Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

SMUTNE SKUTKI ZŁEGO HUMORU

0 384

Wszystkiemu winien jest zły humor. To on powoduje spadek samokontroli i w konsekwencji autodestrukcję. Większość popularnych sposobów na poprawę nastroju jest szkodliwa. Kiedy nie warto poprawiać sobie nastroju – zastanawia się WIESŁAW BARYŁA.

Niewielu z nas z premedytacją chce żyć krócej, być chorym, biednym, mniej lubianym przez innych i siebie – a przecież często robimy coś, co w konsekwencji do tego prowadzi. Jedni palą papierosy, inni piją za dużo lub jedzą zbyt wiele. Jeszcze inni nie wypełniają zaleceń lekarzy, oddają się niezdrowym rozrywkom, mówią ludziom rzeczy, za które ci przestają ich lubić, albo zachowują się tak, że przestają lubić samych siebie. Dlaczego tak się dzieje?

Wszystkiemu winne są rachunki zysków i strat, związanych z podejmowaniem lub nie określonych zachowań. Chcemy jak najlepiej dla siebie. Nie ma praktycznie ani jednego dowodu empirycznego na freudowską hipotezę o istnieniu potrzeby samounicestwienia. Niestety świat jest skomplikowany, niewiele zachowań już na pierwszy rzut oka można ocenić jako absolutnie niszczące, jak na przykład skok z jedenastego piętra na betonowy chodnik. Skok z podobnej wysokości do wody albo na linie może być takim aktem, ale nie musi. Krążące po Internecie powiedzenie ujmuje to tak: wszystko, co przyjemne, jest prawnie zakazane, niemoralne lub tuczące. W życiu obowiązuje swoista zasada zachowania korzyści – „coś za coś”. Chwila przyjemności teraz – rak płuc za czas jakiś; chwilowe uwolnienie się od siebie samego – alkoholizm i marskość wątroby w późniejszym wieku; ekscytujące chwile w kasynie przez tydzień – kłopoty rodzinne i zawodowe przez lata; podniecająca przygoda seksualna – utrata szacunku bliskich i do siebie. Przykłady można mnożyć.

Większość z nas zdaje sobie sprawę z zasady „coś za coś” i stara się jakoś „wyjść na swoje”. Podobnie jak w spekulacjach finansowych, również w życiu rozsądną strategią jest inwestowanie długoterminowe, powstrzymywanie się przed natychmiastową konsumpcją na rzecz przyszłych korzyści. Nie wszyscy jednak obdarzeni jesteśmy w jednakowym stopniu zdolnością samokontroli. Jedni dość skutecznie potrafią poskramiać swoje impulsy, pragnienia i emocje, innym przychodzi to z trudem. Niepowodzenia w poskramianiu chwilowych pragnień są źródłem wielu problemów, takich jak uzależnienie, wykolejenie społeczne, przemoc domowa, niechciane ciąże, problemy w szkole, bankructwa czy otyłość. Zdolność samokontroli polega na stałym rachowaniu, jakie zachowania i cele są dla nas najbardziej opłacalne, i pilnowaniu, by dochodziły one do skutku. Na dłuższą jednak metę racjonalna samokontrola jest zadaniem niewykonalnym z dwóch co najmniej powodów.

Po pierwsze, problem polega na tym, że nie ma psychologicznego surogatu pieniądza i instytucji dbających o jego stabilność. Nie jesteśmy w stanie raz na zawsze wycenić, ile dla nas znaczy nasze zdrowie, ile kariera, ile rodzina, ile smukła sylwetka, ile udany seks, a ile przyjemność zjedzenia czekoladki. Sprawy nabierają dla nas wartości zależnie od okoliczności. Po drugie, wiele zachowań i celów wzajemnie się wyklucza. Każda zjedzona kremówka oddala nas od wymarzonej sylwetki, dbanie o dobrą atmosferę w domu podkopuje relacje w pracy. Wcześniej czy później coś musi pójść nie tak. Pytanie, jakie czynniki przyspieszają katastrofę.

Diane Tice, Ellen Bratslavsky i Roy Baumeister udowadniają, że wszystkiemu winien jest nasz zły nastrój. To kiepski humor powoduje załamanie się samokontroli i w konsekwencji zachowania autodestrukcyjne. Kontrola nad chwilowymi pokusami wymaga stałej koncentracji na odległych celach. Negatywne samopoczucie prowadzi do zmian w hierarchii ważności celów. Dobroczynne długoterminowe cele ustępują miejsca chęci poczucia się lepiej natychmiast, tu i teraz. Większość popularnych sposobów na poprawę nastroju jest autodestrukcyjna: alkohol, narkotyki, słodycze i inne wysokokaloryczne pokarmy, seks, szalone zakupy, gry hazardowe i komputerowe czy oglądanie telewizji.

Tice i jej współpracownicy pokazali, że osoby, u których wzbudzono negatywny nastrój i przekonanie o możliwości zmiany tego nastroju, wpadały w pułapkę hedonistycznej samokontroli: zajadały się niezdrową żywnością, wytępiły ryby w wirtualnym jeziorze i zabawiały się puzzlami, zamiast ćwiczyć mnożenie. W badaniach wykorzystano procedurę zamrażania nastroju, którą wymyślili Gloria Manucia i Robert Cialdini. Polega ona na informowaniu uczestników eksperymentu, że z pewnego powodu (np. zażycia leku) ich nastrój przez pewien czas nie będzie się zmieniał. Nastrój wzbudzono za pomocą różnych historyjek. Badani, u których wywoływano negatywny nastrój, czytali opowiadanie o kierowcy: spieszył się, więc zignorował czerwone światło i w konsekwencji zabił dziecko. Ci, u których wzbudzano nastrój pozytywny, zapoznawali się z historyjką o mężczyźnie ratującym dziecko od śmierci. Po przeczytaniu historyjki badani mieli wyobrazić sobie tak dokładnie, jak tylko potrafią, że to oni są jej bohaterem, mieli też poczuć emocje, które przeżywaliby w opisanej sytuacji, i opisać swoje samopoczucie.

Przeprowadzono trzy eksperymenty. W pierwszym z nich, dotyczącym rzekomo inteligencji emocjonalnej, za pomocą historyjki wzbudzano u uczestników nastrój – u połowy negatywny, u połowy pozytywny. Następnie informowano ich, że muszą poczekać 15 minut. W tym czasie proszono badanych o udział w rzekomo niezwiązanym z eksperymentem teście smaków. Kosztowali różne ciasteczka i oceniali ich smak. Połowie uczestników „zamrożono” nastrój. Przekazano im mianowici...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy