Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

TĘSKNOTA ZA MAGICZNĄ PRZESTRZENIĄ

0 241

Świat początku XXI wieku stał się idealnym miejscem dla magów i czarnoksiężników – twierdzi BARTŁOMIEJ DOBROCZYŃSKI.

Masową wyobraźnię zdominowały od jakiegoś czasu fantastyczne i baśniowe stwory: hobbity, elfy, krasnoludy, trolle i gobliny. Coraz większa popularność historii o fantastycznych herosach wskazuje na to, że wielu ludziom – także dorosłym.  Z jakichś powodów są one potrzebne, wręcz nieodzowne. Gdyby zsumować czytelników J. R. R. Tolkiena i Joanne K. Rowling, dodać widzów filmowych adaptacji „Harry’ego Pottera” oraz „Władcy Pierścieni” – pewnie wyszłaby z tego liczba „przekraczająca wszelkie algebraiczne wyobrażenie”, jak ujął to Thomas Berger. Nie wspomnę o rodzimych fanach Andrzeja Sapkowskiego i sagi o Wiedźminie. Co to właściwie oznacza? Czy to nowy eskapizm w dobie kryzysu wartości po ataku na WTC? A może ucieczka od coraz bardziej niezrozumiałego świata? Rosnący lęk przed dorosłością i odpowiedzialnością? Tęsknota za straconym dzieciństwem z jego nieśmiertelnością i wszechmocą wyobraźni?
Świat początku XXI wieku stał się nieoczekiwanie idealnym miejscem dla dobrych magów i złych czarnoksiężników. Ludzie masowo udają się po pociechę do wróżek, przepowiadaczy przyszłości, nauczycieli duchowych i astrologów. Wirtualizacja otaczającej nas rzeczywistości łączy się z niewyobrażalnym postępem technologicznym. Czyż nie graniczy z cudem fakt, że list do przyjaciółki w USA czy Nowej Zelandii za sprawą jednego kliknięcia myszką niemal w tej samej chwili znajdzie się w jej komputerze? Czyż nie jest fascynujące, że mogę, nie wychodząc z domu, dokonać zakupów w Internecie? Moce współczesnego człowieka są niewiele mniejsze niż możliwości profesor Gonagall czy Gandalfa. A może i większe? Potrafimy już sklonować siebie, zmienić wygląd, polecieć na Marsa, przeszczepić prawie każdy organ, w ciągu doby znaleźć się w dowolnym miejscu na ziemi. Ba, niczym Harry Potter możemy stać się niewidzialni: czy to dla oczu, czy dla radarów (wojskowi dobrze o tym wiedzą).

Możliwości te są zarezerwowane na razie dla nielicznych. Co gorsza, wiele z nich mają w dyspozycji osobnicy, którzy nie wykorzystują ich dla dobra innych, wręcz przeciwnie. Osama bin Laden czy Slobodan Miloszević – tak samo jak Voldemort czy Saruman – mogli czynić zło dlatego, że dysponowali środkami, jakimi większość z nas nie dysponuje.

Jesteśmy coraz bardziej przyzwyczajani do pokawałkowanego życia, w światach odrębnych, często istniejących tylko wirtualnie
– w komputerze, grach rpg (role playing games), serialach telewizyjnych, umyśle sterowanym przez alkohol, prozac, ecstasy czy amfetaminę – a rządzących się własnymi prawami. To, co jest wykonalne w jednej z tych rzeczywistości, jest niemożliwe albo zakazane w innej. O ile w grze komputerowej mogę bezkarnie eksterminować przeciwników, o tyle na żywo będzie to groziło kryminałem. Jeśli na imprezie w stylu rave, pod wpływem muzyki techno i chemicznej stymulacji mam poczucie kosmicznego zjednoczenia z całością Wszechświata, to nazajutrz w gabinecie szefa ta jedność może okazać się totalnym złudzeniem. Różne rzeczywistości zaczynają się nam ze sobą mieszać. Jeśli ktoś w kreskówce zostaje rozerwany dynamitem, to wraca cudownie do życia w następnym odcinku. Kontakt z takimi sytuacjami sprawia, że nasze doznawanie codzienności staje się nieadekwatne, znieczulone, dostosowane do wirtualnego modelu, w którym wszystko jest do naprawienia.

Coraz trudniej nam odróżnić krew i przemoc z filmów akcji od prawdziwych gwałtów i tragedii. A przecież kiedy ktoś bombarduje wroga z samolotu, jego przekonanie o realności i grozie śmierci bombardowanych jest mniejsze (bo efektów swej działalności nie widzi) niż wtedy, gdyby osobiście rozbił komuś głowę kijem bejsbolowym. Lecz nawet ten ostatni czyn – mimo niewątpliwej naoczności – dla wielu osiąga realność nie większą od przygód królika Bugsa. Kiedy młodociani mordercy nie okazują skruchy, ba, nawet nie zdają sobie sprawy z tego, co uczynili – jest to po części efekt zmultiplikowania i przemieszania światów, w których przyszło nam żyć.

Egzystujemy w jakimś straszliwym, postulowanym przez Beaudrillarda, „symulakrum”, gdzie wszystko okazuje się pozorem – i w konsekwencji nic nie jest rzeczywiste. Sami już nie jesteśmy pewni, który ze światów to świat prawdziwy, a który sztuczny, co realne, a co wirtualne. Nie wiemy, kiedy patrzymy na zapis faktów, a kiedy mamy do czynienia z grą aktorów i rekonstrukcją dla potrzeb mediów. Kult filmu „Matrix” w dużej mierze bierze się z rodzącego się w umysłach podejrzenia: a może ten świat, w którym żyjemy, jest narzuconym nam przez innych, silniejszych i możniejszych, zbiorowym złudzeniem, komputerową, marketingową albo inną neurosymulacją – więzieniem stworzonym przez złych archontów i demiurgów? Przyszło nam żyć w globalnym społeczeństwie opartym na bezlitosnej konkurencji, szacunku zarezerwowanym wyłącznie dla „ego” i pieniądza, z narastającymi kryzysami ekonomicznymi i świadomością powszechnego zagrożenia. Świecie, w którym większość (słynne 80 proc.) znajduje się w nędzy nie do pozazdroszczenia.

Naukowa wizja człowieka, oscylująca między psychologią ewolucyjną a psychologią behawioralno-poznawczą, nie poprawia nastroju – nie mówiąc o zbawieniu. Nie pozostawia ona miejsca na cudowność, tajemnicę, magię czy poezję: w myśl tej wizji człowiek to opakowanie na geny, zaś te ostatnie – niczym wirusy albo pasożyty – wyzyskują go jako nieświadome narzędzie własnej replikacji. Zgodnie z tym poglądem wszystko, co robimy w życiu, polega na zdominowaniu jak największej liczby osobników tej samej płci i zmonopolizowaniu jak największej liczby osobników płci przeciwnej. Dowiadujemy się, że gra toczy się wyłącznie o pieniądze, siłę, przewagę nad innymi, władzę i znaczenie. Dzięki nim odniesiemy sukces reprodukcyjny i przetrwamy jako jednostki. Innej drogi nie ma. Jeśli tak – to większość z nas znajdzie się „pod kreską”.
Aldous Huxley w mrocznym i wizjonerskim „Nowym wspaniałym świecie” opisał takie „doskonałe społeczeństwo”, do którego się zbliżamy: z podziałem na ściśle oddzielone od siebie kasty, z zaprogramowanym co do sekundy życiem (sprowadzonym niemal wyłącznie do pracy i orgiastycznej konsumpcji), z brakiem jakichkolwiek głębszych wi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy