Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Uczciwa kłótnia małżeńska

0 188

Kłótnie w małżeństwie są czymś normalnym i nieuniknionym. Pojawiają się, bo jesteśmy różni. Są okazją, by się lepiej poznać. Jak się kłócić? Najważniejsze, by nie przerwać kontaktu w momencie wybuchu.

W jakimś momencie dostrzegasz, że coś się zmieniło. Znane ci zachowanie żony budzi w tobie niepokój lub złość. Może to być określony sposób poruszania się lub ton głosu. Wyczuwasz u niej pewne rozdrażnienie lub niecierpliwość. Jednym słowem „coś wisi w powietrzu”. A ona zwracając się do ciebie, używa oficjalnej formy twego imienia. Słyszysz: „Kszysiek co z kolacją” zamiast „Krzysiu zrób kolację”. Nie pasuje ci ten ton. Początkowo dziwisz się, potem zaczyna cię to denerwować. Najchętniej odpowiedziałbyś złośliwie, aby pokazać, że czujesz się dotknięty. Powstrzymujesz się jednak. To, co się dzieje, traktujesz jako zwiastun nadciągającej kłótni. Chcesz jej uniknąć. Dlatego starasz się owe „Krzysiek co z kolacją” zrozumieć jako prośbę, a nie pretensję. Zastanawiasz się: „O co jej chodzi? Z jakiej racji to ja mam robić kolację?” Nie znajdujesz żadnego powodu, dla którego żona może być zła na ciebie. Postana-wiasz przeczekać.

Mijają godziny i nic się nie zmienia. Ton głosu żony i jej uwagi: „Ty nic nie robisz w tym domu” lub „Ja muszę o wszystkim pamiętać” sprawiają, że zaczynasz się czuć pokrzywdzony. Obserwujesz w sobie i u niej narastanie napięcia. Przypominają ci się chwile, gdy czułeś się podobnie, gdy bardzo się starałeś, a żona tego nie zauważała. Narasta w tobie poczucie bycia nierozumianym, niedocenionym. Myślisz: „Jak ona może mnie tak traktować. Przecież tyle rzeczy robię. Gdyby nie ja to...”. Atmosfera zaczyna gęstnieć. Aż w pewnym momencie następuje wybuch. Podniesiony ton głosu, nerwowe gesty, krzyki, płacz albo raniący do żywego spokój. Obwiniane się, wzbudzanie poczucia winy.

„Moja żona... – opowiadał mi pewien pacjent – ...kiedy się kłócimy często mówi, że mnie nienawidzi, że żałuje, że za mnie wyszła. Z ironią wskazuje podobieństwa w moim zachowaniu do zachowań mojej matki. W końcu mówi: »Idź do swojej mamusi, dobrana z was para«.

Ale najgorsze jest to, że w najbardziej ostrym momencie kłótni żona ubiera się i mówiąc: »Dobra, skoro tak, to ja wychodzę i nie wiem, kiedy wrócę...« wychodzi z płaczem z domu. To stawia mnie w trudnej sytuacji. Z jednej strony potworna złość. Z drugiej żal i poczucie winy. Ta mieszanka uczuć sprawia, że nie potrafię ani powiedzieć, rób co chcesz, ani ubrać się i pobiec za żoną”.

Wyrzucenie z siebie nagromadzonych negatywnych emocji powoduje pewną ulgę i uspokojenie. Kiedy krzyczymy na siebie, to chcemy powiedzieć sobie coś ważnego. Ginie to jednak gdzieś w potoku złośliwości. Z pewnością nie pamiętasz wszystkiego co mówiła do ciebie żona, za bardzo byłeś skupiony na swoich uczuciach. A to, co usłyszałeś, było dla ciebie nie do przyjęcia ze względu na formę. Kiedy już się uspokoiłeś, myślisz, że może warto byłoby do tego wrócić, pogadać o tym. Może nawet pojawia się w tobie ciekawość, co żona chciała ci powiedzieć? Może ty sam zdecydowałbyś się powiedzieć jej, że chciałbyś od niej np. więcej czułości, opieki, uznania i podziwu.

Gdy jesteście już bardziej spokojni, możecie wymienić rzeczowe argumenty. To prowadzi, używając języka negocjacji, do oddzielenia ludzi od problemu oraz uzgodnienia stanowisk. Rozpoczyna się rozmowa. Rozmowa nie o małżonku, nie o tym jaki on jest w ogóle, ale o problemie, czyli o jego zachowaniu i reakcji drugiej osoby.

Pojawiające się w małżeństwie kłótnie są czymś normalnym. Są one nieuniknione, naturalne, a nawet konieczne dla rozwoju związku. Mogą być okazją do lepszego poznawania się. Konflikty małżeńskie powstają, ponieważ między małżonkami nieuchronnie pojawiają się rozbieżności. Dotyczą one różnic w sposobie i czasie zaspokajania potrzeb, różnic w realizacji celów i dążeń oraz odmienności oczekiwań związanych z różnymi sytuacjami, osobami, zachowaniami. Jak najlepiej spierać się czy kłócić?

Czy najlepiej oznacza, żeby „wyszło na moje”, czy żeby się nie ranić? Uważam, że kłócąc się, należy balansować pomiędzy uporem a ustępstwem.
Kłótnia to proces. Można w niej wyróżnić pięć faz: pierwsza to zwiastuny (przeczucie, obawa). Druga oznacza narastanie („Jaki jestem pokrzywdzony”, „Zaczyna mnie to wkurzać”). Potem następuje wybuch – gdy chcemy zadać współmałżonkowi ból, żeby poczuł to, co ja czuję. Pragnę poniżyć go, ośmieszyć i wykazać, że jest głupim, bezdusznym egoistą. Po wybuchu przychodzi czas na rozmowę – gdy powtarzamy ważne komunikaty. Często w fazie wybuchu mówimy sobie ważne rzeczy. Giną one gdzieś wśród silnych emocji, wzajemnych pretensji. Mówimy, o co tak naprawdę nam chodzi. Na koniec dochodzi do pogodzenia się – znowu jsteśmy razem, jeszcze bliżej.

Trzeba przejść przez wszystkie fazy. Najważniejsze, by nie przerwać kontaktu. Najbardziej destrukcyjne jest przerwanie kłótni w fazie trzeciej. Przejawia się to w słynnych „cichych dniach”, manifestowaniu obrazy, wyjściu z domu, a po powrocie udawaniu, że nic się nie stało. Przerwanie kłótni w tej fazie nie pozwala osiągnąć korzyści z konfliktu. A korzyści są dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, rozmowa o problemie może zakończyć się rozwiązaniem go i osiągnięciem porozumienia. Po drugie, pojawia się ulga, radość, wzajemna czułość i bliskość oraz poczucie, że jesteśmy ważni dla współmałżonka.

Jak przejść w kłótni od wybuchu do rozmowy? Zasada pierwsza: „Nie zrywaj kontaktu ze współmałżonkie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy