Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Otwarty dostęp , Rodzina i związki

17 czerwca 2016

Synowie z matką wyswatani

103

Są synowie, którzy na zawsze zostali sześciolatkami, chłopcami swoich mamuś. Z pozoru żyją szczęśliwie. Ale cena, jaką za taki związek płacą, rośnie z każdym rokiem - przekonują Dorota Krzemionka i Piotr Brysacz.

Przegrałam – pisze Anka. Mój związek w końcu się rozpadł. Wybrałam Marka, bo był zupełnie inny niż mój ojciec – domowy tyran, który nie krył rozczarowania, że nie jestem synem. Marek, wychowywany przez kobiety, matkę i babkę, wydawał się łagodny, ciepły, rozumiejący i odpowiedzialny. Życie szybko zweryfikowało to wrażenie. Łagodność okazała się bezwolną pasywnością. Wszystko zrzucał na mnie. To ja musiałam zawsze decydować: co na obiad, jakie płytki wybrać do łazienki i gdzie pojedziemy na wakacje. Jeśli czegoś nie załat[-]wiłam, spędzaliśmy urlop w domu. Ożywiał się tylko wtedy, gdy dzwoniła do niego matka. Burczał na nią, narzekał, ale biegł, bo go potrzebowała. Dla mnie nic nie zostawało. Walczyłam z nią o Marka. Ale nie do niej mam pretensje. To on odpuścił nasz związek. Był jak moje dziecko, na długo zanim narodził się nasz syn, Jaś. Pół roku temu wyprowadził się, wrócił do mamy. Poczułam ulgę. Miałam dość trójkąta z teściową i męża wiszącego przy piersi swej matki.

Matczyny satelita
Według danych Eurostatu ponad dwa i pół miliona Polaków w wieku od 25 do 34 lat mieszka z rodzicami. Z badań OBOP-u wynika, że aż 79 proc. osób do 30. roku życia nie wyprowadziło się z domu rodzinnego. Albo do niego wróciło. Ile z tych osób to mężczyźni z matką w tle? Na ile ich życie przypomina opowiedzianą przez Ankę historię jej związku z Markiem?

Nawet jeśli nie mieszkają z matką, synom coraz trudniej jest odejść od niej. Nie chcą, boją się lub nie potrafią dorosnąć. Poddają się matce, nie są w stanie wyzwolić się od niej. Ona rządzi nimi i ich rodzinami, lustruje ich życie, jest najwyższą izbą kontroli. Ich partnerki buntują się, toczą o nich wojnę z teściową. Czasem wyrzucają ich lub same odchodzą. Bywa że narzekają, ale poddają się. Czasem tylko wzdychają: tacy już oni są – wieczni synowie swoich mam. Wydaje się, że maminsynkom żyje się wygodniej – to mniej kosztuje, można co nieco odłożyć, a poza tym... nikt tak nie uprasuje, ugotuje, nie zadba jak mama. Ale synkowie swoich mam nie wiedzą, że cena za pozorny komfort gwałtownie rośnie z upływającym czasem.

Robert Bly, amerykański pisarz i przywódca Ruchu Mężczyzn, w książce Żelazny Jan przytacza opowieść o młodym księciu i pierwotnym dzikusie z leśnych bagien. Książę usłyszał o dzikusie i zapragnął go spotkać i poznać. Zanim to się jednak stało, ojciec księcia schwytał dzikusa i zamknął go w niedostępnej klatce. Po czym zniknął.

Dzikus w tej opowieści to archetyp męskiej siły. Książę nie może go posiąść. Ale zdarza się sprzyjający moment i dzikus zdradza księciu sekret. Mówi, że klucz do klatki, klucz do tajemnicy męskiej siły tkwi pod poduszką... matki. Książę musi go stamtąd wydostać. Jeśli tego dokona, stanie się mężczyzną.

Stary ojciec umarł
Wydaje się, że kiedyś było z tym prościej, łatwiej było też oddzielić komponenty męskiego świata od tych, które do niego nie należą. Gdy rodził się chłopiec, wiadomo było, jaką drogą pójdzie – najczęściej, szczególnie gdy był pierworodny, przemierzał świat śladami wydeptanymi przez ojca. Oczywiście tak chłopcem, jak i dziewczynkami początkowo opiekowała się matka. Z wiekiem jednak chłopak dostawał męskie ubrania, wyznaczano mu „męskie” zajęcia, coraz częściej przebywał z ojcem i w męskim towarzystwie. Stać się mężczyzną pomagały inicjacje.

Mężczyźni towarzyszyli dorastającemu chłopcu. Stopniowo przejmował on ich umiejętności, zainteresowania, poglądy i wartości. Uczył się być mężczyzną, takim jak jego ojciec. W XIX wieku ten porządek zaczął się rozpadać. W Polsce ten proces zaczął się po powstaniu styczniowym. Pojawił się wtedy mit Matki Polki, która cierpi, lecz na przekór wszelkim przeciwnościom i tragediom trwa przy rodzinie i poświęca się dla niej. Wszystko przetrzyma. Ubrana w czerń Matka Polka zastępowała Pana Ojca, który ginął w powstaniu albo był na zsyłce, emigrował, szedł na wojnę, był w obozie, więzieniu, internowany lub spiskował przeciw wrogom i ogólnie był nieobecny.
Rewolucja przemysłowa przeorała życie społeczne.

Rozwijające się miasta potrzebowały rąk do pracy, także kobiecych. „Wcześniej wiadomo było, że to mężczyzna utrzymuje rodzinę w taki czy inny sposób. Może być pracownikiem najemnym, właścicielem, dziedzicem, nawet przestępcą, ale to on powinien dostarczać środki utrzymania kobiecie i dzieciom, czyli istotom słabszym, które same sobie nie poradzą. Masowe wkroczenie kobiet na rynek pracy i wynikająca z tego autonomia ekonomiczna spowodowała, że zachwiał się podstawowy powód męskiej władzy – mężczyzna rządzi, bo to on zapewnia środki przetrwania” – tłumaczy psychoterapeutka Zofia Milska-Wrzosińska w rozmowie pt. „Mężczyźni mają gorzej”, opublikowanej w „Charakterach”.

Mężczyzna przestał być jedynym żywicielem rodziny, musiał się teraz starać, by – dla zachowania pozycji w rodzinie – zarabiać (i pracować) więcej. Ale kobiety zaczęły masowo się kształcić, przestały ustępować w tym mężczyznom, by w końcu ich przegonić. Pojawiły się nurty emancypacyjne, egalitarystyczne, wreszcie feministyczne. „Dostępność antykoncepcji spowodowała, że kobieta przestała być bezwolna w sprawie prokreacji, przestała być zdana na mężczyznę jako ojca, opiekuna swoich dzieci. To ona mogła teraz decydować, czy chce mieć dzieci, kiedy i z jakim partnerem” – dodaje Zofia Milska-Wrzosińska.
W ciągu zaledwie stu lat mężczyźni – ojcowie stracili większość pozycji, które dawały im władzę i wpływ na to, co dzieje się z domownikami. Stracili także synów.

Podwójnie zdradzeni
„Wojna domowa”, kultowy serial z lat 60. Pan Jankowski jest po pracy. Wciąż schludny, choć już w kapciach, czyta gazetę. Pani Jankowska krząta się. Gotuje, prasuje, ceruje. I główkuje, bo przecież na jej głowie dom, mąż, no i Paweł. „Co ten chłopak znów wymyślił?”, „Jak go przekonać, żeby poszedł do fryzjera?”, „Jak zniechęcić do konkursu młodych talentów” – zastanawia się. Co chwilę zaczepia męża, ale ten jest wycofany, niepewny, zastanawiający się. Nigdy nie wie, jak rozmawiać z Pawłem, wciąż popełnia jakieś gafy. Wszystko wie pani Jankowska. Jak zdobyć, pomóc, zaradzić, wygładzić, co koli, gdzie boli, co trzeba, co powinno się, czego znów nie, absolutnie nie. Pani Jankowska wszystkim się denerwuje, stresuje. Ale nad wszystkim czuwa. Panuje.

Tak przez ostatnie kilkadziesiąt lat wyglądał standard wychowawczy. Ojcowie przestali być obecni i ważni. Byli i są nadal albo zbyt zapracowani i zmęczeni, albo – zniechęceni, zagubieni, często pijani. Chowają się za gazetę, wgapiają w komputer lub telewizor – nieprzypadkowo pilot stał się symbolem domowej władzy. Czasem uciekają na ryby czy grzyby. Czasem uciekają w ogóle – fizycznie znikają z domu i z życia rodziny. Czasem, nie dbając o siebie, przedwcześnie umierają.
Zdradzają synów, jak pisze Wojciech Eichelberger w książce Zdradzony przez ojca, bo sami kiedyś zostali zdradzeni przez swych ojców. Wychowywani głównie przez kobiety, nie wiedzą, jak zajmować się synem. Nie pamiętają, jak kiedyś sami potrzebowali obecności ojca.

Nawet gdy ojcowie są w domu, zdradzają synów na wiele sposobów. Ojcowie-kaci niszczą i poniżają ich, bo sami kiedyś byli ofiarami swoich ojców. Ojcowie na piedestale potrzebują synów jedynie do tego, by ich podziwiali, by się przed nimi chwalić. Są też tacy, którzy chowają się za żonę, nie są w stanie wspierać czy bronić syna. Ci zaś, którzy odchodzą w siną dal, delegują synów, by ich zastąpili przy matce. Odchodzę – zdają się mówić do partnerki – ale zostawiam ci syna, on na pewno będzie cię kochał!

Syn zostaje zresztą zdradzony podwójnie. Z jednej strony nie może liczyć na ojca, który jest nieobecny, wycofany lub niezaradny; z drugiej zaś ma do czynienia z matką rozczarowaną, przemęczoną, rozżaloną, która w relacji z nim rozgrywa swój gniew i rozczarowanie mężczyznami, a jego ojcem w szczególności. Ten gniew matka mimowolnie przelewa na syna. Bywa on dla niej, jak pisze Eichelberger, „upragnionym wrogiem”, na którym bierze odwet ze swój nieudany związek, albo „znienawidzonym wybawicielem”, gdy powierza mu swe bolączki, wymuszając opiekuńczą postawę i obciążając ponad jego wiek i miarę swymi chorobami i problemami, głównie z jego ojcem.

To, że matki w roli zastępczego partnera obsadzają syna – wiążąc go poczuciem, że „przecież tyle dla mnie poświęciła” – jest wręcz zabójcze. W przedłużającej się relacji z matką dorosłego już (choć niedojrzałego) mężczyzny wiele jego potrzeb jest zaniedbywanych na rzecz potrzeb matki, co wywołuje frustrację. Narasta złość, której syn usilnie stara się zaprzeczyć, by utrzymać wyidealizowany obraz matki. Bywa że syn w równym stopniu potrzebuje matki co jej nienawidzi, oskarża ją za swój pat, bierze odwet na niej lub na swoich partnerkach. Ostatecznie, tę wewnętrzną złość kieruje na siebie, bojkotując swoje życie, doprowadzając je do ruiny – by w ten sposób dopiec matce.

W opozycji do ojca
Synowie swoich mam w gruncie rzeczy nie wiedzą, co to znaczy być dojrzałym mężczyzną. Prawdopodobnie wiele czasu spędzają przed telewizorem czy komputerem – współczesnymi narzędziami kreowania wzorów. Ale współczesny przekaz masowy nie dostarcza żadnych pewnych wiadomości na temat męskości. Znaczenie terminu prawdziwy mężczyzna bywa uzależnione od aktualnej mody: czasem jest to typ macho, czasem typ metroseksualny, świetnie zarabiający biznesmen w garniturze lub abnegat goniący za przygodą i ekstremalnymi przeżyciami, a czasem domowy misio, który tuli w ramionach żonę i dzieciaki.

Preferowanych przez kulturę typów męskości jest wiele, problem w tym, że to tylko szyldy, opakowania. Ciężko zorientować się, co jest w środku, co istotne. Tę wiedzę można było kiedyś posiąść, przebywając z ojcem. Ze szczęśliwym ojcem, w gronie mądrych mężczyzn. Przykładem takiego mężczyzny jest Grek Zorba – ze swoją afirmacją życia, tańcem, walecznością, odwagą i pracowitością, których uczył młodego przyjaciela.

A dziś? Coraz częściej ojcowie są nijacy, zdezorientowani, bez ikry i pomysłu, podporządkowani żonom i buntujący się, choć nie bardzo wiedzą, przeciw czemu. Skupieni na sobie, na poszukiwaniu własnej roli w życiu, egocentryczni. Dorastającemu synowi trudno identyfikować się z kimś takim. Trudno się na nim wzorować. Tym bardziej że, jak zauważa Wojciech Eichelberger, matki wychowują swoich synów w opozycji do nieobecnych ojców. Syn nieraz słyszy kąśliwe uwagi matki na temat ojca. Postanawia więc w głębi duszy, że nie będzie taki jak tata, i jako grzeczny synek nie zawiedzie mamy. Zaczyna kształtować siebie jako mężczyznę wedle
mamusinych oczekiwań.

W ten sposób matki wychowują grzecznych, wspierających je i uzależnionych od nich maminsynków, którym układają i organizują życie. Taki „inny” syn czuje się bezradny i zagubiony. Nie chce podejmować decyzji, wchodzić w dorosłość, gdyż nie wie, czego się od niego oczekuje. Nie ma też kogoś, kto pozwoliłby mu doświadczyć ryzyka i bólu, i w ten sposób nauczył męskich cech – odporności, wytrzymałości. Mama, która nigdy nie była chłopcem, nie zawsze rozumie, jakie to dla syna ważne. Gdy ojciec jest nieobecny lub wycofany, matka często staje się nadopiekuńcza. Próbuje w ten sposób mocniej związać syna ze sobą w lęku i przeczuciu, że on też od niej kiedyś odejdzie.

„Pozostając pod skrzydłami wyłącznie matki, która jako kobieta łatwiej ulega panice i lękom, syn uczy się, że świat jest pełen niebezpiecznych zasadzek i zagrożeń. Nieustające upomnienia w rodzaju: «nie biegaj, bo się przewrócisz», «nie skacz, bo spadniesz i złamiesz nogę», «nie odchodź, bo się zgubisz» brzmią bardziej jak straszenie niż ostrzeganie” – pisze Ewa Szperlich w artykule „Mały książę mamusi”, opublikowanym w „Charakterach”.

Rozpieszczanie syna przez matkę rodzi w nim niechęć do wysiłku, lęk przed trudnościami, rywalizacją, obawę przed odpowiedzialnością za innych. „Jest to lęk przed życiem”, jak pisze Józef Augustyn SJ w książce Ojcostwo. Aspekty pedagogiczne i duchowe. „Bywa że matka swoim zbytnim rozpieszczaniem uczyni ze swojego syna kalekę niezdolnego do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie o własnych siłach”.

Nadopiekuńcza matka mimowolnie pokazuje synowi, jak bardzo jest kruchy, niezaradny, zdany tylko na nią. Kastruje go psychicznie, pozbawia męskich atrybutów: zaufania do siebie, odwagi, odporności, sprawności, umiejętności odnajdywania się w grupie rówieśników i walki o swoją pozycję.

Wyuczona nieodpowiedzialność
„Chłopcu potrzebna jest możliwość poznawania świata bez nadmiernego ryzyka. (...) Na ogół lepiej jest pozwolić, aby czternastolatek czy piętnastolatek podjął wyzwanie, poturbował się i wyciągnął z tego wnioski, niż stale zapewniać mu sukcesy i odebrać mu szansę przygotowania się do odpowiedzialności w dorosłym życiu” – piszą Dan Kindlon i Michael Thompson w książce Sposób na Kaina. Mama swojego synka nie daje mu takiej szansy.

„Mamusia, gdzie jest ładowarka?” „W kredensie, w przedpokoju, trzecia szuflada”; „Mamo, dlaczego przygotowałaś mi do ubrania zieloną koszulkę, przecież wiesz, że jej nie lubię?” „Bo niebieska była brudna, upiorę ją”; „Mamo, a kupiłaś mi do szkoły zeszyty?” Można sobie wyobrazić, że za parę, paręnaście lat padną podobne pytania, tylko ich adresatem będzie partnerka, może żona, a może znowu matka – która zawsze jest blisko.

Syn mamusi, jak pisze Wojciech
Eichelberger, „boi się ruszyć w świat, zdradzić matkę z inną kobietą, bo przecie...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy