Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Teczki rzucone między ludzi

73

Jeśli ktoś znalazł swoje nazwisko na liście IPN, to warto, żeby zajrzał do swojej teczki - uważa Jakub Kołodziej.

Dorota Krzemionka-Brózda:Wyobraźmy sobie, że ktoś znalazł swoje nazwisko na upublicznionej liście zasobów archiwalnych IPN i teraz rozważa, czy zajrzeć do swojej teczki, czy też nie. Chce znać prawdę, a zarazem boi się jej. Co ma zrobić?
Jakub Kołodziej: – Zachęcam do sprawdzenia faktów, czyli do skonfrontowania się z rzeczywistością. Niewiedza tylko pogłębia napięcie. Ktoś pamięta jakieś wydarzenia ze swojego życia i obawia się, że właśnie one były przyczyną założenia mu teczki – ale tak być nie musi. Na przykład ktoś ma teczkę, bo był werbowany, lecz się nie zgodził – to przemawia na jego korzyść. Bardzo ważne jest samo podjęcie takiej decyzji.
 
– Dlaczego? Czy podjęcie działania rozładowuje napięcie?
– Tak, podjęcie konkretnego działania. Ważne, by nie uciekać przed problemem i nie tłumaczyć się przed innymi. Dwa inne sposoby, po które mogą sięgać ludzie w takiej sytuacji, to wycofanie się albo próba udowodnienia, że jest się niewinnym. Wycofanie się wzmacnia napięcie. Pod wpływem emocji w głowie człowieka pojawia się tysiąc scenariuszy tłumaczących, dlaczego jego nazwisko jest na liście – czasem wręcz paranoidalnych, niezwiązanych z żadnymi faktami. Lęk staje się pożywką dla wyobraźni. Wytwory umysłu wymykają się spod kontroli. „Prawda” wydaje się tak przerażająca, że zupełnie paraliżuje osobę. Pojawiają się nerwicowe objawy, bezsenność, silne lęki przed ludźmi, poczucie prześladowania. Dlatego tak ważne jest, aby mieć możliwie dużo faktów, rzeczowych informacji, bo to zwiększa szansę na poradzenie sobie z problemem.

– Dlaczego nieskuteczne jest dowodzenie swojej niewinności, tłumaczenie się? Czy traktowane jest jako oznaka słabości?
– Oznaką słabości jest przede wszystkim usprawiedliwianie się. Często ludzie dowodzą swojej niewinności w sposób chaotyczny, nieprzemyślany. Wtedy tylko pogarszają swoją sytuację, zwracają na siebie uwagę otoczenia, choć mogą być zupełnie niewinni. Trzeba się bronić, ale rozsądnie, czyli we właściwym czasie, bez zbędnego rozgłosu.

– Co może pomóc w podjęciu decyzji o konfrontacji z prawdą?
– Zachęcałbym do ujawnienia problemu komuś zaufanemu. Nie wolno zostać samemu w tej sytuacji. Dominują w nas bowiem emocje i mamy zawężoną możliwość osądu i podejmowania właściwych decyzji.

Problem w tym, że aby się odsłonić, trzeba komuś ufać, i to w dwojakim znaczeniu: wierzyć, że ten ktoś mnie nigdy nie zawiódł i że cokolwiek mu ujawnię, on będzie przy mnie. A jak powiedział profesor Krzysztof Gierowski, u wielu osób, które działały w podziemiu, pozostał pewien rys podejrzliwości i trudno im komukolwiek zaufać...
– Ciężko jest samemu wytrzymać psychicznie taką sytuację. Trzeba szukać osoby zaufanej, która zrozumie, o co chodzi, nie będzie oceniała, ale po prostu wysłucha i w ten sposób pomoże. Zamknięcie się jest niebezpieczne, tym bardziej dla kogoś, kto wcześniej doświadczył silnej traumy, na przykład został zdradzony, wydany. Izolacja może pogłębiać jego problem. Jeżeli ktoś ma słabą odporność psychiczną, warto skontaktować się z psychoterapeutą lub lekarzem, skorzystać z terapii albo z leków.

A co powinien zrobić ktoś, kto czuje się skrzywdzony, ale waha się, czy zajrzeć do teczki i sprawdzić, kto go skrzywdził?
– Generalnie zachęcałbym do konfrontacji z faktami, ale pod warunkiem, że wahający się ma możliwość uzyskania wsparcia w swoim środowisku. Takiej konfrontacji towarzyszą bowiem zazwyczaj silne emocje. Wiążą się z nią obawy, lęk i bolesne wspomnienia. Nie można się łudzić, że odbędzie się ona bez stresu. Dlatego ważne jest wsparcie, możliwość porozmawiania o tym z kimś bliskim. Ale warto podjąć to wyzwanie. Poznanie faktów daje możliwości przebaczenia i zadośćuczynienia. W procesie przebaczania bardzo ważne jest, by sprawca został uznany za winnego, to pomaga uwolnić się od poczucia krzywdy. Fakt, że czyjeś czyny zostały osądzone, ujawnione, nie wynagradza bezpośrednio doznanych krzywd, ale pomaga w przebaczeniu.

Może się zdarzyć, że ktoś zajrzy do swojej teczki i na przykład okaże się, że donosili na niego jego brat i żona. Co wtedy?
– Wtedy znów pojawia się kwestia przebaczania. Pierwszym etapem tego procesu jest uświadomienie sobie, na czym krzywda polega, co ta osoba faktycznie mi zrobiła. Drugi etap to doświadczenie związanych z tym emocji, najczęściej gniewu i żalu. Ludzie różnie to przeżywają: płaczą, krzyczą, przeklinają, są agresywni. Ważne, by wyrzucić z siebie te negatywne emocje, nazwać skutki krzywdy.

Czy powiedzieć to osobie, która nas skrzywdziła?
– Nie za szybko, bo to może pogłębić problem. Najlepiej porozmawiać z kimś, komu ufamy, ale można też samemu sobie uświadomić, co się czuje. Kolejnym etapem procesu przebaczania jest decyzja, czy chcę przebaczyć. Wiele osób nie chce tego. Nie warto wybaczać za wcześnie, bo wtedy wypiera się dużo emocji. Stłumione, kiedyś i tak eksplodują. Do przebaczenia trzeba dojrzeć. Z czasem życie zmusza do niego, bo nieprzebaczenie rodzi tyle cierpień, że gotowi jesteśmy przebaczyć dla własnego dobra. Cierpieniem są chęć zemsty, nienawiść, poczucie urazy, które przenoszą się na całe nasze otoczenie. Powodują izolację albo agresję wobec innych, zwłaszcza słabszych. Zaczynamy jednak dostrzegać, ile krzywd wyrządzamy innym i że jest to związane z krzywdą, której kiedyś sami zaznaliśmy. To także zmusza do przebaczenia.

Przebaczanie, jak rozumiem, dokonuje się w relacji ze sobą i swoimi emocjami, nie trzeba w to angażować krzywdziciela.
– Nie, w relacji z krzywdzicielem może dojść do pojednania, jeśli taka będzie wola obu stron. Do przebaczenia nie potrzebujemy osoby, która nas skrzywdziła.

Czasem ludziom wydaje się, że łatwiej im będzie wybaczyć, jeżeli krzywdziciel przeprosi, a okazuje się, że ten ktoś nie żałuje tego, co się stało, wręcz przeciwnie, atakuje ich. Co wtedy?
– Wtedy ta osoba zostaje skrzywdzona po raz kolejny. I od początku zaczyna się proces przebaczenia. W konfrontacji z krzywdzicielem nie warto mieć za dużo oczekiwań. Jeżeli robię to dla siebie, bo chcę powiedzieć mu, co czuję, i uwolnić się od emocji, to taka konfrontacja może mi pomóc w przywróceniu poczucia własnej wartości. Jest to raczej monolog: mówię mu, co się stało i co w związku z tym czuję. Jeśli natomiast oczekuję, że ktoś uświadomi sobie, co mi zrobił, i przeprosi, to mogę się rozczarować.

– A co z osobami, które mówią: było, minęło, to zamknięty rozdział, nie warto tam zaglądać?
– Prawdopodobnie część osób w trosce o swój komfort psychiczny tak zdecyduje. Jeżeli boją się, że fakty mogą zburzyć im ich koncepcję świata, to lepiej, by się z nimi nie konfrontowały. Ale sądzę, że zawsze jest to pewna forma ucieczki. Bo problem stał się sprawą publiczną i nie można po...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy