Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Wstęp

10 stycznia 2019

Tolerancja ale

32

Sami niezbyt tolerancyjni, domagamy się tolerancji od innych. Chcielibyśmy być tolerowani, ale stać nas na niewiele więcej niż pseudotolerancja.

Są słowa, które zdają się być znakiem swojego czasu. Takim słowem bywała „wolność”, bywała „solidarność”. Dziś jest nim słowo „tolerancja”. Słyszymy je każdego dnia wielokrotnie – tak często, że nieraz przestajemy je słyszeć.

Z tolerancją jako rodzajem postawy czy zbiorem zachowań są jednak pewne kłopoty. Po pierwsze, jest to zjawisko wielkiej złożoności i trudno je wyczerpująco opisać w krótkim felietonie. Po drugie, pragniemy, aby inni tolerowali nas jako osoby, aby tolerowali nasze poglądy czy wartości oraz nasze zachowania, ale sami mamy problem z tolerowaniem innych. Sami niezbyt tolerancyjni, domagamy się tolerancji. Chcielibyśmy być tolerowani przez innych, ale stać nas na niewiele więcej niż pseudotolerancja, którą skłonny byłbym nazwać tolerancją warunkową.

Co rusz słyszę takie oto zdania: „Nie mam nic przeciw gejom i lesbijkom, ale… nie powinni ujawniać swojej orientacji”. „Nie mam nic przeciw imigrantom, ale… powinni to być katolicy”. Ot, taka „tolerancja ale”, a przecież po „ale” – tak jest z pewnością w języku polskim – następuje ta ważniejsza część zdania. Czyli ktoś „toleruje”, ale jednocześnie nie toleruje. Wynika to, jak sądzę, z dość specjalnego, za to powszechnego rozumienia samego aktu tolerancji. „Tolerancja ale” polega na godzeniu się z obecnością czegoś, co niekoniecznie nam odpowiada, ale wyłącznie na naszych warunkach (które zazwyczaj nie mogą być spełnione). Mam wrażenie, że wielu z nas, demonstrujących ten rodzaj tolerancji, dobrze o tym wie i właśnie dlatego z taką „tolerancją” się obnosi....

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy