Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Tyle miłości ile wolności

67

W jednej rodzinie językiem miłości jest przyniesienie śniadania do łóżka, a w drugiej to, że śpimy do dwunastej. Jeśli ona nie zrobiła mi śniadania - tak jak matka robiła zawsze ojcu - czy to znaczy, że ona mnie nie kocha? Młodzi małżonkowie muszą wspólnie „wyrozmawiać” porozumienie co do tego, jak się ta ich miłość wyraża - dowodzi Bogdan de Barbaro.

Dorota Krzemionka: – Spotykamy kogoś i zakochujemy się. Czy to przypadek, że wybieramy sobie takich a nie innych partnerów?
Bogdan de Barbaro: – Przyjemnie byłoby sądzić, że nasze wybory są wolne, ale tak do końca nie jest. Przecież jesteśmy uwarunkowani tym, co przeżyliśmy wcześniej: relacją z pierwszą kobietą w naszym życiu, czyli matką, i pierwszym mężczyzną, którym jest nasz ojciec. Często się zdarza, że ich cechy emocjonalne, a nawet fizyczne, mają wpływ na nasze wybory życiowe. Bywa, że patrząc na fotografię młodej matki mówimy: jaka ona była podobna do wybranki syna. Czyli synom podobają się dziewczyny, które jakoś przypominają ich matkę, a córki często wybiorą mężczyznę podobnego do ojca.

Nawet jeśli są z ojcem w konflikcie i nie czują, że szukają kogoś podobnego?
– Paradoksalnie, konfliktowość przyciąga. Jeżeli mam z kimś konflikt, to nie jest mi on obojętny. Albo chciałbym go pokonać, albo być pokochanym przez niego, albo coś mu udowodnić. Nieraz jest tak, że córka skonfliktowana z ojcem nawet sobie nie zdaje sprawy, że całe jej życie układa się według scenariusza pod tytułem: „jak ojca zadowolić?”. Ten ojciec może już nawet nie żyć, może mieszkać na drugiej półkuli, nie odzywać się do niej od piętnastu lat, a jednak kształtuje scenariusz jej życia.

Czyli jeśli ojciec nie zwracał na mnie uwagi, nie doceniał mnie jako kobiety, to w jakimś sensie szukam podobnych do niego mężczyzn?
– Szukam takich, którzy mnie odrzucają, na tym polega wstępne podobieństwo. Oczywiście, mówimy o ogólnych regułach czy schematach. Ale zależność między pierwszym mężczyzną i kobietą – czyli ojcem/matką – a tym, co się później dzieje w ramach poszukiwania partnera, jest niezaprzeczalna.

Jeśli chłopak miał zaborczą mamę, to często trafia w ręce zaborczej dziewczyny.
– Jeśli w ogóle trafia, bo zaborcze mamy mogą swych synów nie wypuścić. Tak może być i wtedy na początku jest mu nawet nieźle, bo taka relacja jest mu znana. Ale później zaczyna się konflikt między dwiema zaborczymi kobietami. Każda będzie chciała „zgarnąć” go dla siebie. Znajdzie się on między młotem a kowadłem. Walka między żoną a matką niejedno małżeństwo rozbiła.

Skąd wiadomo, czy to jest ten właściwy partner, czy nie?

– A kto o to pyta? Bo osoba w stanie zakochania takich pytań sobie nie zadaje. Odczuwa tęsknotę, determinację, idealizuje obiekt uczuć i nie daj Boże jej to odbierać. Natomiast rodzice mogą się niepokoić. Przeczuwają, że to nie jest dobry związek.

I co mogą zrobić?
– Jest to dylemat. Ingerować, smucić się, czy przyklaskiwać nieszczerze? Czują, że nie mają prawa się mieszać, a z drugiej strony widzą, że wybranek czy wybranka ich dziecka nie pasuje im. Ważne, żeby rodzic sprawdził, co mu nie pasuje, czy przypadkiem nie jest tak, że mu nie pasuje w ogóle to, że syn czy córka odchodzi. Rodzice odczuwają lęk przed opuszczonym gniazdem. Obawiają się, że zacznie się nowa faza ich małżeństwa, już bez dzieci, a to wymaga od nich nowych umiejętności.

[nowa_strona] Ktoś powiedział, że opieranie związku na czymś tak nietrwałym jak miłość romantyczna, jest budowaniem na kruchych fundamentach.
– Na ogół, ale bywa i tak, że pierwsza fascynacja przeradza się w przywiązanie, a przyjaźń pogłębia się. Dawniej związek był raczej przygotowany przez resztę świata. Rodzice czy klany decydowały, kto z kim i po co ma się żenić. Małżeństwo było pewnego rodzaju przedsięwzięciem ekonomicznym i społecznym. Było zadaniem, wymagającym wywiązania się z pewnych obowiązków i ról. I zakładano, że ma trwać do grobowej deski. Trzeba było napracować się nad związkiem, postarać się, żeby był dobry. Natomiast dziś małżeństwo wydaje się być przeżywane tylko jako sposób realizacji miłości. Wczoraj miałem spotkanie terapeutyczne z pewną miłą parą, która zaczyna sobie coraz lepiej radzić w małżeństwie. Pod koniec spotkania małżonka powiedziała: „Teraz widzę, że małżeństwo jest pracą”. Więc to nie jest tylko spontaniczność i przyzwolenie: niech się dzieje dobrze, nie musimy się o to martwić. Jeżeli związek jest tylko samorealizacją, to gdy się wyczerpie stan pierwszego zachwytu, to szukamy drugiego zachwytu. Niekoniecznie już w tej samej osobie.

Na co należałoby spojrzeć w tym początkowym momencie, żeby oszacować, czy związek ma szansę przetrwać?
– Jako terapeuta i jako ojciec uważam, że dobrze by było, żeby kandydat na małżonka był dojrzały emocjonalnie. Oznacza to uważność na to, co ten drugi czuje, gotowość i umiejętność wczucia się w jego perspektywę, zdolność przezwyciężania egoizmu i odraczania przyjemności na rzecz jakiegoś sensu, który niekoniecznie jest bezpośrednio w danej chwili uchwytny. Gdyby moje dziecko wychodziło za mąż lub żeniło się, a jednocześnie chciało ze mną o tym rozmawiać – bo jest ważne, żebym nie był wścibski – to starałbym się dowiedzieć, na ile jego wybór jest wolny i głęboki. Wolny od sytuacji, w której młody człowiek tak naprawdę nie czuje się gotowy do związku, ale nie umie odmówić partnerowi/partnerce, bo ją lubi i jest z nią związany emocjonalnie lub zmysłowo. I głęboki – a więc czy jest ciekawy tego drugiego, z wszystkimi jego odcieniami wewnętrznymi, czy też on ma być taki, jak jego/jej wyobrażenie. „Zakochał się” oznacza, że zakochał siebie w kimś drugim, umieścił swój wyidealizowany obraz w partnerze.

Żeby taka idealizacja minęła, potrzeba czasu. Czy okres narzeczeństwa pozwala pobyć, popatrzeć na siebie z różnych stron?
– Tak. Uczucie będzie pogłębione, jeżeli w drugim będziemy widzieli tę osobę, a nie naszą własną projekcję. A to z kolei zależy od wspomnianej dojrzałości: czy chcemy się spotkać, czy tylko „sprzyjemnościować” życie.

Bywa, że jeszcze przed ślubem młodzi mieszkają razem. Co jest dobrą stroną takiego pomieszkiwania razem, a co słabą?
– Zaletą tej sytuacji jest to, że oni mogą doświadczyć tego, jak to jest być razem i na ile do siebie pasują. Wersja wyidealizowanych narzeczonych to zupełnie coś innego niż bycie ze sobą na okrągło, gdy dzieli się odpowiedzialność za dzień, za noc, za zakupy, za podział zadań. Natomiast wadą tego rozwiązania jest, że grozi ono spłyceniem związku. Przypomina to trochę przymierzanie bluzeczek w sklepie. Jak na rynku – rozglądam się, kogo sobie wezmę na życie i mogę tak bez końca próbować. Ale mieszkając z kimś, mam szansę poznać głębiej drugą osobę, którą kocham, jej zwyczaje, system wartości, wszystkie te drobne i niedrobne rzeczy. Wtedy człowiek niejako przenosi się do innej kultury. Bo rodzina to przecież taka mikrokultura. Albo mi ta nowa kultura odpowiada, wzbogaca mnie i zaciekawia, albo czuję się nią zagrożony, bo na przykład zabiera mi ona tożsamość, a ja czuję się nielojalny wobec poprzedniej, własnej rodziny.

[nowa_strona] Na ile poślubiamy osobę, a na ile wiążemy się z jej rodziną? Mówi się: popatrz na teściową, a dowiesz się, jaka będzie twoja żona, Albo: popatrz jak teściowa traktuje swojego męża, a będziesz wiedział, jak ty będziesz traktowany. Jak to jest?
– Oczywiście, pan młody żeni się ze swoją ukochaną, nie z jej rodzicami. Problem się pojawia, gdy panna młoda chce po kryjomu „wprowadzić” swoich rodziców do nowego domu. „Po kryjomu” nie znaczy, że chce oszukać swojego męża. Mam tu na myśli sytuację, w której ona jeszcze się ze swoimi rodzicami wewnętrznie nie rozstała. To się wyraża w jej zachowaniu, na przykład codziennie spotyka się z mamą i radzi się jej, jak postąpić, bo mąż późno wrócił. Czyli rodzi się pytanie: czy ona zechce i potrafi stworzyć pewną granicę psychiczną między sobą a rodzicami? Czy też ta granica będzie nie dość mocna i wtedy można się spodziewać frustracji męża, bo on będzie takie zachowanie żony odczuwał jako nielojalność? I stąd będą jego pretensje, a gdy ona je odrzuci, to on zareaguje agresją, a wtedy żona pójdzie wypłakać się na niego do mamy. Tak wygląda klasyczne błędne koło, które w końcu może doprowadzić do rozwodu – a prawdziwą jego przyczyną jest właśnie wprowadzenie rodziców do małżeństwa. Dodać trzeba, że przecież nie chodzi tu o brak miłości do rodziców, lecz o nową postać tej miłości.

Czyli na którymś etapie nowy związek ma się wyodrębnić i stworzyć swoje granice. Kiedy to ma być? Przed ślubem, po ślubie?
– Z jednej strony to powinno dziać się...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy