Dołącz do czytelników
Brak wyników

Materiały PR

7 grudnia 2017

Styl prowokatywny w terapii i coachingu

13

Oto fragment książki Noni Hofner. Zbuduj atmosferę zaufania i stawiaj wyzwania. Z humorem!

Hamulce rozwoju, a może: kim jestem?

Frank Farrelly chętnie cytował podczas swoich warsztatów stwierdzenie Carla R. Rogersa, że dla każdego człowieka podstawowymi kwestiami są te, które wiążą się z jego tożsamością. Każdy człowiek, o ile nie jest całkowicie zobojętniały, zadaje sobie następujące cztery pytania:

Kim jestem?

Czym jestem?

Jakie są moje wartości?

Co zrobię z moim życiem?

Na pytania o własną tożsamość trudno odpowiedzieć, lecz także same odpowiedzi stale zmieniają się w ciągu życia. Niektóre pytania się rozbudowują, inne schodzą na dalszy plan, a część się wykrusza. Jednocześnie zmagając się z odpowiedziami, zderzamy się ze swoimi lękami i z dążeniem do poczucia bezpieczeństwa; próbujemy znaleźć grunt pod nogami, podczas gdy nasza baza życiowa przypomina ruchome piaski. Dlatego też jesteśmy zadowoleni, gdy myślimy, że jedno albo dwa pytania można już „odfajkować”, i nie mamy ochoty na nowo się nimi zajmować. Do tej unikowej postawy przyczyniają się nasze hamulce rozwoju.

Hamulce, które spowalniają rozwój naszej osobowości lub zupełnie go zatrzymują, są naszymi nieodłącznymi towarzyszami. Prawdopodobnie nikt z nas nie pozbędzie się ich całkowicie aż do śmierci. Panowanie nad nimi wymaga pewnego wysiłku, ponieważ blokują jeszcze mocniej, gdy nie stawia im się żadnych ograniczeń. Kręcimy się wówczas wokół naszych emocjonalnych, możliwie najmniej ryzykownych przekonań. Kiedy hamulce rosną w siłę, rośnie też nasza obawa przed nowym i uruchamia się niezwykłe błędne koło unikania. Im dłużej człowiek czegoś unika, tym obszary życia, w których sam hamuje swój rozwój, są usilniej przez niego unikane i tym bardziej zagrażający charakter zyskują.

Hamulce rozwoju są emocjonalnymi strategiami, które stosujemy w celu unikania lęku, ponieważ ostrzegają nas wyraźnie przed każdym możliwym ryzykiem. Dowolna nowa i nieznana sytuacja wywołuje uciążliwe uczucia, które nam podszeptują: „Lepiej to zostaw! To zbyt ryzykowne, zbyt męczące albo w ogóle do ciebie niepodobne!”. Dla usprawiedliwienia człowiek dostarcza sobie i innym pseudoracjonalnych uzasadnień: „Chętnie bym to zrobił, ale...”. Aby osłabić hamulce rozwoju, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie o to, czy przy nowych wyzwaniach chcemy słuchać ostrzegającego nas wewnętrznego głosu, czy też krzykniemy na niego: „Zamknij się!”.

Trzy strategie unikania lęku, które wydają mi się najważniejsze, to tchórzostwo, lenistwo i fiksacja. O tchórzostwie i lenistwie wspominał już filozof Immanuel Kant, rozważając przeszkody w uzyskaniu duchowej niezależności i w rozwoju osobistym. Początkowo nazwałam trzeci hamulec rozwoju próżnością, ale z czasem zdałam sobie sprawę, że istnieje wiele fiksacji, w przypadku których to pojęcie jest mylne, ponieważ nie mają one nic wspólnego z powszechnie rozumianą próżnością.

Hamulec rozwoju: fiksacja

Każdy człowiek potrzebuje pewnej stabilności osobistej, która wyraża się w tym, jak myśli, czuje i działa; sposób ten nie zmienia się stale i jest odczuwany przez nas jako taki, który do nas pasuje. Nazywa się to autentycznością. Konieczna jest jednak ciągła otwartość na rozwój, na próbowanie nowych możliwości, które skrywa nasza osobowość, a których nie dało się dotąd dostrzec w pewnych okolicznościach lub których nie chcieliśmy widzieć. Nazywa się to rozwojem osobistym albo dojrzewaniem. Na początku każdego problemu pojawia się mocne przekonanie, sztywne przeświadczenie – idée fixe odnosząca się do własnej tożsamości, która nie zostawia przestrzeni dla zmian.

W przypadku zafiksowania na własnych określonych cechach zakotwiczenie tego sposobu myślenia jest tak głębokie i silne, że już nie zauważamy, jak ciasny jest gorset, który sobie tym samym fundujemy, i jak absurdalną funkcję spełnia w naszym życiu. Klienci mają skłonność do tego, by widzieć siebie jedynie jako problem zerojedynkowy, na przykład: „mam depresję” albo „mam ataki paniki”. Ci, którzy fiksują się na określonych aspektach swojej osobowości, są święcie przekonani, że owe aspekty pozostają nieodłącznymi, a nawet głównymi elementami tejże osobowości. Dlatego też nie chcą w żadnym razie podawać ich w wątpliwość. Nie są może z tego jakoś szczególnie dumni (co miałoby miejsce w przypadku próżności), ale każdorazowe rozmywanie się tego zasadniczego zrębu ich tożsamości wzbudza nie tylko niepewność, lecz także olbrzymi lęk, gdyż nie wiedzą wówczas, kim są.

Nie tylko chorobliwe fiksacje, które każdej osobie stojącej z boku, a czasem nawet samemu klientowi, rzucają się w oczy, splatają się w nasz kaftan bezpieczeństwa. Także wszelkie wyobrażenia o nas samych, których nie chcemy zakwestionować i które uważamy za zupełnie normalne, ograniczają nasze możliwości. Praktycznie wszyscy ludzie – również ci, którzy w najśmielszych marzeniach nie uznaliby się za potencjalnych klientów – fiksują się na pewnych dogmatach dotyczących własnej osobowości. Jeśli często mówicie: „Jestem osobą, która...”, to powinniście się dokładniej przyjrzeć sobie, gdyż prawdopodobnie trzymacie się kurczowo pewnych cech, które odbierają wam wiele różnych możliwości i hamują wasz rozwój. Jeżeli teraz myślicie: „Co za bzdura, w moim przypadku to nie są tylko czcze słowa, lecz rzeczywiście jest tak i tak!”, to powinien się wam włączyć dzwonek alarmowy.

Przypisy