Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Spotkanie obcego w sobie

0 202

Obcy to część nas samych, odrzucona i napiętnowana. Jeśli akceptujesz siebie, nie musisz nikogo nienawidzić.

Jedwabne stało się synonimem masowej zbrodni dokonanej przez sąsiadów. Stało się ekranem, na który rzutowany jest cień ludzkości: ludobójstwo, nienawiść, lęk, żądza zemsty, cierpienie i rozpacz. To już nie jest sprawa lokalna. Widzę to jako wspólnotę cierpienia: ofiar, rodzin ofiar i oprawców, następnych pokoleń, które ponoszą konsekwencje tej zbrodni i wszystkich ludzi. Nie ma takiego bólu na świecie, który nas nie dotyka.

Sprawa Jedwabnego boli mnie szczególnie. Nie tylko dlatego, że w spalonej stodole mogli spłonąć moi dziadkowie, gdyby ich ciała nie spłonęły w piecach krematoryjnych. Dotyka mnie dlatego, że jedną z najważniejszych intencji mojego życia jest praca na rzecz pojednania. Pojednania między człowiekiem a światem, człowiekiem a człowiekiem, między sobą znanym a sobą „obcym”. Pojednanie to stawanie się jednym. To taka przestrzeń spotkania, w której czujemy, że mimo wszystkich różnic jesteśmy w istocie tożsami.

Pochodzimy z tego samego duchowego gruntu, choć wzrastamy w różnych kulturach. Duchowość rodzi się w sercu. Nauczeni bolesnym doświadczeniem, zasklepiamy swoje serca w cierpieniu, gniewie i chronimy je z lęku przed dalszym zranieniem. Gdybyśmy teraz mimo wielopokoleniowych urazów, umieli otworzyć się na siebie, to jest szansa, że nie przekażemy swoim dzieciom dziedzictwa nienawiści, zemsty, pogardy i przemocy.

Jak pisze Anodea Judith: „nasza kultura naznaczona jest obsesją władzy, a w gruncie rzeczy powodowani jesteśmy pragnieniem miłości”. Napędzani jednak lękiem przed własną niemocą, bezradnością i samotnością, angażujemy wielkie energie, aby utrzymać przewagę nad ziemią i innymi. Jesteśmy duchowo bezdomni. Żyjemy w czasach kryzysu tożsamości. Stary pomysł, że człowiek jest odrębnym istnieniem, oderwanym od reszty świata traci rację bytu. Wyłania się nowa tożsamość człowieka świadomego swojego powiązania ze światem.

Większość z nas jednak obawia się zmienności, zatracenia swoich granic, utraty odrębności. Czepiamy się jakiejś tożsamości i przynależności. Jestem Polakiem, katolikiem, Żydem, Niem-cem. Lęk przed nieznanym znajduje ujście w lęku i nienawiści wobec tzw. obcych. Tak odradza się nacjonalizm, faszyzm i fundamentalizm, dając pozorne poczucie przynależności, tożsamości i mocy. Tęsknota za uporządkowanym, podzielonym światem jawi mi się jako największe zagrożenie. Bo właśnie obraz świata naznaczony podziałami, ta opozycja „ja”- „nie ja” jest źródłem lęku, wrogości, cierpienia i przemocy.

Co zrobić, żeby lekcja Jedwabnego została dobrze zrozumiana? Zgadzam się z Janem Grossem, że uporanie się ze spuścizną Holokaustu wymaga od nas przede wszystkim przemiany duchowej. Z takiej postawy wyłoniły się hasła: „Pamięć tak, przemoc nie”, „Zamiast ekspansji przemocy – ekspansja świadomości”.
Nie mam gotowych recept, ale myślę, że praca w kierunku przeistaczania kultury przemocy w kulturę pojednania powinna pójść w trzech kierunkach. Pierwszy to rozpoznanie uwarunkowań, które powodują eskalację wrogości, agresji i przemocy.

Drugi to rozwijanie umiejętności pracy z konfliktami na tle narodowym czy religijnym, przygotowanie ludzi, którzy potrafią działać w pozycji mediatorów w samym ogniu konfliktu.

W końcu trzeci to praca nad sobą, nad swoimi własnymi, wewnętrznymi konfliktami i napięciami.

„Zanim w świętym oburzeniu posądzisz innych o niehumanitaryzm, zobacz, jakie konflikty i wojny prowadzisz z samym sobą.” Korzenie zła tkwią w sferze naszego cienia, którego nie chcemy przyjąć. Zamiast tego rzutujemy swój cień na świat, kreując swoich wrogów. Jak spotkać „obcego” w sobie i w innych?

Każdego roku w listopadzie od 5 lat siadam do medytacji na rampie w Brzezince – tam gdzie pociągi z całej Europy osiągały swój kres. Razem ze mną siedzi wielka, międzynarodowa grupa ludzi z całego świata. A wszystko w ramach odosobnień prowadzonych przez „Wspólnotę Pokoju” – organizację międzywyznaniową założoną przez buddyjskiego nauczyciela Bernie-go Glassmana. Kiedy byłam tam po raz pierwszy, głębiej utożsamiłam się z wieloma osobami z mojej rodziny, które zginęły w Oświęcimiu. Chciałam połączyć się z nimi w cierpieniu, poczuć ich rozpacz, strach przed śmiercią.

Kiedy pojechałam drugi raz, poczułam, że mogę utożsamić się nie tylko z ofiarami. Zaczęłam odkrywać w sobie tego „obcego”, oprawcę ukrytego w cieniu mojej szlachetnej duszy. Odezwało się moje wewnętrzne dziecko, naznaczone piętnem upiorów ostatniej wojny. Tak zranione i upokorzone, że marzyło o zem-ście, żeby wziąć odwet na swoim prześladowcy, zadać ból i patrzeć, jak się męczy. Ze zranionego dziecka możesz wzrastać jako zraniony oprawca. Mówi się, że ofiara hoduje w sobie kata.

Przejmująca jest sytuacja mieszkańców Jedwabnego, którzy – jak powiedziała Agnieszka Arnold: „są w tej chwili w straszliwym położeniu moralnym i psychicznym”. Wymagają oni teraz wsparcia, zrozumienia i współczucia. Może dobrze by było powołać tzw. Radę Starszych – światłych i duchowych liderów, którzy usiądą razem, aby wspólnie podjąć pracę w duchu pojednania. Mam przeczucie, że najbardziej adekwatna do sytuacji byłaby praca ze społecznością metodą „głębokiej demokracji”, która polega na tym, że wszystkie strony konfliktu mają czas i przestrzeń, żeby wypowiedzieć swoje opinie i uczucia. Według Arnolda Mindella, dopiero wtedy, kiedy ludzie wykrzyczą swoje zadawnione urazy i żale i zostaną wysłuchani, mogą utożsamić się z cierpieniem i potrzebami drugiej strony i spojrzeć na sytuację ich oczami.

W tym procesie potrzebny jest tzw. facylitator (ułatwiacz), który pomaga ludziom wysłuchać siebie nawzajem i otworzyć się na innych. Wtedy następuje przemiana od chaosu i walki, poprzez wyłonienie biegunów konfliktu i oczyszczenie sy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy