Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

17 grudnia 2015

Wampir wciąż powraca

0 431

Zbrodniarz pedofil pełni dziś podobną rolę, jaką przed wiekami w ludzkiej świadomości odgrywała jakaś emanacja sił piekielnych. To wyraźnie widać choćby w pojęciach jakimi określamy takie osoby: przykład „wampir z Piotrkowa”, „szatan z Bytowa” - mówi prof. Jan Hartman.

Stanisław Białek: – Sprawa Mariusza T., zabójcy czterech chłopców, który po 25 latach więzienia wyszedł na wolność, zelektryzowała opinię publiczną. Ale przecież nie po raz pierwszy zbrodniarz staje się głównym bohaterem mediów i tematem rozmów między zwykłymi ludźmi. Takie sprawy wywołują podobne reakcje na całym świecie. Dlaczego?
Jan Hartman:
– Przyczyną jest tkwiący w nas głęboki atawizm. Każde społeczeństwo personifikuje swoje lęki w rozmaitych, realnych bądź fikcyjnych postaciach, w zależności od kultury albo epoki. Dawniej były to np. wilkołaki, szatani pod postacią heretyków, czarownice albo wampiry. Ludzie wierzyli, że siły nadprzyrodzone materializują się i sprowadzają zło. Podobny atawistyczny lęk dotyczył dzikich zwierząt, które także stanowiły zagrożenie dla człowieka. Dziś nasze myślenie jest bardziej racjonalne, ale lęk pozostał, zaś jego źródło nabrało realniejszych kształtów. Takim namacalnym źródłem zagrożenia staje się współcześnie groźny przestępca – zbrodniarz pedofil. Zaczyna on pełnić podobną rolę, jaką przed wiekami odgrywała w ludzkiej świadomości emanacja sił piekielnych. To wyraźnie widać choćby w pojęciach, jakimi posługujemy się, określając takie osoby: „wampir z Piotrkowa” czy „szatan z Bytowa”.
Nie ma w tym nic dziwnego, człowiek po prostu musi się bać. Lęk jest istotnym źródłem naszej aktywności, głęboko ukrytym w każdym z nas. To dzięki niemu stajemy się kreatywni. Poszukiwanie bezpieczeństwa jest jednym z najważniejszych motorów naszego działania – osobistego i społecznego. Na przykład zaczęliśmy budować domy, aby chronić się przed zagrożeniami. Lęk jest paliwem działania, ale czasem kumuluje się go zbyt dużo. I może to być bardzo niebezpieczna siła, zdolna wyzwolić się w postaci nienawiści, przemocy i destrukcji. Czasem jednak lęk uwalnia się w sposób kontrolowany, jakby przez wentyl bezpieczeństwa. Choćby w formie takiej medialno-kryminalno-politycznej burzy, która powstała w związku ze sprawą Mariusza T. Lepsze to niż na przykład lincz albo bandytyzm polityczny.

Jednak nie każdy groźny przestępca wzbudza takie emocje.
– Ponieważ nie każdy nadaje się na bohatera takiej masowej narracji. On musi mieć w sobie coś szczególnego. W tym przypadku jest to skala jego zbrodni oraz szczególna sytuacja prawna, w jakiej się znalazł. W sprawie tzw. mamy Madzi była to jej uroda. Oba te przypadki dają podstawę, aby zbudować wokół nich historię pełną emocji i wzbudzić zainteresowanie, którego źródłem jest nasz pierwotny lęk.

Źródło tego lęku jest jednak realne. Ludzie mają podstawy, aby obawiać...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy