Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

22 stycznia 2016

W poszukiwaniu najśmieszniejszego dowcipu pod słońcem

31

Czy istnieje najśmieszniejszy dowcip na świecie? Taki, który zmusi do śmiechu, uśmiechu bądź chociaż lekko rozbawi każdego ponuraka w każdym zakątku świata? Brytyjczycy przez rok szukali takiego żartu. Czy znaleźli? Czy poznali esencję dowcipu?

W latach 70. ubiegłego wieku, w jednym z odcinków „Latającego cyrku Monty Pythona” pojawił się skecz, który krążył wokół tematu „najśmieszniejszy dowcip na świecie”. Akcja skeczu rozgrywała się podczas II wojny światowej. Jego bohater, Ernest Scribbler, wymyśla dowcip, zapisuje go na kartce i... umiera ze śmiechu. Żart był tak śmieszny, że natychmiast zabijał każdego, kto go przeczytał czy usłyszał. Dowódcy brytyjskiej armii postanowili więc wykorzystać go jako zabójczą broń do walki z nazistami. Powołali zespół, który miał przetłumaczyć zabójczy dowcip na język niemiecki. Każdy ze specjalnej grupy żołnierzy-tłumaczy przekładał na niemiecki tylko jedno słowo – tak aby całość nie wyrządziła żadnemu z nich krzywdy... Na koniec dowcip zostaje odczytany niemieckim żołnierzom, a ci... nie mogą już więcej walczyć z powodu nagłego ataku śmiechu. Skecz kończy scena, w której politycy uchwalają dodatkowy artykuł Konwencji Genewskiej o tym, że prowadzenie wojny na dowcipy jest zakazane...

Życie naśladuje czasami sztukę. W lipcu 2001 roku Brytyjskie Towarzystwo Rozwoju Wiedzy (British Association for the Advancement of Science, BAAS) zaproponowało mi udział w wielowątkowym przedsięwzięciu – swoistym święcie nauki, na które składać się miały przeprowadzenie oraz prezentacja projektów i badań z różnych dziedzin. Gdy zastanawiałem się, co zaprezentuję, i stopniowo rezygnowałem z niektórych pomysłów, przypadkowo obejrzałem powtórkę skeczu „Monty Pythona” z Ernestem Scribblerem. Przyszło mi wtedy do głowy, by rzeczywiście, naukowymi metodami poszukać naprawdę najśmieszniejszego dowcipu na świecie... Wielu kolegów naukowców podeszło do tego pomysłu sceptycznie. Niektórzy wątpili, czy coś takiego jak najśmieszniejszy dowcip na świecie w ogóle istnieje. Inni uważali, że naukowa analiza humoru jest niemożliwa. Ale prawie wszyscy byli mili i opowiedzieli mi swój ulubiony dowcip...

Przedstawiłem BAAS plan międzynarodowych badań pod nazwą „LaughLab”, których głównym narzędziem miał być Internet. Planowałem założenie strony internetowej, na której ludzie po podaniu podstawowych danych o sobie (płeć, wiek, narodowość) mogliby zamieszczać swoje ulubione dowcipy oraz oceniać inne, losowo im przedstawiane (ocena w pięciopunktowej skali, od „mało zabawny” do „bardzo zabawny”). BAAS zaakceptowało pomysł i „LaughLab” otrzymał zielone światło. Zyskaliśmy szansę przeanalizowania, co rozśmiesza różne grupy ludzi na świecie i znalezienia najlepszego dowcipu pod słońcem.

Śmieszny bo głupszy
Start naszej strony internetowej był dużym sukcesem. W ciągu kilku godzin po internetowym debiucie zebraliśmy ponad 500 dowcipów i 10 tys. ocen. Po tygodniu przystąpiliśmy do pierwszych analiz. Okazało się, że najwyższe oceny uzyskały następujące dowcipy:
:) Nauczycielka jest w złym humorze i chce wyładować swoją złość na klasie. Dlatego mówi: „Wszyscy, którzy uważają, że są głupi, niech wstaną!”. Po kilku sekundach wstaje jedno z dzieci, wyraźnie się ociągając. Nauczycielka pyta je: „Uważasz, że jesteś głupi?”. „Nie, ale nie mogę patrzeć, jak pani stoi sama”, odpowiada dziecko.
:) Czy słyszeliście o mężczyźnie, który był dumny, ponieważ ułożył puzzle w ciągu pół godziny? Na pudełku było napisane „Od 5–6 lat”.
Oba te dowcipy mają przynajmniej jedną cechę wspólną: wywołują w słuchaczu poczucie wyższości. Przesłanki ku temu, że ludzie śmieją się chętniej, gdy czują się lepsi (ładniejsi, mądrzejsi) od innych są wyraźne. Pomyślcie: w średniowieczu zabawę zapewniały karły i garbusi; w dobie wiktoriańskiej wyśmiewano się z ludzi chorych umysłowo zamkniętych w specjalnych zakładach oraz osób o zniekształconym ciele, które pokazywano w cyrkowych „gabinetach potworów”... A dzisiaj? Anglicy śmieją się tradycyjnie z Irlandczyków, Amerykanie lubią dowcipy o Polakach, Kanadyjczycy o Nowofundlandczykach, Francuzi o Belgach, a Niemcy o wschodnich Fryzach. We wszystkich przypadkach chodzi o jedno: grupa ludzi chce się poczuć lepiej kosztem innej grupy ludzi.

W 1997 roku Gregory Maio, psycholog z Cardiff University of Wales zbadał, jak dowcipy oparte na poczuciu wyższości wpływają na postrzeganie tych, którzy są ich bohaterami. Badanie odbyło się w Kanadzie i dotyczyło grupy ludzi, którą Kanadyjczycy uznają za szczególnie głupią – Nowofundlandczyków, „Newfies”. Uczestników eksperymentu podzielono losowo na dwie grupy. Badani z pierwszej czytali na głos dowcipy o różnej tematyce, także o Newfies (np. z telewizyjnego sitcomu „Kroniki Seinfelda”). Druga grupa otrzymała wyłącznie klasyczne dowcipy o mieszkańcach Nowej Fundlandii (np.: „Mój przyjaciel, Newfie, słyszał, że na świecie kobieta co minutę rodzi dziecko. On uważa, że powinna przestać”). W ostatnim etapie eksperymentu badani mieli zapisać na kartce swoje opinie o Nowofundlandczykach. Okazało się, że ci, którzy czytali dowcipy wyłącznie o Newfies, znacznie częściej oceniali ich jako niezdarnych, głupich, mniej zdolnych czy ślamazarnych. Z kolei badani z grupy, która czytała żarty z amerykańskiego sitcomu, rzadziej wydawali tak negatywne opinie.

Równie niepokojące są wyniki innych badań, według których dowcipy odwołujące się do poczucia wyższości wpływają zaskakująco mocno na nasz własny wizerunek. Jens Förster z International University w Bremie testował inteligencję 80 kobiet o różnym kolorze włosów. Połowa z nich miała przeczytać na głos dowcipy o głupiej blondynce; na zakończenie wszystkie panie zostały poddane testowi na inteligencję. Blondynki, które czytały wcześ[-]niej dowcipy o blondynkach, uzyskały w teście wyraźnie niższe IQ niż panie o jasnym kolorze włosów, które przydzielono do grupy kontrolnej. Można zatem założyć, że dowcipy wpływają w pewnych okolicznościach na poczucie pewności siebie oraz nasze zachowanie. A to oznacza, że tworzą one świat, w którym stereotypy stają się rzeczywistością.

Igraszki płci
Badanie „LaughLab” pokazało, że dowcipy oparte na poczuciu wyższości są także bronią w odwiecznej walce płci. Przykład? 25 proc. kobiet i tylko 10 proc. mężczyzn uznało za zabawny następujący dowcip:
:) Mąż wchodzi na jedną z jarmarcznych wag, które podczas ważenia przepowiadają przyszłość, a następnie wrzuca monetę. „Posłuchaj”, mówi do żony i pokazuje jej małą, białą karteczkę. „Tu jest napisane, że jestem energiczny, inteligentny, pełen fantastycznych pomysłów i w ogóle wspaniały ze mnie facet”. „Tak”, przytakuje kobieta, „a twoja waga też się nie zgadza”.

Wydaje się oczywiste, dlaczego mężczyźni i kobiety oceniają ten dowcip tak odmiennie. Głównym celem powyższego dowcipu jest przecież mężczyzna, to dlatego kobiety uznały go za bardziej zabawny. Nie jest to jednak jedyna możliwa interpretacja. Można przypuszczać, że dowcipy są zasadniczo bardziej zabawne dla kobiet niż dla mężczyzn. W jednym z badań – trwało ono cały rok i objęło aż 1200 osób – analizowano, jak często i w jakich sytuacjach ludzie się śmieją. Okazało się, że 71 proc. kobiet śmieje się, gdy mężczyzna opowiada dowcip, ale tylko 39 proc. mężczyzn rozśmieszyły żarty opowiadane przez kobiety.

Z badań wynika też, że mężczyźni opowiadają więcej dowcipów niż kobiety. W klasycznym badaniu ponad 200 studentów college’u miało zapisać wszystkie dowcipy, jakie usłyszeli w ciągu ostatniego tygodnia, oraz określić płeć osoby, która opowiedziała im dany żart. Łącznie grupa studentów wymieniła 604 dowcipy, a 60 proc. z nich opowiedzieli mężczyźni.
Zdaniem niektórych naukowców te różnice wynikają z tego, że kobiety unikają dowcipów, które zawierają podteksty seksualne oraz takich, w których motywem przewodnim jest agresja. Inni badacze szukają przyczyn tych różnic w związku między śmiechem, rodzajem dowcipu i pozycją społeczną. Osoby o wysokim statusie społecznym opowiadają z reguły więcej dowcipów niż osoby stojące nisko w hierarchii społecznej. Kobiety znajdują się tradycyjnie na niższym szczeblu drabiny społecznej niż mężczyźni i dlatego nauczyły się raczej śmiać z męskich dowcipów niż opowiadać własne. Co ciekawe, w związku między pozycją społeczną i opowiadaniem dowcipów istnieje pewien wyjątek – dotyczy on autoironii: osoby o niższej randze społecznej częściej naśmiewają się same z siebie.

Kawał nieświadomości
Zygmunt Freud był zafascynowany humorem. W 1905 roku napisał klasyczną rozprawę pod tytułem Dowcip i jego stosunek do nieświadomości (Der Witz und seine Beziehung zum Unbewuβten). W modelu umysłu stworzonym przez Freuda każdy człowiek ma seksualne i agresywne myśli, na których urzeczywistnienie nie pozwala otoczenie. Myśli te są zatem wypierane do podświadomości. Czasem tracimy jednak nad nimi kontrolę. Przejawem tego jest np. przejęzyczanie się (słynne „freudowskie pomyłki”), sny czy stany osiągane podczas niektórych form psychoanalizy.
Zdaniem Freuda, dowcipy są psychologicznym zaworem bezpieczeństwa, pomagają radzić sobie z tym, co wzbudza w nas niepokój czy strach. Wiele dowcipów, które pojawiły się na stronie projektu „LaughLab”, potwierdza jego przemyślenia. W dowcipach wciąż chodzi o stres, problemy małżeńskie w związku bez miłości, o brak zaspokojenia seksualnego i oczywiście o śmierć.

:) Pewien mężczyzna zgłosił się do szpitala na badania. Po trwających tydzień testach przychodzi do niego lekarz i mówi: „Mam dla pana dobrą i złą wiadomość”. „Jak brzmi zła wiadomość?” – pyta pacjent. „Obawiam się, że cierpi pan na bardzo rzadką, nieuleczalną chorobę”. „O Boże, to okropne”, krzyczy mężczyzna. „A dobra wiadomość?”. „No cóż, nazwiemy ją pana imieniem”.
:) Starsze małżeństwo zostało zaproszone do znajomych na obiad. Po posiłku obie panie podnoszą się i idą do kuchni, panowie rozmawiają dalej. Jeden mówi: „Wczoraj wieczorem byliśmy w nowej restauracji, było cudownie. Zdecydowanie ją polecam”. Na to drugi z mężczyzn pyta: „Jak się nazywa ta restauracja?”. Pierwszy myśli długo i nagle mówi: „Jak się nazywa kwiat, który daje się kobiecie, gdy się ją kocha? Wiesz na pewno. Jest czerwony i ma kolce”. „Masz na myśli różę?”. „Tak, dziękuję”, po czym odwraca się na krześle w kierunku kuchni i woła: „Róża, jak się nazywa ta restauracja, w której byliśmy wczoraj?”.

Okazuje się, że żarty tego typu niezbyt podobają się młodym ludziom. Z naszych badań wynika, że przeciętnie tylko 20 procent osób poniżej 30. roku życia uważa, że są zabawne. Zupełnie inaczej postrzegają je osoby powyżej 60. roku życia. Docenia je aż 50 procent badanych. Żarty o utracie pamięci i dolegliwościach związanych ze starzeniem bawią zatem tych, którzy tymi problemami martwią się najbardziej. Śmiejemy się z tych aspektów życia, które budzą nasz niepokój.

Cyberdowcip
Kilka lat temu dr Graham Ritchie i dr Kim Binsted napisali program komputerowy, który potrafił tworzyć dowcipy. W ramach „LaughLab” postanowiliśmy sprawdzić, czy komputer potrafił stworzyć lepsze dowcipy niż ludzie. Kilka najśmieszniejszych naszym zdaniem komputerowych żartów zamieściliśmy na naszej stronie. Okazało się, że większość z nich otrzymała od internautów najsłabsze noty, były oceniane bodaj najgorzej ze wszystkich dowcipów zgromadzonych w naszym archiwum. Tylko jeden z nich uzyskał zaskakująco dobry wynik i „pokonał” blisko 250 żartów przysłanych przez ludzi:
:) „What kind of murderer has fibre? A cereal killer.”

Jest to przykład jednego z najmniej skomplikowanych dowcipów: prosta gra słów, w której angielskie sformułowanie cereal killer – zabójca, pogromca chrupek, ktoś, kto na śniadanie jada chrupki zbożowe, zestawione jest z identycznie wymawianym serial killer – seryjnym zabójcą.

Dlaczego takie dowcipy śmieszą? Odpowiedź jest prosta: ponieważ są absurdalne. Bawią nas żarty, które są zaskakujące, takie, w których rzeczy lub zjawiska zmieniają swoje zwyczajne miejsce lub w których słowa zmieniają znaczenie. Wiele żartów uznaj...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy