Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

STARA HISTORIA Z NOWYM ZAKOŃCZENIEM

0 257

Niektórzy z nas tkwią w rujnujących związkach przez wiele lat. Dlaczego wchodzimy do tej samej rzeki, chociaż woda lodowata i kamienie na dnie? Pacjent sam powie, co mu dolega, w czym leży jego problem i jak można go rozwiązać. Historii jednej z pacjentek przysłuchuje się BOGDA PAWELEC.

Anna pojawiła się w moim gabinecie w środku lata: – Zostawił mnie, wyjechał z rodziną na wakacje, dowiedziałam się w biurze ostatnia. I zaczęła płakać przejmująco. Przyszło mi na myśl, że tak szlochają skrzywdzone dzieci. Ale przede mną siedziała piękna, 30-letnia kobieta, jeszcze parę minut temu wchodząca do gabinetu pewnym krokiem. Pomyślałam, że przypomina kukiełkę, którą ktoś po zabawie rzucił w kąt.

– Obiecywał coś innego?
– Miał się rozwieść, czekał tylko, aż najmłodszy syn skończy studia. Jego małżeństwo nigdy nie było udane. Byli ze sobą ze względu na dzieci...
Powoli rysowała się historia związku 60-letniego szefa z o połowę młodszą kobietą. Jej kariera zawodowa była błyskotliwa. Ukończyła dwa fakultety, posługiwała się biegle trzema językami. Prezes był zachwycony jej umiejętnościami i przebojowością. Chwalił ją, nagradzał. „Był jak dobry ojciec” – powtarzała Anna. Po trzech miesiącach zostali kochankami. Zapewniał ją, że jest miłością jego życia. Anna była zakochana i pewna, że znalazła mężczyznę, z którym zwiąże się na stałe.

Dwa miesiące temu zaczęła przebąkiwać o tym, że chciałaby mieć dziecko, o kupnie wspólnego mieszkania. Zapewnił ją, że wszystko wyjaśni się, kiedy syn skończy studia i się ożeni. Syn ożenił się przed tygodniem, a wczoraj, kiedy przyszła po weekendzie do pracy, dowiedziała się, że „pan prezes wyjechał na dawno planowany urlop z rodziną”. Nie odebrał telefonu, nie odpowiedział na SMS-y. Anna poczuła się, jakby dostała w twarz.

Spotkałyśmy się kilka razy. Opowiedziała mi swoją historię, ze zdumieniem odkrywając niezwykłą powtarzalność zdarzeń, odczuć i zachowań. Jej poprzednie trzy związki były nieudane. Pierwszy chłopak, starszy od niej o 5 lat student, po roku chodzenia zostawił ją tuż przed studniówką dla jej koleżanki z klasy. Przeżyła to mocno. Pomocą okazała się matura. Anna zawsze była ambitna, zajęła się nauką. Ten motyw odwracania uwagi od poczucia odrzucenia w stronę nauki powtarzał się w jej życiu wielokrotnie.

Na drugim roku studiów Anna związała się na blisko dwa lata z Anglikiem, który przyjechał do Polski, żeby wykładać w szkole językowej. Był o 10 lat starszy od niej. Chciała spędzić z nim resztę życia. Był opiekuńczy, dumny z jej osiągnięć. Po dwóch latach skończył się jego kontrakt. Wrócił do Anglii. Ustalili, że ona skończy studia, a on będzie się rozglądał za możliwościami pracy dla nich obojga w Londynie. Po kilku miesiącach zadzwonił i oświadczył, że poznał kogoś. Anna wpadła w depresję na pół roku. Leczyła się farmakologicznie. I tym razem pomogła jej ucieczka w naukę.
Skończyła studia i zajęła się pracą. Kolejny związek nie różnił się zbytnio od pozostałych. Ten mężczyzna też był od niej dużo starszy i chociaż rozwiedziony, to – jak się okazało – niezainteresowany stałym związkiem. Był fotografikiem, często wyjeżdżał za granicę. Dopiero po jakimś czasie Anna zorientowała się, że wierność nie była jego dewizą życiową.

– Usłyszałam, że przecież jestem taka niezależna, silna, samowystarczalna. On zupełnie nie rozumie, o co mi chodzi. Inne kobiety? To przecież był tylko seks. A ja potrzebowałam miłości, opieki, ciepła.

Spotykałyśmy się wielokrotnie. Odkąd coraz mniej płakała, miałam ochotę zadać jej pewne pytanie.
– Czy myślała pani o tym, dlaczego ci mężczyźni są coraz starsi od pani?
Pytanie rozbawiło ją. Jeśli pacjent każdą sesję zaczyna od łez, a tu jakaś sytuacja potrafi go z tego wybić, to coś dobrego zaczyna się dziać.
– Faktycznie, mój następny partner powinien mieć... jakieś osiemdziesiąt lat.
Roześmiałyśmy się obie.
– Ale gdyby jednak to nie był przypadek? – upierałam się.
– Nigdy nie zwracałam uwagi na rówieśników. Byli tacy dziecinni, skoncentrowani na sobie, na walce o władzę, pieniądze, nowe autka. Nie rozumieli kompletnie, co nam kobietom jest potrzebne. Dopiero dojrzały mężczyzna może zapewnić córce prawdziwe wsparcie...
Przejęzyczenie było tak oczywiste, że nie dało się go nie zauważyć.
– Czyjej córce?
– Nie, tak mi się powiedziało, oczywiście miałam na myśli siebie...
– Wiem. Bo ta córka to zdaje się pani.

W ciągu następnych kilku minut znów nastąpiła przemiana – z pewnej siebie kobiety trzęsącej firmą w małe, porzucone dziecko. Jeden z moich nauczycieli psychoterapii mówił: „Słuchajcie uważnie tego, co pacjent mówi na pierwszym spotkaniu. On powie wam, co mu dolega, w czym leży jego problem, nawet to, jak można go rozwiązać. Powie to w swoim języku, gestem albo słowami, z których musicie wyłowić sens”. U Anny uderzyło mnie to gwałtowne przeobrażenie. Jakby mieściły się w niej dwie osoby. Jedna to osoba zdecydowana, którą zobaczyłam w drzwiach gabinetu. Druga to mała, zrozpaczona dziewczynka, wyrażająca ból i porzucenie.

– Mój ojciec był cudownym człowiekiem. Uwielbiałam go. Ale im byłam starsza, tym więcej zauważałam ciemnych stron. Obiecywał coś i nie dotrzymywał obietnicy. Miał być spacer – zapomniał, wracał późno nietrzeźwy. Mama ciągle tłumaczyła go, że „tak ciężko pracuje”. Szkolne przedstawienie – wszyscy rodzice są, on do ostatniej chwili obiecuje, że będzie, i nie przychodzi. Wraca pijany. Wiem, że zapomniał. Następnego dnia jest czuły i dobry. A za jakiś czas zapomina odebrać mnie ze świetlicy. Jest zima, robi się ciemno, mama w delegacji. Siedzę sama w pustej świetlicy, pani złości się, gdzieś dzwoni, szuka mojego taty. A ja się boję, tak strasznie się boję.

Anna mówi w czasie teraźniejszym o sprawach, które rozgrywały się 20 lat temu. Powróciły, kiedy poczuła się oszukana, zostawiona już jako dorosła kobieta. Ale nie urosła w tej części swojej osoby. Tu łatwo ją zranić, ba – jakby sama prowokowała to zranienie.
– Porzucona, mała dziewczynka...

– Porzucił nas niedługo po tym. Mama nie wytrzymała, usłyszałam, że były inne kobiety, a ona była z nim, żebym miała ojca, bo tak go kochałam. Do tej pory czuję się winna, że to przeze mnie się rozstali, bo miał mnie odebrać ze szkoły i wybuchła potworna awantura. Matka powiedziała, że skoro jest takim ojcem, to lepiej, żeby go nie było wcale. Spakował się, wyprowadził do kochanki. A matka jest do tej pory nieszczęśliwa. Miewa depresje, z nikim się nie związała. Nienawidzi mężczyzn. Przez całe życie mówiła mi: „Ucz się, bo kobieta musi sobie w życiu radzić sama, licz tylko na siebie”.

– Zrobiła pani, jak kazała.
– Nie, to tylko fasada. W środku jestem taka bezbronna, bardzo potrzebuję miłości, opieki.
– Ale dlaczego szuka pani tego u mężczyzn, którzy są tak podobni do pani ojca? Przecież jego wiek wcale nie świadczył o dojrzałości.
Chwilę milczała...
– Opowiem pani w następnym odcinku – zaśmiała się.

To była gra słów, którą Anna wprowadziła, kiedy poczuła się nieco lepiej. Czasem pytała mnie: „Czy ja z tego wyjdę?”. Pewnego dnia sama sobie odpowiedziała tekstem z telewizyjnego programu, w którym petent przychodzi do doradcy podatkowego i na zakończenie każdej wizyty pyta: „A czy mogę nie płacić podatków?”. Doradca odpowiada: „O tym porozmawiamy w następnym odcinku”. Po tym spotkaniu Anna zostawiała mnie pełną takiej ciekawości, że byłam gotowa złamać zasady i przedłużyć je. Ale wyszła i poczułam, że nastąpiła subtelna zmiana. Powolne decydowanie o tym, czego chce, bez tej bezgranicznej uległości, jaką mimo pozorów czuła wewnątrz siebie. Na następne spotkanie Anna przyszła zupełnie spokojna.

– Przepłakałam cały wieczór. Już u pani mnie olśniło, ale chciałam to sobie poukładać. Ukrywałam, że kiedy ojciec od nas odszedł, urodziła mu się córka. Była ode mnie o 9 lat młodsza. Boże, jak on się nią potrafił opiekować... Ja jej nienawidziłam. Opowiadał, jak mówiła jakiś kretyński wierszyk w przedszkolu, i puchł z dumy. Uczył ją jeździć na rowerze, ja do tej pory nie potrafię, bo dla mnie nie miał czasu.

– Po prostu dorósł do roli ojca...
– Tak, teraz to zrozumiałam. Zawsze myślałam, że to we mnie było coś takiego, że nie chciał się mną zajmować. Ciągle poszukiwałam takiego tatusia, który właśnie mnie pokocha. Tylko mnie.
– Miał być podobny do taty i dla pani się zmienić, a jednocześnie ojcować dorosłej, samodzielnej kobiecie.
– Tak, to absurdalne, czego chciałam. W dodatku udając taką mocną.
– Czy naprawdę sądzi pani, że to udawanie? Że jest pani taką bezradną istotką, zdaną na łaskę i niełaskę kogoś, kto musi panią odbierać z przedszkola?
Długo milczała...
– Chciałam czuć to, co moja przyrodnia siostra, dostać t...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy