Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

SZALEŃSTWA ZDROWEGO UMYSŁU

144

Anna Wierzbicka, australijska badaczka języków, poszukuje uniwersalnych znaczeń pojęć. W jej ujęciu na przykład „kłamać” znaczy „mówić coś, co nie jest”. Wydaje się, że można to rozszerzyć na inne dziedziny, na przykład widzieć coś, co nie jest, myśleć czy pamiętać coś, co nie jest. Dotyczy to zwidów, omamów, urojeń – należących do świata psychopatologii. Ale dotyczy też rzeczy, z którymi nie chadza się na terapię. W przeciwnym razie musielibyśmy chodzić tam wszyscy.

Fiodor Dostojewski w swoich notatkach autobiograficznych opisuje, jak skutecznie znęcał się nad swoim bratem. Wystarczyło, że powiedział, aby ten o czymś nie myślał, na przykład o białych niedźwiedziach. Prosty zakaz myślenia o czymś powodował reakcję paradoksalną: wzrost częstości myślenia o tym, co zakazane. Daniel Wegner pokazał, jak skuteczny jest to mechanizm i jak bardzo destruktywny być może. Co ciekawe, efekt ten można wywołać u siebie samego, tłumiąc niechciane myśli czy przechowując tajemnice i sekrety. Pewien mężczyzna któregoś dnia zatrzymał się przy placu zabaw i obserwował bawiące się dzieci. Po chwili zadał sobie pytanie, dlaczego to robi. Nie umiał znaleźć odpowiedzi. Aż nagle w jego głowie pojawiła się przerażająca myśl: „A może jestem pedofilem?”. Postanowił ją natychmiast stłumić, ale efekt był dokładnie odwrotny. Nie mógł przestać o tym myśleć. Przypominał sobie różne swoje reakcje na dzieci. Niechciana myśl wracała jak bumerang. Proces taki dotyczy wielu spraw, na przykład nieufności, tłumienia własnej zazdrości czy podejrzliwości, co przeradza się w obsesyjne nieraz poszukiwanie dowodów.

Wegner i jego współpracownicy zwracają uwagę, że podobne efekty mogą pojawić się wtedy, gdy jesteśmy zobowiązani do dyskrecji, a także wtedy, gdy przechowujemy jakąś tajemnicę. Uważają, że uruchamia to destruktywne procesy tłumienia chęci ujawnienia tajemnicy, co albo kończy się jej ujawnieniem (jedno zło), albo obsesyjnym myśleniem o niej (drugie zło), a w obu przypadkach powoduje pogorszenie nastroju i obniżenie dobrego mniemania o sobie, a nawet pogorszenie zdrowia. W normalnych warunkach są to powracające myśli, w bardziej dramatycznych ruminacje, a niekiedy również obsesje.
Zespół urojeniowy słusznie spostrzega się jako wyraźne znamię poważnych zaburzeń, ale przecież w jakimś stopniu dotyka każdego z nas. Na świecie żyje tysiące osób, które twierdzą, że miały „bliski kontakt trzeciego stopnia” z kosmitami. Niektórzy, słysząc to, stukają się palcem w czoło. I pewnie mieliby rację, gdyby nie fakt, że osoby te – w sensie psychologicznym – mówią prawdę. Mówią prawdę o czymś, co nie może być prawdą. Przez sądy amerykańskie przetoczyły się lawiny spraw dotyczących tzw. odzyskanych wspomnień o przemocy seksualnej, gdzie także trudno byłoby zarzucić kłamstwo osobom tego doświadczającym. A jednak. Elizabeth Loftus oraz Ira Hyman, niezależnie od siebie, wykazały, że nasza pamięć nie tylko odtwarza doświadczenia, ale również produkuje fałszywe wspomnienia. Bierze się to z bezcennej właściwości mózgu, mianowicie jego generatywności. Badaczki dowiodły, że dla powstania fałszywych wspomnień niewiele potrzeba. Wystarczy, że coś aktywizuje nasze emocje, że coś jest prawdopodobne i w dodatku znajduje powiązania z prawdziwymi doświadczeniami, a ponadto pojawia się w społecznym obiegu (np. poradniki dla osób, które doznały przemocy). Tego typu wspomnienia często pojawiają się podczas terapii, a także wtedy, gdy z jakichś powodów silne emocje niepowiązane ze wspomnieniami zostaną z nimi skojarzone. Loftus zwraca uwagę, że nikt z nas nie może być pewny, czy wspomnienia z dzieciństwa są autentycznymi wspomnieniami, czy może są echem opowieści dorosłych, a może kontaminacją wielu szczątków informacji.

Gdyby ktoś nam powiedział, że rząd jest odpowiedzialny za pogodę albo za powódź, uznalibyśmy to za objaw co najmniej lekkiej aberracji. A jednak... Przekonaliśmy się o tym podczas powodzi w 1997 roku oraz bezpośrednio po niej. Zauważyliśmy mianowicie, że sposób interpretacji przyczyn kataklizmu zależał od tego, czy poniosło się szkody, czy nie, a jeśli tak – jak wielkie straty były udziałem badanych. Osoby, które poniosły niewielkie szkody, a szczególnie te, które nie doznały żadnych, twierdziły, że powódź była dziełem natury – długo padał deszcz, spię...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy