Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

29 lutego 2016

W teatrze płci

0 439

Zachowania seksualne ludzi i ich rozwój nie zmieniają się od zarania. 
Podział na płeć był i jest pierwszym podziałem świata, 
z jakim spotyka się dziecko. Nie warto mu fundować 
zamieszania w tej sprawie.

TEKST JEST FRAGMENTEM KSIĄŻKI "SEKS. DOBRZE JEST GDY WIE SIĘ" - dostępnej z częścią nakładu marcowych "Charakterów" lub samodzielnie w naszym e-sklepie.

Piotr Żak: – Kilkuletnia córka moich znajomych nie lubi bawić się lalkami. Ma tylko ukochanego miśka, którego zawsze przytula do snu. Zdecydowanie natomiast lubi klocki Lego, puzzle, gry planszowe. Na podwórku woli budować zamki z piasku, biegać koło domu, kopać piłkę, niż na przykład lepić babki. Czy to coś niezwykłego?
Wiesław Sokoluk: – Nic w tym niezwykłego. Najgorszą rzeczą byłoby zmuszanie jej do zabawy w dom albo w przewijanie lalek. Dawno temu przypisaliśmy ludziom role płciowe i kurczowo się ich trzymamy. A role płciowe to pojęcie-wytrych. Warto się zastanowić, o czym właściwie mówimy, kiedy się nim posługujemy. Czy o pewnych plikach zachowań generalnie przypisywanych jednej płci, a drugiej nie? A może o oczekiwaniach społecznych wobec płci? Panuje tu spore zamieszanie. Czasami mówiło się, że role płciowe są pewną wypadkową programów biologicznych i społecznych. Dostrzegam jednak generalną tendencję ludzi do uciekania od własnej biologii, zwłaszcza od kwestii związanych z płcią. Niedługo dowiemy się, że rodzenie dzieci przez kobiety to w zasadzie też jest umowa społeczna, bo równie dobrze mogą to robić mężczyźni. Jest taki bardzo seksistowski dowcip: „Czy mężczyzna z mężczyzną może mieć dziecko? Nie, ale próby wciąż trwają”. Według mnie jest jakieś nieporozumienie w forsowaniu przez część naukowców, zwłaszcza antropologów kulturowych, tezy, że płeć to jest wyłącznie konstrukt społeczny. Głęboko się sprzeciwiam takim poglądom.

Dlaczego?
Ponieważ płeć jest konstruktem niesłychanie złożonym. Składa się na niego szereg czynników, które znajdziemy na poziomie biologicznym, społecznym, psychologicznym i jeszcze psychospołecznym. Dlaczego więc mamy wierzyć, że płeć jest kwestią społeczną, a nie wierzyć, że jest też kwestią pozostałych poziomów? Wszystko jest w porządku, dopóki mówimy o pewnym nurcie badań nad kulturowymi wyznacznikami płci, który wychodzi z założenia, że jest ona głównie konstruktem społecznym. Wtedy możemy się spierać, czy to założenie jest słuszne, podważać je, proponować inne. Natomiast nieszczęście zaczyna się, gdy taka propozycja badawcza staje się pewnego rodzaju ideologią. Wtedy podchwytują ją – jak każdą ideologię – różni manipulatorzy społeczni, którzy realizując swoje interesy, nakręcają lęki społeczne. Przykładem jest chociażby słowo na „g”, o którym już pomyśleć się boję, a cóż dopiero powiedzieć. Słowo-klucz do tych lęków to „dzieci”. Gdy usłyszymy, że edukacja seksualna jest demoralizowaniem dzieci, to od tego momentu nie chcemy słyszeć o edukacji seksualnej. Nie działają wtedy żadne rzeczowe argumenty. Swoją drogą to jednak zadziwiające, jak ludzie są podatni na propagandę i ile trzeba faktów, żeby przestali jej ulegać. Jedynie pewne społeczne nisze nie poddają się indoktrynacji. Erich Fromm już ponad pół wieku temu powiedział chyba wszystko na ten temat w Ucieczce od wolności. Ludzie wolą mieć kogoś, kto ich poprowadzi, a przede wszystkim weźmie za nich odpowiedzialność. W dodatku są bardzo podatni na ideologię, bo ona odwołuje się do emocji, a wtedy kończy się praca rozumu. A może to kwestia konformizmu społecznego: myśleć swoje, a udawać zaangażowanie?

Komentując przykład córeczki moich znajomych, powiedział Pan, że bardzo niedobre byłoby zmuszanie jej do zachowań zgodnych z ogólnymi wyobrażeniami na temat tego, co danej płci jest przynależne...
Bo taka postawa dorosłych może oznaczać między innymi wartościowanie płci. Dużo pracuję z rodzicami w ramach pewnego programu przedszkolnego – skądinąd to bardzo ciekawe doświadczenie. Przekonuję ich do dwóch rzeczy. Po pierwsze, żeby nie dawać dzieciom żadnych komunikatów wartościujących płeć. Po drugie, żeby dzieci miały pole do wymienności ról płciowych. Mówiąc trywialnie, jeśli chłopiec umyje naczynia czy pomoże w sprzątaniu, to należy się z tego tylko cieszyć. Podobnie jeśli dziewczynka pójdzie do garażu i pomoże ojcu zmienić koło w samochodzie. W takich sytuacjach najgorsza rzecz, jaką dorośli mogą zrobić, to dać tym dzieciom do zrozumienia, że zachowują się niewłaściwie: „Zostaw te naczynia, bo to zajęcie dla kobiet” albo „Wyjdź z garażu, bo tym zajmują się mężczyźni”. Istnieje sporo ciekawych badań z udziałem dzieci, które dotyczą różnych preferencji związanych z płcią. W jednym z nich naukowcy obserwowali, jakie zabawy dzieci wybierają bez żadnej zachęty ze strony dorosłych. Już wśród najmłodszych dostrzegli pewne różnice funkcjonowania między płciami. Dotyczyły one między innymi sposobów włączania nowego dziecka do grupy, zajmowania przestrzeni w czasie zabawy, wyboru płci towarzysza zabawy, budowanych konstrukcji czy wreszcie typów agresji. Dużo jest takich badań, które w zasadzie jednoznacznie pokazują, że płeć ma znaczenie właściwie od najwcześniejszych lat życia. Natomiast problem polega na tym, że wnioski, które się z tych badań wyciąga, niepokojąco często służą do oceniania, która z płci jest lepsza. Moim zdaniem takie wnioskowanie jest absolutnie nieuprawnione, ponieważ obie płcie są sobie równe. Jeśli którejś czegoś brakuje w jednym obszarze, to rekompensuje ten brak w innym. Na przykład przeprowadzono badania nad przebiegiem procesu decyzyjnego u kobiet i u mężczyzn. Okazało się, że przy podejmowaniu decyzji mężczyźni przede wszystkim dystansowali się od emocji, następnie wybierali te czynniki, które uważali za istotne, a następnie podejmowali decyzję. W związku z tym ich proces decyzyjny był krótki, ale popełniali sporo błędów. Natomiast kobie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy