Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Otwarty dostęp , Ja i mój rozwój

16 sierpnia 2018

Jak z emocji czerpać moc

628

Smutek, złość, wstyd, rozczarowanie, nadzieja – cała paleta emocji. Choć czasem wolelibyśmy ich nie przeżywać, bez nich bylibyśmy bezradni, jak dzieci we mgle. Gdyby nie one, skąd wiedzielibyśmy, co jest ważne, czego się wystrzegać, a czego strzec?

Na co dzień są spokojnymi ludźmi. Ale któregoś dnia niezbyt cenionemu muzykowi, pannie młodej, kelnerce, kierowcy i specjaliście od materiałów wybuchowych puszczają nerwy. Jak każdemu z nas od czasu do czasu. Ale oni posuwają się dalej…

Damian Szifrón w filmie „Dzikie historie” pokazuje, jak łatwo złość może przerodzić się w agresję, a ta wymyka się bohaterom spod kontroli i dokonuje dzieła zniszczenia, ze zniszczeniem ich samych włącznie. Niesłusznie wlepiony mandat, zdrada czy kierowca, który nie chce ustąpić miejsca, bywają niczym kropla, która przepełnia czarę goryczy i stresu. Od poczucia niemocy bohaterowie przechodzą do przemocy. Podobnie jak oni też czasem w gniewie mamy ochotę rzucić komuś tortem w twarz lub wjechać w tył jego samochodu.
Czym są emocje, które nas do tego pchają, czemu służą? Czy bez nich żyłoby się nam spokojniej?

W nastroju nieprzysiadalnym

Emocje są nieodłączną częścią naszego życia. Powstają w odpowiedzi na konkretne zdarzenia, które uznajemy za ważne. Spotkanie z ukochaną osobą wywołuje radość, sukces sprawia, że odczuwamy dumę, groźba utraty pracy rodzi lęk, a zerwanie relacji z bliską osobą powoduje głęboki smutek.

POLECAMY

Pojawiają się spontanicznie i naturalnie. Niezależnie, czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie, emocje pełnią ważne funkcje w codziennym życiu: informują nas, chronią, mobilizują do działania i uruchamiają zespół gotowych reakcji.
Na przykład strach informuje, że coś zagraża naszemu życiu i zdrowiu. Stajemy się czujni. gotowi do ucieczki. Automatycznie uskakujemy przed rozpędzonym samochodem, zanim uświadomimy sobie, co się stało; podobnie jak kiedyś nasz przodek mimowolnie cofał się na widok węża. Bywa jednak, że się boimy, choć nic nam nie zagraża. Lęk, czyli strach o nieznanym źródle, może zakłócać życie, o czym dobrze wiedzą osoby cierpiące na fobie.

Złość jest odpowiedzią na naruszenie norm i granic, pojawia się, gdy ktoś szkodzi nam lub naszym bliskim. Dodaje nam siły i odwagi do aktywnej obrony. Dzięki niej nie pozwalamy, by ktoś znów nas skrzywdził. Serce bije nam szybciej, oddech przyspiesza, napięte mięśnie gotowe są do walki. Szukamy rozwiązania. Być może do dziś tkwilibyśmy w jaskiniach, gdyby jakiś nasz przodek nie zezłościł się i nie ruszył w poszukiwaniu lepszych warunków do życia. Albo w ogóle nie byłoby nas, bo przodek dałby się pokonać wrogom. Gorzej, jeśli nie potrafimy opanować złości, zaprzeczamy jej, tłumimy albo rozładowujemy w niekontrolowanych wybuchach, jak bohaterowie „Dzikich historii”. Złość przeradzająca się w agresję, chęć odwetu bywa niebezpieczna niczym odbezpieczony granat.

Smutek pojawia się w reakcji na utratę kogoś lub czegoś cennego. Powstrzymuje nas, byśmy nie walczyli z tym, na co i tak nie mamy wpływu. Popadamy więc w swoiste odrętwienie, co chroni nas przed zrobieniem sobie krzywdy albo innym pochopnym działaniem. Wycofanie się daje nam czas, by odbudować siły i zrozumieć, co się stało.

Bez emocji nie poradzilibyśmy sobie w wielu nagłych, trudnych sytuacjach. Pozwalają nam też porozumiewać się z innymi. Obserwując ekspresję emocji innych ludzi, możemy przewidywać ich zachowania i odgadywać intencje. Przeżywając zaś emocje, potrafimy postawą ciała, mimiką i tonem głosu zakomunikować innym, co czujemy i jakie są nasze zamiary. Dajemy wyraz temu, że teraz lepiej do nas nie podchodzić, bo – jak to ujął Marcin Świetlicki – „dziś jestem w nastroju nieprzysiadalnym”.

Skoro emocje pomagają nam radzić sobie w życiu, dlaczego czasem wpędzają nas w kłopoty, jak to się dzieje w przypadku bohaterów „Dzikich historii”? Rzecz w tym, że nasze emocje ukształtowały się w procesie ewolucji jako odpowiedź na ówczesne problemy. Dziś rzadko mamy do czynienia z tygrysem czy wężem. Problemy zaczynają się, gdy stojąc w ulicznym korku lub słysząc krzywdzącą opinię szefa, reagujemy wzorcem „walcz lub uciekaj”, czyli tak, jakby wyszedł na nas tygrys.

Jak czują kobiety, jak mężczyźni

Czy wszyscy reagujemy tak samo? Wyobraźmy sobie dwie osoby wracające do domu po pracy. To był fatalny dzień. Projekt, który przez ostatnich kilka miesięcy pochłaniał ich czas i energię, został odrzucony. Zaangażowanie i wysiłek poszły na marne. Wiele wskazuje, że mogą stracić pracę. Cóż, nie zawsze się wygrywa…

Obie osoby doświadczyły tego samego, ale reagują inaczej. Jedna z nich nie kryje smutku i rozgoryczenia. Trzęsącymi się rękami zapina płaszcz, zaczyna płakać. Cały czas analizuje, co się stało, i martwi się. Myśli, że nic jej nie wychodzi, a wszystkie jej działania kończą się porażką. Druga zaś zachowuje spokój. Może zaprzecza temu, co czuje, tłumi emocje. A może po prostu inaczej ocenia sytuację w pracy…

Która z opisanych osób jest kobietą? Zgodnie ze stereotypem to kobiety intensywniej doświadczają emocji i bardziej wyraziście je wyrażają. Ten stereotyp wzmacnia popularna literatura psychologiczna, mówiąc o emocjonalnych kobietach z Wenus i powściągliwych mężczyznach z Marsa. Potoczne opinie dotyczą też różnic płci w zakresie konkretnych emocji. Uznaje się, że szczęście, smutek i strach częściej przeżywają kobiety, a złość, pogarda i duma są raczej domeną mężczyzn. Co ciekawe, wyniki badań w dużej mierze potwierdzają te potoczne przekonania, ale dotyczy to przede wszystkim ekspresji emocji.

Wskazują na to dane pochodzące zarówno z badań odwołujących się do deklaracji osób badanych, jak i z badań opierających się na obiektywnych wskaźnikach ekspresji emocji. W tych pierwszych osoby badane proszone są o oszacowanie na skali intensywności, z jaką w codziennym życiu wyrażają emocje. Kobiety opisują siebie jako bardziej ekspresyjne, kiedy mowa o radości, miłości, smutku i strachu. Z kolei mężczyźni deklarują większą ekspresyjność w przypadku dumy i pogardy. Z deklaracjami osób badanych jest jednak problem. Zdaniem wielu badaczy odzwierciedlają one kulturowe przekonania na temat różnic między płciami, opierają się więc na wyobrażeniach, co powinny kobiety, a co mężczyźni. Zatem kobiety, opisując swe emocje, mogą myśleć: „Jestem kobietą, dlatego powinnam być emocjonalna”, a mężczyźni: „Jestem mężczyzną, a mężczyźni nie są emocjonalni”.

Okazuje się jednak, że obiektywne wskaźniki również wykazują, że kobiety chętniej niż mężczyźni mówią o emocjach. Richard Lane z Uniwersytetu Arizona w Tucson stworzył metodę pozwalającą na analizę słów używanych do opisu emocji. Uczestnicy czytają opisy różnych sytuacji, na przykład:

Ty i twój przyjaciel przygotowujecie to samo zadanie. Każdego roku przyznawana jest nagroda za najlepsze wykonanie. Oboje ciężko pracowaliście, aby tę nagrodę zdobyć. Nadchodzi dzień ogłoszenia zwycięzcy: jest nim twój przyjaciel. Następnie opisują, co czuliby w tych sytuacjach. Wyniki wielu badań, prowadzonych również w Polsce, jasno wskazują, że kobiety, mówiąc o emocjach, używają bogatszego i bardziej zróżnicowanego języka, na przykład: Czułabym smutek, że tyle pracy poszło na marne, i złość, że nie zostałam doceniona. Odczuwałabym też zazdrość, że to nie ja dostałam nagrodę. Z drugiej jednak strony cieszyłabym się, że przyjacielowi udało się wygrać i odczuwałabym dumę, że to właśnie mój przyjaciel okazał się najlepszy. Natomiast w wypowiedziach mężczyzn dominują pojedyncze emocje (Byłbym smutny) i opisy zachowań (Zacząłbym walić głową w mur).

Kobiety lepiej niż mężczyźni radzą sobie także z rozpoznawaniem emocji innych ludzi na podstawie sygnałów niewerbalnych, takich jak ton głosu czy wyraz twarzy. Ich ekspresja emocji jest czytelniejsza dla obserwatorów. Z jednym wyjątkiem: mężczyźni wyraźniej wyrażają złość. Wskazują na to wyniki badania przeprowadzonego przez Erika Coatsa i Roberta Feldmana z University of Massachusetts Amherst. Prosili oni studentów, by opisali sytuacje, w których przeżywali gniew, smutek i radość, a ich wypowiedzi były nagrywane ukrytą kamerą. Następnie niezależni sędziowie analizowali ich ekspresję mimiczną. Wyniki pokazały, że mężczyźni wyraźniej wyrażali złość.

Różnice dotyczą również sposobów kontroli emocji. Mężczyźni częściej hamują wyrażanie emocji, mają też większą skłonność do obwiniania innych w trudnych sytuacjach. Kobiety częściej wtedy obwiniają siebie i koncentrują się na przeżywanych emocjach. Częściej starają się hamować ujawnianie złości, pogardy i wstrętu, mężczyźni zaś częściej powstrzymują się od okazywania strachu i smutku.

Prawdopodobnie wynika to z uwarunkowań kulturowych i socjalizacji. Mężczyźni przygotowywani są do pełnienia ról związanych z realizacją zadań i osiąganiem celów, wzmacnia się więc u nich takie cechy, jak asertywność i niezależność. Wyrażanie złości jest w ich przypadku dopuszczalne, bo służy podkreślaniu kompetencji i zdobywaniu statusu. Czy to przypadek, że w czterech z sześciu nowel, składających się na „Dzikie historie”, bohaterami są mężczyźni?

Clinton rozzłoszczony i smutny

Larissa Tiedens z Uniwersytetu Stanforda zastanawiała się, jak oceniany jest mężczyzna o wysokim statusie w zależności od tego, czy wyraża złość, czy smutek. Bezpośrednią inspiracją jej badań był skandal z udziałem Moniki Lewinsky i Billa Clintona, ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Uczestnicy oglądali krótki film z fragmentem wystąpienia Billa Clintona na temat jego relacji z Moniką Lewinsky. Jedna grupa oglądała, jak Clinton zaprzecza romansowi: patrzy wprost w kamerę, grozi palcem i mówi podniesionym tonem głosu. Druga grupa oglądała Clintona, który unika spojrzenia w kamerę, jest smutny i zgarbiony, mówi tonem pełnym skruchy, jakby przyznawał się do winy. Wyniki pokazały, że badani wprawdzie czuli większą sympatię do Clintona smutnego i skruszonego niż do rozzłoszczonego, ale zarazem był on oceniany jako mniej kompetentny niż ten rozzłoszczony.

Można przypuszczać, że z dwóch osób, które wracają po feralnym dniu w pracy, tą okazującą smutek jest kobieta, a spokój zachowuje mężczyzna. Czy takie myślenie nie jest jednak uleganiem stereotypom? Cóż z tego, że kobiety statystycznie częściej i intensywniej wyrażają emocje, szczególnie smutek? Przecież nie każda kobieta i nie każdy mężczyzna reagują tak samo. Jak inaczej można wyjaśnić różnice w ich reakcjach emocjonalnych?

Mogą być one uwarunkowane temperamentalnie. Psychologowie mówią wręcz o temperamencie negatywnym i pozytywnym – ten pierwszy z grubsza odpowiada neurotyczności, a drugi wiąże się z ekstrawersją. Osoby o temperamencie negatywnym mają tendencję do doświadczania świata jako zagrażającego i przeżywania strachu, smutku, złości i poczucia winy. Natomiast te o temperamencie pozytywnym cechuje większa otwartość na świat i skłonność do przeżywania radości i entuzjazmu.

Oczywiście temperamentalna skłonność do doświadczania określonych emocji nie oznacza, że ktoś jest ciągle smutasem albo stale ma dobry humor. Ekstrawertycy też bywają smutni, a osoby o wysokiej neurotyczności czasem cieszą się życiem.
Jak działa temperament? Co sprawia, że osoby ekstrawertyczne mają tendencję do doświadczania pozytywnych emocji, a te o wysokim poziomie neurotyczności skłonne są doświadczać emocji negatywnych? Takie pytanie postawił sobie Liad Uziel z Uniwersytetu Bar-Ilan w Ramat Gan, w Izraelu. Prezentował studentom krótkie opisy 30 zdarzeń, takich jak „Ukończenie studiów z wyróżnieniem”, „Kłótnia z przyjacielem”, „Otrzymanie niespodziewanego prezentu”, „Przeprowadzka do nowego mieszkania”.

Badani oceniali, na ile te zdarzenia są pozytywne bądź negatywne. Dodatkowo wypełniali kwestionariusz osobowości, pozwalający oszacować ich poziom neurotyczności oraz ekstrawersji. Zgodnie z przewidywaniami, im wyższy był poziom ekstrawersji osoby, tym bardziej pozytywnie oceniała ona zdarzenia, a im wyższy poziom neurotyczności, tym bardziej negatywne były oceny. Można zatem przypuszczać, że ekstrawersja odpowiada za zauważanie pozytywnych, a neurotyczność za zauważanie negatywnych aspektów zdarzenia. A to wpływa na ocenę tego, co się dzieje. Dlatego ta sama sytuacja – na przykład feralny dzień w pracy i odrzucony projekt – wywołać może tak różne reakcje. Być może osoba, która przeżywa smutek, spostrzega całe zdarzenie w negatywnym świetle, a ta reagująca spokojnie, widzi je pozytywnie, na przykład jako doświadczenie zawodowe, z którego można skorzystać w przyszłości. Być może – jak sugeruje Liad Uziel – te różnice w ocenie wynikają z uwarunkowanej temperamentem tendencji do widzenia świata przez ciemne lub różowe okulary.

Rozważmy jeszcze jedno prawdopodobne wytłumaczenie różnic w reakcjach emocjonalnych na to samo zdarzenie. Można założyć, że obie osoby czują to samo – niezależnie od tego, jakiej są płci i jakie mają predyspozycje – ale jedna z nich wyraża to, co czuje, a druga nie. Jakie znaczenie ma kontrola ekspresji emocji?

Cena pokerowej twarzy

Choć reakcje emocjonalne są zwykle adekwatne do wymagań sytuacji, to zdarza się, że prowadzą do zachowań sprzecznych z naszymi potrzebami i celami. Lęk przed wystąpieniami publicznymi może uniemożliwiać zaprezentowanie swoich możliwości, złość może zrujnować relacje społeczne, a przedłużający się smutek prowadzi do apatii. O ile strach wywołany piskiem opon hamującego samochodu sprawia, że po prostu odskakujemy, co pozwala nam przeżyć, to ucieczka spowodowana lękiem przed wystąpieniem publicznym nie służy nam. Można oczywiście odmówić wystąpienia na forum, dzięki czemu unikniemy trudnej sytuacji i dyskomfortu, ale czy taka strategia jest korzystna dla realizacji naszych długoterminowych celów?

Często radzimy sobie z nieprzyjemnymi emocjami, tłumiąc ich ekspresję. Po prostu zaciskamy zęby i – niezależnie od tego, co czujemy – staramy się nie wyrażać emocji. Choć drżą nam nogi i głos, staramy się opanować strach i gotowi jesteśmy podjąć wyzwanie. Mimo wściekłości staramy się zachować spokój. Czasami nawet próbujemy okazać inne emocje, na przykład uśmiechamy się, choć toniemy w smutku.

Wydaje się to skutecznym sposobem kontroli emocji. Trudno wyobrazić sobie, jak wyglądałyby relacje między ludźmi, gdyby znikła zdolność tłumienia ekspresji emocji… Najbardziej opłakane skutki przyniosłoby niepohamowane wyrażanie złości, co pokazują „Dzikie historie”.

Tłumienie emocji ma jednak swoją cenę. Nie tylko nie zmniejsza siły odczuwanych emocji – osoba powstrzymująca okazywanie złości nie staje się przez to mniej zła – ale przeciwnie, prowadzi do wzrostu pobudzenia fizjologicznego, a na dodatek pogarsza sprawność intelektualną. W jednym z eksperymentów, przeprowadzonym przez Jamesa Grossa z Uniwersytetu Stanforda, uczestnikom prezentowano slajdy zawierające nieprzyjemne treści. Jedną grupę poproszono o tłumienie emocji (polecono im: Zachowaj kamienną twarz), a druga oglądała slajdy bez jakiejkolwiek instrukcji. Okazało się, że osoby, które powstrzymywały się przed wyrażaniem emocji, pamiętały znacznie mniej szczegółów ze slajdów niż te, które zachowywały się swobodnie. Badania prowadzone na sopockim wydziale Uniwersytetu SWPS wykazały, że tłumienie ekspresji podczas oglądania filmu wywołującego wstręt prowadzi do osłabienia pamięci krótkotrwałej oraz gorszego wykonania zadań wymagających przetwarzania informacji o emocjach – dopasowywania wyrazów twarzy do nazw emocji.
Z czego wynikają te negatywne konsekwencje nieokazywania przeżywanych emocji? Zdaniem Jamesa Grossa tłumienie ekspresji wymaga wysiłku i mobilizacji organizmu, a także stałego monitorowania swych stanów emocjonalnych (Czy nie widać po mnie, co czuję?). Niewiele zatem energii pozostaje na logiczne myślenie.

Pomyśl o tym inaczej

Czy istnieją mniej kosztowne sposoby regulacji negatywnych emocji? Holenderscy badacze, Nadia Garnefski, Vivian Kraaij i Philip Spinhoven z Uniwersytetu w Lejdzie, skupili się na poznawczych strategiach regulacji emocji – takich, które pozwalają wpływać w myślach na informacje wzbudzające emocje. Zanalizowali ich konsekwencje i wyróżnili strategie, które pomagają radzić sobie z emocjami, oraz takie, które pogarszają sprawę.
Do tych pierwszych należy akceptacja, czyli pogodzenie się z tym, czego doświadczyliśmy. Oblaliśmy egzamin? Nasz projekt został odrzucony? Godzimy się z tym, co się stało. Dzięki temu możemy zacząć myśleć, jak zmienić sytuację, jakie działania podjąć. Koncentracja na planowaniu to kolejna korzystna strategia. Możemy również pomyśleć o czymś miłym, co poprawi nam nastrój. Projekt nam odrzucono, ale mamy wiernych przyjaciół i pomysł na ciekawy tekst. Możemy również próbować nabrać dystansu do trudnego doświadczenia; zapytać: czego może nas ono nauczyć, jak nas wzbogaca? Nazywa się to stwarzaniem perspektywy i łączy się z pozytywnym przewartościowaniem, czyli nadawaniem negatywnemu zdarzeniu pozytywnego znaczenia. Na przykład na odrzucony projekt możemy spojrzeć jak na cenne doświadczenie zawodowe, a nie porażkę. Oblany egzamin jest ważną lekcją, pokazującą, jak lepiej przygotować się do kolejnego sprawdzianu. Zdradę partnera można potraktować jako sygnał, że coś trzeba zmienić w naszym związku. To sprawi, że pojawią się inne, bardziej pozytywne emocje.

Jak się pogrążyć

Zdarza się jednak, że w trudnych momentach reagujemy tak, jakbyśmy chcieli jeszcze bardziej pogrążyć się w negatywnych emocjach. Prof. Nadia Garnefski opisuje kilka takich „sposobów” na gorsze samopoczucie. Jeśli pokłócimy się z partnerem albo poniesiemy fiasko w pracy, za to, co się stało, obwiniajmy siebie (To wszystko przeze mnie; Jak się za coś biorę, to wiadomo, że nic z tego nie wyjdzie) albo obwiniajmy innych (To wszystko przez niego; Gdybyś wtedy powiedział, zrobił…, ale tobie nie zależy). Możemy też ruminować, czyli uporczywie, bez końca rozmyślać o bolesnym zdarzeniu, analizować je w najdrobniejszych szczegółach. Dzięki temu nawet drobne niepowodzenie urośnie do rangi WIELKIEJ PORAŻKI. A stąd już tylko krok do katastroficznych myśli: Nie zaznam już szczęścia; Nigdy sobie z tym nie poradzę; Będzie już tylko gorzej.
Oto uciekł nam autobus... Ochlapał przejeżdżający samochód... Partner na nas burknął... Zobaczmy, jakie myśli pojawiają się w odpowiedzi. Ile jest w nich obwiniania siebie, obwiniania innych?

Można jednak inaczej. Na przykład przyjąć do wiadomości fakty (Stało się, nie będę płakać nad rozlanym mlekiem, ochlapanym płaszczem). Zaplanować, jak uniknąć w przyszłości podobnej przykrości (Nie będę wychodzić w ostatniej chwili, zostawię sobie rezerwę czasu; Kiedy zobaczę sygnały irytacji u partnera, dam mu chwilę, by ochłonął). Zająć uwagę czymś innym (W perspektywie mam miły wieczór, nie pozwolę sobie tego zepsuć). A nawet dostrzec coś pozytywnego w zdarzeniu (Uciekł autobus? Pójdę więc pieszo. Dobrze mi zrobi, jak się przejdę; Nie wiedziałam, że to go tak zdenerwuje, dopiero się poznajemy. I potem miło będzie pogodzić się).

Nie ma dobrych i złych emocji. Wszystkie niosą ważne sygnały. Aby z nich korzystać, trzeba umieć trafnie je odczytywać – u siebie i u innych. Odróżnienie osoby rozzłoszczonej od znudzonej może mieć kluczowe znaczenie nie tylko dla przebiegu spotkania, ale również dla przetrwania. Rozzłoszczony współpasażer w nocnym pociągu to sygnał, by mieć się na baczności i nie wdawać z nim w spory. A nim zwrócimy się do szefa z prośbą o podwyżkę, lepiej rozpoznać, w jakim jest nastroju.
Dobrodziejstw emocji doświadczamy, jeśli umiemy je inteligentnie włączać w zachowanie. Rozpoznajemy je i rozumiemy, że w dużym stopniu poddają się kontroli. John Mayer z Uniwersytetu w New Hampshire i Peter Salovey z Uniwersytetu Yale nazwali te umiejętności inteligencją emocjonalną.

Obejmuje ona także zdolność wyrażania tego, co czujemy, w sposób dla innych zrozumiały. Co się dzieje, gdy wysyłamy niejasne komunikaty? Nasze potrzeby pozostaną prawdopodobnie niezaspokojone. Na przykład ktoś, kto mimo smutku zachowuje twarz twardziela, nie doczeka się wsparcia od innych. A ktoś, kto pragnie miłości, lecz w obawie przed odrzuceniem mimowolnie odpycha partnera, pozostanie z poczuciem samotności. I próżno się będzie łudzić, że jak partner kocha, to się domyśli…

Osoba inteligentna emocjonalnie potrafi rozpoznać, co mogą czuć inni ludzie w jakiejś sytuacji. Widząc szefa udzielającego reprymendy koledze z pracy, rozumie, że szef boi się o swoje stanowisko (Moi pracownicy nie wykonali planu, jestem kiepski, może stracę to stanowisko), a kolega czuje się fatalnie, choć robi dobrą minę do złej gry. Umie też przewidzieć, jakie emocje wzbudzi zdarzenie. Na przykład rozumie, że strata prowadzi do smutku, a radość sprzyja twórczemu myśleniu. Wie, że złość może się wymknąć spod kontroli. Dlatego nie wchodzi w scysję z rozwścieczonym kierowcą na drodze. A czując, że w nim samym wzbiera złość, nie daje się wciągnąć w kłótnię z partnerem.
Aby móc skorzystać z mocy emocji, musimy umieć je rozpoznać, rozumieć, skąd się wzięły i dokąd mogą nas zaprowadzić. Tej umiejętności zabrakło z pewnością bohaterom „Dzikich historii”. Poszli na całość. Niekontrolowana złość doprowadziła do spustoszenia. Nie idźmy tą drogą. 


***

Psuje radości
Niektórzy z nas są mistrzami w psuciu sobie dobrych chwil.
Czego nie robić, by nie odbierać sobie szczęścia?
Delphine Nelis z Uniwersytetu w Liège wyróżniła osiem strategii regulacji pozytywnych emocji, ale tylko cztery z nich nasilały pozytywne emocje. Są to:
Kapitalizacja, czyli informowanie innych, co dobrego zdarzyło się w naszym życiu i świętowanie tego razem. Na przykład po zdanym egzaminie dzwonimy do rodziny i przyjaciół, opowiadając, jak było, i przeżywając ponownie dobre chwile.
Pozytywne umysłowe podróże w czasie, czyli przywoływanie przyjemnych wspomnień, wyobrażanie sobie przyszłych pozytywnych zdarzeń.
Rozkoszowanie się chwilą – skierowanie uwagi i uświadamianie sobie przyjemnych doświadczeń, które są naszym udziałem. Okazywanie radości, wyrażanie szczęścia śmiechem, tańcem czy w inny charakterystyczny dla nas sposób.
A jak pozbawić się radości, osłabić ją? Oto sposoby:
Nieuważność, czyli zajmowanie się czymś, co nie ma związku z czymś dobrym, co się właśnie dzieje. Na przykład po sukcesie od razu zaczynamy myśleć o czekających nas obowiązkach.
Szukanie negatywów polega na skupianiu się na negatywnych stronach pozytywnej skądinąd sytuacji. To przysłowiowe „szukanie dziury w całym”. (Zdałem egzamin. Ale dlaczego tylko trójka? Wygrałem 100 zł, czemu nie 1000 zł?).
Negatywne umysłowe podróże w czasie to przewidywania, że pozytywne zdarzenie będzie miało negatywne konsekwencje. (Myślimy: Tym razem się udało, ale co będzie jutro...). Hamowanie ekspresji emocjonalnej polega na tłumieniu, nieokazywaniu pozytywnych emocji. Może być to podyktowane nieśmiałością, skromnością lub lękiem.



Twój sposób na szczęście
Wyobraź sobie, że po wielu miesiącach ciężkiej pracy osiągasz ważny dla Ciebie cel, np. upragniony awans. Odczuwasz dumę. Przyjaciele zorganizowali przyjęcie na Twoją cześć. Co robisz?
Zaznacz, które z opisanych poniżej zachowań są Ci bliskie; możesz wybrać kilka odpowiedzi.
A. Nie możesz w pełni oddać się radości. Po głowie krążą Ci myśli związane z obawami dotyczącymi nowych spraw, które musisz załatwić w najbliższym czasie.
B. W ciągu kilku najbliższych dni myślisz często o swoim sukcesie, o włożonym wysiłku, o radości, jaką sprawiłeś bliskim, a także o swoich perspektywach na przyszłość.
C. Choć gratulują Ci awansu, sądzisz, że tak naprawdę nie zasłużyłeś na niego. To był wyjątkowy łut szczęścia.
D. Odczuwasz dumę i okazujesz to (np. gestem zwycięstwa, podśpiewywaniem, łzami szczęścia).
E. Mimo przyjemności płynącej z awansu, nie możesz powstrzymać się od myśli, że mogłeś coś zrobić lepiej.
F. Cieszysz się w pełni swym sukcesem. Ciężko na to pracowałeś i zasługujesz na chwilę przyjemności.
G. Jesteś z siebie dumny, ale z różnych powodów (np. skromność, nie chcesz się wygłupić) nie okazujesz emocji.
H. Przez kolejne dni opowiadasz o sukcesie każdemu, z kim rozmawiasz. Cieszysz się nim razem z rodziną i przyjaciółmi.

O czym mówią zaznaczone zachowania? Każde z nich wskazuje na inny sposób traktowania pozytywnych zdarzeń. Jaki? Odpowiedzi znajdziesz poniżej.

Odpowiedź A = nieuważność; B = pozytywne umysłowe podróże w czasie;
C = negatywne umysłowe podróże w czasie; D = okazywanie przez zachowanie;
E = szukanie negatywów; F = rozkoszowanie się chwilą; G = hamowanie ekspresji emocjonalnej; H = kapitalizacja pozytywnych uczuć poprzez informowanie innych
o dobrych zdarzeniach



 

Przypisy