Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

21 marca 2016

Wahając się do celu

43

Nie lubimy sprzeczności. Niesłusznie. Choć nieprzyjemne, kryją w sobie ważne rozwiązania. Chronią przed błędnym krokiem. Zamiast od nich uciekać, lepiej zobaczyć, dokąd nas poprowadzą - przekonuje Agnieszka Popiel.

Dr Agnieszka Popiel jest lekarzem psychiatrą, adiunktem w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Od wielu lat zajmuje się psychoterapią poznawczo-behawioralną. Jest licencjonowanym terapeutą Società Italiana di Terapia Comportamentale e Cognitiva, posiada certyfikat psychoterapeuty poznawczo-behawioralnego oraz certyfikat superwizora-dydaktyka PTTPB. Jest kierownikiem klinicznym programu terapii zespołu stresu pourazowego u uczestników wypadków komunikacyjnych „TRAKT”, realizowanego we współpracy z Interdyscyplinarnym Centrum Genetyki Zachowania Uniwersytetu Warszawskiego.

Dorota Krzemionka: – „I chciałabym, i boję się” – czy Pani miewa takie momenty?
Agnieszka Popiel: – Oczywiście. Nie znam nikogo, kto nie przeżywałby takich wahań. Za każdym razem, gdy podejmujemy decyzję albo wyrażamy opinię, pojawia się ambiwalencja – przykry stan, z którym chcemy się uporać jak najszybciej. Stan niepożądany.

Niepożądany? Eugen Bleuler, psychiatra, który jako pierwszy opisał schizofrenię, twierdził, że ambiwalencja jest jednym z głównych objawów tej choroby...
– Bleuler zauważył, że cierpiący na schizofrenię jawnie wyrażają ambiwalencję. Pacjent uwikłany jest w sprzeczność, ale nie dokonuje syntezy. Odczuwa sprzeczne uczucia i nic z tym nie robi.

Dlaczego?
– Z biologicznego punktu widzenia wiąże się to między innymi z nadmierną aktywnością układu dopaminergicznego. Sprawia ona, że pojawiają się trudności w selekcji bodźców i nadawaniu im znaczenia. Wszystko staje się równie ważne. Ten stan prowadzi do olbrzymiego niepokoju.

Ale wszyscy doświadczamy niepokoju i sprzeczności. Gdzie jest granica między normą a patologią?
– Po pierwsze: wyznacza ją nasz dyskomfort – to, jak bardzo z powodu sprzeczności cierpimy. Po drugie: trudności, jakich doświadczamy w funkcjonowaniu. Kiedy na skutek naszych wahań zaczynamy tracić różne ważne dla nas rzeczy, zwykle staramy się coś z tym zrobić. Istnieją różne strategie pozwalające uniknąć nieprzyjemnego stanu ambiwalencji.

Jakie?
– Przede wszystkim unikanie. Ludzie starają się nie konfrontować z bodźcem, który przypomina o sprzecznych tendencjach i uczuciach, ignorować go. To dlatego niektórzy ludzie – często młodzi – sprawiają wrażenie, że im „wszystko wisi”, że jest im wszystko jedno. Ale im nie jest wszystko jedno – oni po prostu cierpią. Podobnie jak pacjenci, o których kiedyś mówiono, że są „niezmotywowani” do terapii. Niesłusznie, ten brak motywacji często jest właśnie wyrazem ambiwalencji. Czasem stan sprzeczności między tym, co myślimy, jak chcielibyśmy żyć, kim być, a tym, co widzimy wokół sprawia, że wolimy zamknąć się w czterech ścianach. Staramy się unikać pewnych tematów i kontaktów. Drogą do tego może być też alkohol czy narkotyki. Bywają też sposoby unikania trudne do
uchwycenia.

Na przykład?
– Odwracanie uwagi. Zdarza się, że podczas terapii omawiamy trudne wydarzenie życiowe i osoba miałaby możliwość przyjrzenia się swym emocjom, a tu nagle zaczyna obserwować chmury za oknem albo drzewa. Na pytanie: czy coś czuje – mówi: „nie, wszystko w porządku”. Albo rozmawia na ten temat, ale bez emocji, nie rozpoznaje ich w sobie, nie doświadcza.

Niektórzy nie unikają emocji, przeciwnie – bez przerwy zamartwiają się wszystkim...
– To też może być sposobem unikania emocji. Thomas Borkovec, badacz lęku uogólnionego, sformułował koncepcję „martwienia się jako sposobu unikania emocji”. Jego badania pokazują, że osoby z lękiem uogólnionym cały czas wymyślają scenariusze zdarzeń, ale takie literackie, które różnią się od wyobrażeń. Gdy wyobrażamy sobie coś emocjonującego, serce zaczyna nam bić szybko, aktywizuje układ współczulny i prowadzi do odczucia emocji. A jeśli wciąż myślimy: „co będzie, jeśli...” na przykład przyjmiemy ofertę nowej pracy albo wyjdziemy za mąż, to w ten sposób hamujemy odczuwanie wzbudzenia i trzymamy emocje pod kontrolą. Nie dopuścimy do tego, żeby choć przez chwilę wyobrazić sobie tę sytuację i poczuć związane z nią emocje.

Czyli zatupujemy myślami nasze odczuwanie. Niezależnie jednak od tego, jaką strategię stosujemy – unikając problemu, nie rozwiążemy go...
– Tak, problem zostaje. Nie rozwiążemy sprzeczności poprzez unikanie. Życie nieuchronnie skonfrontuje nas z tym, czego próbujemy unikać. A próbując unikać różnych sytuacji, zawężamy sobie pole działania. Nasze życie kurczy się.

Jak jeszcze można radzić sobie z ambiwalencją?
– Czasem dokonujemy wyboru na zasadzie „raz kozie śmierć”. Albo, częściej, próbujemy uporać się ze sprzecznością, analizując sytuację racjonalnie i dokonując syntezy tak, by zająć odpowiednie stanowisko.

Czy chłodna racjonalność może osłabić lęk?
– Tak. Dzięki niej jesteśmy w stanie dostrzec, czy nasze wyobrażenia nie są przesadne. Bo zdarza się, że skupiamy się na drobnej rzeczy i robimy z niej wielkie wydarzenie. Ale jeśli problemowi przyjrzymy się dokładniej, zyskamy szansę na jego urealnienie. Przyglądając się, możemy też zobaczyć, czego tak naprawdę się boimy. Wiele osób nie dociera do tego etapu. Na przykład osoby z napadami paniki nie zastanawiają się, co je przeraża. Sama myśl o lęku je przeraża: zaczyna im walić serce, mówią „nie powiem tego, to jest straszne, boję się, że umrę albo dostanę zawału”. „Boję się” blokuje nas przed wzięciem problemu na warsztat i przekonaniem się: czego chciałabym, jaki to jest cel, jakie są tego plusy, co mnie powstrzymuje w jego osiągnięciu, jakie są koszty tego, czego bym chciała.

Czy wystarczy wziąć kartkę papieru, podzielić ją, wypisać wszystkie plusy i minusy? Mnie to nie pomaga. Dlaczego?
– Wszystko zależy od tego, co na tej kartce uwzględnimy. Bywamy selektywni w dostrzeganiu plusów. Na przykład dostrzegamy zyski ekonomiczne, organizacyjne, ale nie uwzględniamy tego, co jest dla nas ważne i przyjemne, bo rozładowuje nasze negatywne emocje. Kartka jest świetną techniką autoterapii pod w...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy