Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie , Otwarty dostęp

2 czerwca 2019

NR 6 (Czerwiec 2019)

Utrwalacze nienawiści

316

Myśli i słowa ugruntowują nienawiść i wzmagają siłę, z jaką wyrażamy złe emocje. Gdy napięcie dochodzi do granic wytrzymałości, ulgę przynoszą już tylko agresywne czyny. Jak nie wpaść w pułapkę, w którą pcha mowa nienawiści?

Mowa nienawiści coraz częściej pojawia się w repertuarze społecznych zachowań. A jej źródłem są emocje, nad którymi nie panujemy. Jak się nie denerwować, gdy inni nie chcą uznać naszych racji, kiedy nie udało się nam wygrać konkursu albo ktoś inny zdobył względy naszej wybranki? Smutek miesza się z wściek­łością, wściekłość z pogardą dla przeciwnika, pojawiają się marzenia o jego unicestwieniu. A gdy – w obawie przed rywalem czy szefem – tłumimy agresję, ona gdzieś w nas zostaje. I biada temu, na kogo ją przeniesiemy. 

POLECAMY

Dwa możliwe scenariusze

Oczywiście to nie jedyny scenariusz reagowania na konflikty. Możliwa jest cała gama innych następstw, takich jak: pobłażliwość dla konkurenta, tolerancja wobec odmiennych przekonań, wyrozumiałość dla czyichś niepohamowanych ambicji, wyrzuty sumienia z powodu wybuchu złości czy przebaczanie temu, kto wybucha, bo nie potrafi się opanować. Emocje uwikłane w rozwiązania wojenne i pokojowe różnią się czymś więcej niż tylko znakiem. Scenariusz wojenny oznacza, że brak nam dystansu do sytuacji, reagujemy na nią impulsywnie i nie panujemy nad emocjami. Scenariusz drugi, pokojowy, jest możliwy pod warunkiem, że potrafimy i chcemy zdystansować się wobec siebie oraz oceniamy sytuację na wielu wymiarach – to wszystko osłabia impet pierwotnej reakcji afektywnej. Może więc prowadzić do całkowitej zmiany programu działań i zamiast agresji pojawi się gotowość do negocjowania ugody.

Wciąż jeszcze panuje przekonanie, że typowa sekwencja procesów prowadzących do powstania emocji ma cztery ogniwa: obiekt najpierw zostaje rozpoznany, potem porównany do określonych standardów, następnie oceniony jako pozytywny czy negatywny, a w końcu ze spotkania z nim cieszymy się, albo budzi on w nas wstręt czy współczucie. 

Tak jednak powstaje tylko część emocji. Dzięki odkryciom neurobiologii wiemy, że mamy dwa systemy wzbudzania emocji, a każdy z nich wywołuje emocje o innych właściwościach. Tylko część emocji wymaga udziału procesów zachodzących w korze mózgowej i poddaje się kontroli. Większość powstaje na poziomie podkorowym i steruje nami poza naszą wolą. Są to wczesne ewolucyjnie emocje pierwotne (zwane także „zwierzęcymi”). Ich zadaniem jest szybkie wyzwalanie reakcji, które bronią bezpieczeństwa, sprzyjają adaptacji i uwalniają od frustracji. Połączenia z efektorami (patrz słowniczek) pozwalają przejść bezpośrednio od afektów do czynów. Niektóre z nich są groźne dla otoczenia. 

Silniejsi od nienawiści

Co się z nami stało? Skąd te podziały, pogarda dla innych, dla „gorszego sortu”, codzienne kłótnie, obrażanie się na tych, którzy myślą inaczej? W sieci i na ulicy, w mediach i przy rodzinnych stołach wylewa się morze nienawistnych słów, za nimi idą czyny.

Jak nie ulec tej chorobie? Pytamy o to psychologów, psychoterapeutów, psychiatrów. Ich odpowiedzi publikujemy w kolejnych wydaniach „Charakterów”. W poprzednim numerze była to rozmowa z Bogdanem Białkiem, za miesiąc prof. Bogdan de Barbaro opowie, jak reagować na agresję bez nienawiści.

 

Pokusy i hamulce

Ewolucja ukształtowała nas tak – twierdzą John Cacioppo i Wendy Gardner – że najpierw znaczenie ma „nie wiedza i prawda, lecz przetrwanie”. I w jego imię dochodzić może do lęku czy agresji, do obronnego przetwarzania informacji i samooszukiwania. Co więcej, obronie podlegają nie tylko potrzeby egzystencjalne, ale i to, co wyznacza (według terminologii Waltera Cannona) „homeostazę psychologiczną”, czyli wewnętrzną równowagę, determinowaną przez uzależnienia od źródeł komfortu, takich jak prestiż, pieniądze, władza czy sława. 

Wiele negatywnych form zachowania podlega automatycznemu wewnętrznemu hamowaniu, przede wszystkim dzięki pamięci kar doświadczonych w toku socjalizacji. Agresywność wymaga zatem jakiegoś przyzwolenia w sobie, przekonania siebie, że mi wolno. Nie jest to trudne, bo emocje pierwotne mają powiązania nie tylko z „dołem” (ze wspomnianymi efektorami), ale
i z „górą”: z procesami myślenia i mowy. Gdy jednak myślenie jest podporządkowane emocjom, jego rola polega na racjonalizowaniu, usprawiedliwianiu własnych czynów czy dostarczaniu pomysłów, jak najsprytniej zrealizować własne dążenia.

Jak wyzwolić się od nacisków tych pierwotnych emocji, które odpowiadają za naszą zachłanność, zaborczość i gotowość do agresji? Wymaga to zaangażowania refleksyjnego systemu wartości, leżącego u podstaw uczuć wyższych – ale te, w odróżnieniu od emocji pierwotnych, nie są nam dane od urodzenia. Możliwość ich przeżywania zależy od rozwoju osobowości i inwestowania we własny rozwój. A to może nigdy nie nastąpić. 

Wybuchowa mieszanka

Nienawiść jest powiązana z najbardziej pierwotnymi emocjami. Robert Plutchik wskazuje na dwie takie emocje prowadzące do wybuchowej nienawistnej mieszanki: irytację i wstręt. Gdy dominuje ona nad przebiegiem procesów przetwarzania informacji, powstaje konglomerat nienawistnych myśli i emocji: czujemy pogardę dla innej osoby i uzasadnione w naszym poczuciu oburzenie, nie możemy znieść kontaktu z nią, a wrogość przeradza się w chęć zniszczenia i fantazje na ten temat, które w pewnych warunkach prowadzą do czynów.

Sam wstręt czy sama irytacja mogą pojawić się jako odruchy bezwarunkowe na określone bodźce. Ale gdy ich spoiwem stają się procesy poznawcze, rodzi się ukierunkowana na kogoś nienawiść. W naszym poczuciu „zasługuje” na nią ten, w kim rozpoznajemy nieakceptowane atrybuty, ktoś obcy kulturowo albo mający przekonania przeciwne do naszych, odczuwanych jako niepodważalnie słuszne, albo też działający w sposób wysoce niedogodny z punktu widzenia naszych potrzeb. Poznanie podporządkowane pierwotnym afektom sprawia, że spostrzegamy taką osobę jednowymiarowo: jako kogoś, kto jest całkowicie pozbawiony zalet, a tym samym godzien bezwarunkowej pogardy. Napięcia są wtedy tak silne, że przed rękoczynem powstrzymywać może tylko system norm – własnych lub społecznych. A gdy i te tamy zawodzą, pojawia się realne niebezpieczeństwo zbrodniczych czynów.

Tym bardziej że – jak zwraca uwagę polski psycholog Zbigniew Zaleski – nienawiść ulega konsolidacji. A jej utrwalaczem są myśli i słowa, które – nabierając afektywnego zabarwienia – zwrotnie wzmagają siłę emocji. A kiedy napięcie dochodzi do granic wytrzymałości, ulgę przynoszą agresywne czyny lub (gdy to utrudnione) artykułowanie nienawistnych słów. Ich repertuar jest szczególnie rażący w sieci. Ponieważ zapis redukuje intonację wypowiedzi, nadawcy w Internecie rekompensują to określonym słownictwem. 

Słowa jak bomby

Trudno przecenić rolę mowy nienawiści w potęgowaniu społecznej wrogości. Słowa i przekonania poszerzają sieci neuronalne o nowe ogniwa, a przez sprzężenia zwrotne umacnia się stabilność negatywnych emocji.  Skrywana dotąd wrogość zmienia status: z prywatnych doznań pojawia się w języku i przekazie. Badania psychologiczne (zapoczątkowane przez Allana Paivio) wykazały, jak...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy