Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nałogi i terapie , Praktycznie

22 lutego 2016

Uzależniony, uzależniona...

111

Dlaczego jedni ludzie się uzależniają, a inni nie? Od czego można się uzależnić? Czy każde uzależnienie jest śmiertelne?
Jak leczyć uzależnienia? Na te i wiele innych pytań odpowiada Lubomira Szawdyn, psychiatra i psychoterapeuta uzależnień.

Jolanta Białek: – O uzależnieniach wie Pani wszystko.
Lubomira Szawdyn:
– Wiem dużo, ale nie wszystko, bo nie wszystko jeszcze o uzależnieniach wiadomo.

Od czego ludzie mogą się uzależnić?
– Od wszystkiego. Od alkoholu, od narkotyków, od pracy, od partnera, od Internetu, od komórki, hazardu – mogę wymieniać długo. Dzielę uzależnienia na chemiczne i niechemiczne, czynnościowe. Używki, takie jak narkotyki, nikotyna czy alkohol, trują organizm. Uzależnienia czynnościowe nie trują, ale przebiegają tak samo. To jest wewnętrzny przymus wykonywania jakichś czynności. Trzeba też zdawać sobie sprawę, że uzależnienia czynnościowe występują równolegle z uzależnieniami chemicznymi. Bo żeby funkcjonować na przykład po nocy spędzonej na kartach, ludzie sięgają po używki.

Dlaczego jedni ludzie się uzależniają, a inni nie?
– Nie wiem. Pracuję czterdzieści lat z uzależnionymi i nie wiem. Genetycy twierdzą, że predyspozycje do uzależnienia dziedziczymy. Jednak z mojego wieloletniego doświadczenia nie wynika, że osoby obciążone genetycznie, to znaczy pochodzące na przykład z rodzin alkoholowych, uzależniają się szybciej niż inne. Jak dotąd nie spotkałam człowieka, który byłby bardziej predysponowany do wpadnięcia w nałóg niż inni. To jest tak jak z kiszeniem ogórków: wkładamy do słoja ogórki i za dwa dni część jest już ukiszona, a część pozostaje zielona nawet po miesiącu. Nikt nie wie dlaczego tak się dzieje. Na uzależnienia wpływają zarówno czynniki zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Szuka się genu odpowiedzialnego za to, szuka się mechanizmów mózgowych, ale jeszcze nic pewnego nie wiemy. Od wszystkiego można się uzależnić. Jeśli jakaś czynność przynajmniej na początku przynosi nam satysfakcję, daje jakieś profity, to bardzo łatwo wpaść w pułapkę. Na przykład sportowcy, albo serialowi aktorzy – młodzi chłopcy – nagle zaczynają odnosić sukcesy, nagle zdobywają duże pieniądze i sławę. Nie potrafią sobie z tym poradzić. Chcą należeć do wielkiego świata, który im się kojarzy z szybkimi samochodami, markowymi ciuchami i ekskluzywnymi miejscami – do takich należą według nich kasyna. Wydawanie wielkich sum pieniędzy daje potrzebny zastrzyk adrenaliny. Wpadają w spiralę, by wciąż zapewnić sobie emocje, a potem już trudno powiedzieć: dość. To nie musi trwać długo – czasami wystarczą dwa miesiące, by zabawa przerodziła się w nałóg. I przychodzą do mnie po pomoc. Po początkowej fascynacji, chwilach pozornego szczęścia, przychodzi ból i cierpienie. Jeżeli nie podejmie się leczenia, może się to zakończyć śmiercią.

Uzależnienie od Internetu czy hazardu może doprowadzić do śmierci?
– Tak, każde uzależnienie jest śmiertelne. Pracuję z ludźmi, którzy od siedzenia przy komputerze mają zaniki mięśni kręgosłupa, zaniki mięśni pasa biodrowego, mają wyschnięte śluzówki, są kalekami, powoli przestają się poruszać, fatalnie się odżywiają – albo tyją, albo się głodzą. A to są tylko objawy somatyczne. Do tego dochodzą zaburzenia psychiczne: ciężkie depresje, zaburzenia osobowości, a nawet utrata tożsamości. Ludzie podają się w Internecie za różne osoby i w końcu nie wiedzą, kim są. Sami już sobie nie mogą pomóc, bezwzględnie wymagają leczenia.

Jak się leczy uzależnienie od Internetu?
– Tak samo jak wszystkie inne uzależnienia. Różnica jest taka, że z uzależnienia od Internetu można się wyleczyć. I człowiek po leczeniu może usiąść do komputera, coś tam załatwić i odejść. W przypadku uzależnień chemicznych to nie jest możliwe. Pierwszy kieliszek jest najczęściej przyczyną nawrotu. Ale ze wszystkimi uzależnieniami jest tak, że albo są, albo ich nie ma. Nie ma znaczenia, od czego człowiek jest uzależniony. Czy to jest alkohol, hazard, czy Internet, zawsze jest to bezsilność człowieka wobec jakiegoś środka chemicznego bądź czynności. Są bardzo dobrze opracowane programy leczenia uzależnień i są to metody skuteczne. W leczeniu najważniejsze jest, aby osoba uzależniona podjęła decyzję o leczeniu, aby przyznała się do bezsilności wobec nałogu.[nowa_strona] Podstawą jest stwierdzenie: Jestem bezsilny wobec alkoholu, Internetu... I to jest jednocześnie diagnoza. Potem trzeba pokazać, które obszary swojego życia pacjent zaniedbał, do czego doprowadził swoje relacje z najbliższymi, co się stało z jego emocjami, z uczuciami. Ważne jest też, aby zrozumiał, dlaczego tak się stało, przed czym uciekał w nałóg. A potem należy nauczyć go ponownie budowania relacji z ludźmi. Do tej części poznawczo-behawioralnej dochodzą jeszcze treningi, między innymi interpersonalny, intrapersonalny czy asertywności. Trwa to dwa, trzy lata. Oczywiście, ten okres podzielony jest na małe etapy, zadania, które pacjent przed sobą stawia i je realizuje, i które wspólnie monitorujemy.

Jakie to są zadania?
– Zaczynamy od analizy systemu wartości: co jest dla ciebie najważniejsze? Ludzie tworzą swoją hierarchię wartości: rodzina, praca, dzieci, miłość – różnie. I później przez tydzień dokładnie zapisują, ile czasu poświęcili w ciągu dnia tym swoim najważniejszym wartościom. Opisują każde piętnaście minut, wszystkie czynności, które w tym czasie wykonywali. No i okazuje się, że rodzinie poświęcili w sumie przez tydzień godzinę, dzieciom jeszcze mniej... Wspólnie odkrywamy, że ten ich świat wartości to mit. Bo w chorobie trudno zobaczyć prawdziwy obraz siebie w obecnej rzeczywistości.

Nie wiemy, dlaczego człowiek się uzależnia, ale czy można rozpoznać, kiedy jest już uzależniony? Czy jest jakaś granica, za którą jest już uzależnienie? A może są jakieś etapy, po których człowiek może rozpoznać, że kroczy w kierunku uzależnienia?
– Są takie etapy – ostrzeżenia. Pierwszym jest kompromitacja. Na przykład mąż obiecał żonie, że pójdą razem na imieniny, ale nie poszli, bo on zapił, albo został w pracy, albo poszedł grać. I to się zdarza coraz częściej, a on zaczyna oszukiwać i siebie, i bliskich. Tłumaczy, znajduje jakieś wykręty, usprawiedliwienia, także przed samym sobą. Drugim etapem jest utrata kontroli czasu. Siądę tylko na pół godziny do komputera – a mija piąta godzina i on dalej siedzi; wskoczę tylko na jednego – mija cała noc i film się urywa; zagram tylko jedną partyjkę – i gra go pochłania na kilka, kilkanaście godzin. I nie potrzeba alkoholu, żeby urwał się film. W przypadku uzależnień czynnościowych również następuje taka niepamięć albo subiektywne odbieranie czasu – skracanie lub wydłużanie. I to jest dla wielu impuls do szukania pomocy: „Już sobie nie radzę” – to budzi niepokój. Trzeci etap: ostrzeżenie, już ostatnie, to absolutna utrata kontroli nad wykonywanymi czynnościami. Człowiek skompromitował się już nieraz, wie, że nałóg go wciąga, ale jeszcze myśli, że nad tym wszystkim panuje – w pracy mają do niego pretensje, najbliżsi mają do niego pretensje i on zaczyna umawiać się sam ze sobą: tylko dwie lampki wina, tylko dwie godziny przy komputerze. Nastawia nawet zegarek, żeby nie przekroczyć czasu. Kiedy zegarek dzwoni, on go nawet nie słyszy, po dwóch lampkach są następne – kontrakt zawarty ze sobą nie ma znaczenia, zrywa się go po raz kolejny. To właśnie jest już utrata kontroli, to jest już uzależnienie.

Ale ta granica jest różna u różnych osób. Niektórzy piją dużo, a nie są alkoholikami. Niektórzy siedzą przy komputerze po dwanaście godzin, bo taką mają pracę, i nie popadają w uzależnienie. Dlaczego?
– Nie wiadomo, tak jak z tymi ogórkami.

Miałam w dzieciństwie dwóch kolegów, braci, jeden był w moim wieku, drugi młodszy. Ich ojciec był alkoholikiem. W ich domu co jakiś czas rozgrywała się tragedia, ojciec ich bił, bił ich mamę. Ona uciekała z dzieciakami, on ich gonił z siekierą – straszne rzeczy się działy. I jeden z nich, ten młodszy, też wpadł w nałóg, już zresztą nie żyje. Ten starszy jakoś potrafił się przed tym obronić. Obaj byli wychowywani w takiej samej rodzinie, przeszli to samo. Jeden wpadł, drugi nie, a więc nie geny, nie rodzina. Więc co decyduje?
[nowa_strona] – Nie wiem. Mój najmłodszy pacjent miał sześć lat. To był chłopiec z tak zwanego dobrego domu. Zgłosiła się do mnie wychowawczyni zerówki, do której chodził. Dziewczynki jej powiedziały, że czują od niego alkohol. Nauczycielka jakiś czas obserwow...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy