Dołącz do czytelników
Brak wyników

Tomasz Maruszewski

25 kwietnia 2016

W poszukiwaniu innych winnych

112

„Ludzie w zasadzie nie wiedzą co myślą, ani czego pragną, dopóki gazety im tego nie powiedzą”.

Powyższą myśl, autorstwa Umberto Eco, podziela m.in. Tony Judt, wybitny brytyjski historyk. Judt pisze, że świat jest areną działania lobbies, które sugerują ludziom, jak myśleć, kogo popierać, a jednocześnie realizują swoje partykularne interesy, wykorzystując przy tym bardzo sprawnych ludzi, obojętnych wobec idei, które innym wpajają. Refleksje Judta mają charakter politologiczno-historyczny, a ja wolałbym wrócić do spraw bliższych sercu psychologa.

Co dzieje się w umysłach ludzi, którzy podejmują działania wątpliwe? Najprostsza odpowiedź brzmi – ludzie uzasadniają takie działania za pomocą racjonalizacji. Wybitny psycholog społeczny – Eliot Aronson – napisał kiedyś, że człowiek jest nie tyle istotą racjonalną, ile racjonalizującą. Ludzie potrafią przekonywująco uzasadniać własne zachowania, choć faktycznie kierowały nimi zupełnie inne motywy niż te, które znalazły się w uzasadnieniach. Podobna idea jest głoszona przez Jonathana Haidta, który sądzi, że większość naszych działań i decyzji ma charakter bezrefleksyjny i motywowana jest względami emocjonalnymi. Jesteśmy jednak mistrzami w znajdowaniu racjonalnych przesłanek własnego działania; co więcej, staramy się przekonać do nich nie tylko innych, lecz także samego siebie. Znacznie lepiej patrzeć na siebie jako na istotę zdolną wyważać różne racje za i przeciw, wnikliwie analizującą wszelki konsekwencje własnych decyzji aniżeli traktować siebie jako istotę w gorącej wodzie kąpaną.

Kiedy mówimy o racjonalizacjach, to najczęściej przywoływane są dwie ich odmiany obrazowo określane mianem kwaśnych winogron i słodkiej cytryny. Te określenia nawiązują do bajki La Fontaine’a. W wypadku kwaśnych winogron człowiek stara się deprecjonować cel, którego nie udało się osiągnąć. Niepowodzenie w osiągnięciu „jedności ideowo-politycznej” może prowadzić do zdania wypowiedzianego niegdyś sarkastycznie przez Bertolda Brechta, że skoro naród się nie sprawdził i buntuje się przeciwko własnej władzy, to może lepiej „gdyby rząd rozwiązał naród i wybrał drugi”. Druga możliwość to próba takie wpływania na naród, „aby się sprawdził”, skąd wiedzie prosta droga do rządów autorytarnych czy totalitarnych. Takie myślenie nie uwzględnia jednak prostej prawdy wspomnianej przez Judta – musimy uwzględnić to, że ludzie są różni i realizują rozbieżne interesy.

Natomiast słodka cytryna to sztuczne podwyższanie wartości własnych osiągnięć, które wcale nie są tak wspaniałe, jak byśmy się tego spodziewali. Przegrani mówią o „moralnym zwycięstwie”. Dużym mistrzostwem w tej dziedzinie wyróżniają się kibice, którzy potrafią godzinami rozprawiać o „zwycięskim remisie”. Do tej kategorii należy „dobra zmiana” ogłoszona zanim cokolwiek się zmieniło.

Te dwie odmiany racjonalizacji są dobrze znane i nie ma sensu bliżej ich analizować. Wart...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy