Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

1 grudnia 2021

NR 12 (Grudzień 2021)

Sztuka ponoszenia straty

0 323

Nikt nie jest gotowy na utratę bliskiej osoby. Nawet wówczas, gdy możemy się tego spodziewać, jesteśmy zaskoczeni. Pojawia się niedowierzanie, odrętwienie, które w jakimś sensie ratuje nas przed świadomością tego, co się stało.

Żałoba. Czy można się na nią przygotować? To naturalny stan w sytuacji straty, który wpływa na wszystkie sfery ludzkiego funkcjonowania. Jest procesem, który pełni określone funkcje, takie jak rzeczywiste zaakceptowanie utraty, doświadczenie oraz odreagowanie bólu i żalu. A przede wszystkim ma pomóc nam przystosować się do życia bez osoby zmarłej. 

Nie przeżyję tego

Uważa się, że żałoba po śmierci bliskiej osoby trwa od roku do dwóch lat. Potrzebujemy tego czasu, by nauczyć się życia bez niej. Nie znaczy to, że każdy potrzebuje tylko czy aż tyle czasu. Każdy potrzebuje go tyle, ile potrzebuje. Zależy to między innymi od tego, kim dla żałobnika był zmarły i jaka była między nimi relacja. A także od głębokości żałoby i okoliczności śmierci, czy była nagła, czy – przeciwnie – poprzedzała ją długotrwała choroba. Ważna jest także umiejętność radzenia sobie z tak trudnymi sytuacjami oraz dostępność wsparcia. 
W pierwszym roku – pierwszym bez zmarłego – żałobnik przeżywa różne ważne wydarzenia (np. rocznicę poznania, wspólne święta, urodziny). Niejednokrotnie ma przekonanie, że „nie da rady”, „nie przeżyje tego”. Pomóc może poszukanie pomocy, opowiedzenie o swoich potrzebach, przemyśleniach, uczuciach i obawach bliskim lub specjaliście. 
Ten pierwszy rok jest pewnego rodzaju testem – czy dam radę, jak to będzie? To czas wielkiego bólu, niepewności, rozterki. Czas mija i stopniowo dociera do nas, że trzeba się jakoś „pozbierać”, nadal żyć, choć nie ma tej bliskiej osoby. Trzeba pokierować swoim życiem, choć wciąż brakuje KOGOŚ. Może okazać się, że drugi rok „wystarczy”, ale czasem trzeba więcej czasu: trzech, czterech czy więcej lat. 
Wówczas mówimy o kłopotliwie przeżywanej żałobie (patrz ramka). Żałobnik może równocześnie odczuwać ulgę i smutek, jednocześnie chcąc i nie chcąc rozmawiać o stracie. Potrzebuje być sam i potrzebuje swoich bliskich. Potrzebuje „uprawomocnienia” tego, co przeżywa, ponieważ nieraz wydaje mu się, że jego doznania są nieprawidłowe. 

POLECAMY

O zmarłym tylko dobrze?

W trakcie przeżywania żałoby wyróżnia się określone fazy. Faza początkowa, krótko po śmierci bliskiej osoby, to szok. Przejawia się zaprzeczaniem, odrętwieniem, niedowierzaniem. Życie toczy się dalej, ale bez nas. Wykonujemy wprawdzie codzienne czynności, ale automatycznie, jakby nas przy tym nie było. 
W fazie środkowej przychodzi uświadomienie sobie straty. Dominuje rozpacz, sprzeczne emocje, dolegliwości fizyczne. Reakcje trudno przewidzieć i zaplanować, szczególnie w pierwszych miesiącach. Zmarły bywa idealizowany. Możemy szukać winnych jego śmierci, czasem mamy pretensje do zmarłego. Codzienna aktywność może sprawiać trudności. Doświadczamy kryzysu egzystencjalnego, dotyczącego sensu i celu dalszego życia, czasem przychodzi kryzys wiary. 
Faza końcowa to powracanie do równowagi. Uznajemy fakt śmierci bliskiej osoby, zaczynamy planować, co dalej. Powoli wracamy do realizowania swych zamierzeń. 
Wymienione fazy rzadko są wyraźnie od siebie oddzielone i występują po kolei. Zwykle się na siebie nakładają, kolejność może się mieszać i np. w trakcie fazy środkowej albo po niej mogą wracać reakcje z fazy początkowej. Potrzebna jest wówczas pomoc bliskich, rodziny, a często specjalisty. Można potraktować je jako propozycję pewnego porządku, przygotowanie do rozmów, pracy z żałobnikiem. 
Warto zwrócić też uwagę na emocje w żałobie. Kulturowo było przyzwolenie jedynie na tak zwane „kochane emocje”, takie jak tęsknota za zmarłym, smutek, żal, rozpacz czy miłość. Nie było natomiast miejsca na złość, gniew, nienawiść czy rozczarowanie. To zawiera nakaz, że o zmarłym mówi się tylko dobrze. Blokuje on odreagowywanie emocji. Organizm wówczas objawia je inaczej, „radzi” sobie, generując takie objawy, jak: ściskanie w gardle, ucisk w klatce piersiowej, trudności z oddychaniem. To tłumienie emocji, zakleszczanie ich w sobie, może powodować odczucia, że i u nas pojawia się choroba, i równocześnie lęk o swoje zdrowie. Kiedy pojawia się diagnoza wykluczająca chorobę, konieczne jest zwrócenie się po pomoc psychoterapeuty, który pomoże w dotarciu do tłumionych uczuć. Obecnie za słuszne i decydujące o zdrowiu uznaje się przeżywanie całej palety emocji. Podkreśla się potrzebę ich wyrażania, odreagowywania, aby nie były tłumione. Ważne jest stworzenie atmosfery akceptacji i bezpieczeństwa. 
 

WAR

...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy