Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Wstęp

22 marca 2016

We dwoje

Bycie z sobą to jedność, która nieraz nieoczekiwanie zapowiada samotność.

Czytam właśnie powieść Johna Updike’a „Pary”, napisaną w hipisowskich latach sześćdziesiątych. To zawiła historia dziesięciu małżeństw, mieszkańców małego amerykańskiego miasteczka. Dziesięciu mężczyzn i dziesięć kobiet. Kto zliczy, ile par można utworzyć z tej dwudziestki – par chwilowych, długotrwałych, na zawsze?

Powieść Updike’a opowiada o życiu we dwoje, choć niekoniecznie partnerzy są zawsze ci sami. W tle opowieści nieustannie przewija się (mniej lub bardziej jawnie) dobrze znane przekonanie, że ten drugi/ta druga pokocha czulej oraz (także mniej lub bardziej jawnie) doświadczenie samotności.

Lubię fotografować, ale mam kłopot z fotografowaniem ludzi.

Trochę się wstydzę, mam też poczucie winy z powodu zaglądania do ich prywatności czy intymności. Przez lata nazbierało się jednak sporo tych zdjęć. Przypomniałem sobie o nich teraz, kiedy zabrałem się do pisania o życiu we dwoje. Najchętniej więc – zamiast słów – zamieściłbym tutaj obrazy. Byłyby to obrazy dwojakiego rodzaju.

Na przykład zdjęcie bardzo starego mężczyzny, który przy wyjściu z sopockiej plaży z czułością ocierał z piasku stopy swojej towarzyszki – jak on starej kobiety. Robił to długo, uważnie, troskliwie. Ona zaś przyglądała mu się z błogim uśmiechem na twarzy. Robiła wrażenie nieobecnej.

Byłyby to obrazy drobnej nastolatki, która przez dwie godziny cierpliwie wypatrywała na ulicy kogoś (zapewne kogoś ważnego), kto jednak nie nadszedł. Po dwóch godzinach zaczęła płakać. W milczeniu. A potem powoli odeszła.

Byłby to t...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy