją najwięcej kłopotów sprawiają... relacje międzyludzkie. I nie chodzi o słynną skrytość narodów północy. Piętnaście lat w polskich szkołach skutecznie utrwala, że wykłada „pani profesor”, a ćwiczenia prowadzi „pan doktor”. W Szwecji do wszystkich mówi się po imieniu. Niby proste. Pamiętam jednak, że jeszcze na drugim semestrze studiów w Szwecji pytałem starszych kolegów, czy na pewno mogę rozpocząć mail do profesora od „Hej!”. Dopiero po dwóch latach przyzwyczaiłem się do nieformalnych form komunikacji, mówienia i pisania po imieniu do wszystkich, również do pracowników dziekanatu czy urzędu migracyjnego. Porzucenie tytułomanii jest nie tylko równościowe, ale też bardzo wygodne.

Fika i już!

Szwedzi nie lubią konfliktów i stresu, w każdej sytuacji starają się zachować spokój. Dosłownie. Powszechnie znana jest fraza ta det lugnt – „weź to na spokojnie”. Szwedzi wprowadzają te słowa w życie na każdym kroku. Numerki dla petentów w urzędach i wszelkich instytucjach zmieniają się powoli, a urzędnicy mówią spokojnym tonem. Myliłby się jednak ten, kto na podstawie takiego doświadczenia wyciągałby pogardliwe wnioski o „ślamazarnych Szwedach, którzy lekceważą robotę”. Sprawy urzędowe załatwiane są zawsze prawidłowo i do końca.

Przekonałem się, że Sztokholm, jako stolica i największe miasto Szwecji, pod wieloma względami nie jest reprezentatywny dla całego kraju. Szwedzkie tempo życia wydało mi się znacznie wolniejsze od tempa warszawskiego, jednak szwedzcy studenci mieli zupełnie inne odczucia. Powiedzieli mi, że w Sztokholmie nawet mówi się szybciej niż na przykład w Umei czy Värmlandzie, a sztokholmczycy to najbardziej rozgorączkowani ludzie w kraju. Wierzę im. Również dlatego, że ich szwedczyznę, spokojniejszą i bardziej melodyjną, łatwiej mi było zrozumieć niż mowę mieszkańców stolicy.

Uniwersytet jest położony za miastem, pomiędzy miejskim parkiem a ogrodem botanicznym. To nowy kampus, więc nie ma w nim nic z dostojnych pałaców polskich uczelni. Jest bardzo szwedzki, blisko spokojnej natury – niedaleko wydziału chemii pasą się kozy – a jednocześnie nowoczesny. W lecie kampus staje się ogromnym polem piknikowym. Punkt dwunasta studenci i wykładowcy wylegają na trawę, dzierżąc w dłoniach kanapki albo
lunche.

Przerwa na lunch (albo kawę czy ciasto) około południa to fika – instytucja niemal tak święta jak sjesta w Hiszpanii. Słówko to jest nieprzetłumaczalne i oznacza „spożywać kawę i ciastka, prowadząc niezobowiązującą rozmowę”. Szwecja kawę uwielbia, każda kawiarnia (i wiele kiosków) jest zawsze gotowa na fikę. W sprzedaży są fikabröd – wypieki do fiki, najczęściej bułeczki cynamonowe (kanelbullar), kardamonowe i croissanty. Prym bezwzględnie wiodą kanelbullar – szwedzkie dworce i stacje metra pachną właśnie cynamonem.

Fika obowiązuje zawsze i wszędzie. W korporacji i na uniwersytecie, w kawiar...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy