Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Śmiej się, Polaku

81

Uśmiech czyni nas szczęśliwymi. Bywa zaraźliwy jak grypa. Zapewnia młodość. Niekiedy wywołuje zakłopotanie. Czasem jest nie na miejscu, jak uśmiech terrorysty podczas procesu.

Kiedy ludzie się uśmiechają? Co sprawia, że wybierają jako swoją wizytówkę zdjęcie, na którym są uśmiechnięci bądź poważni? W badaniu przeprowadzonym w zeszłym roku porównałem 3 tys. fotografii zamieszczonych w Internecie przez ludzi z 20 krajów, poszukujących przyjaciół za pośrednictwem popularnego komunikatora MSN Messenger. Wydaje się, że chcąc zaprezentować się jak najlepiej, powinni raczej uśmiechnąć się na zdjęciu. Zasada ta nie obowiązuje jednak na całym świecie. Najwięcej uśmiechniętych twarzy widniało na fotografiach mieszkańców Stanów Zjednoczonych (76,5 proc.) i Indonezji (75 proc.), najmniej w przypadku Finów (38 proc.), Polaków (40 proc.) i Niemców (46 proc.). Wpływ na tę kolejność miały bez wątpienia normy kulturowe.
W Stanach Zjednoczonych dążenie do szczęścia jest niezbywalnym prawem każdego człowieka, co zostało wpisane do amerykańskiej Deklaracji Niepodległości. Co ciekawe, Amerykanie potrafią uwierzyć, że są szczęśliwi, nawet jeśli nie mają specjalnych powodów. „A co robić, jeśli nie masz ochoty się uśmiechać? Dwie rzeczy. Po pierwsze, zmuś się do śmiechu. Kiedy jesteś sam, zmuś się do gwizdania lub nuć piosenkę. Zachowuj się tak, jakbyś był szczęśliwy, a zobaczysz, że faktycznie będziesz szczęśliwy” – czytamy w bestsellerze Dale’a Carnegiego „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” (pierwsze wydanie w 1936 roku).
Innym kulturowym wyzwalaczem uśmiechu jest społeczna reguła przyjacielskości i powierzchowna serdeczność. Stewart i Bennett w przewodniku po kulturze amerykańskiej z 1991 roku piszą: „Amerykanie kierują się silnie zakorzenioną konwencją, aby demonstrować powierzchowną serdeczność w kontaktach społecznych. Miłe słowa i uprzejme uśmiechy oczekiwane są jako coś naturalnego. Unika się wyrażania ostrych sądów i bezpośredniej krytyki prosto w oczy w obawie, że mogłoby to zburzyć sympatyczny nastrój”.

Ta amerykańska przyjacielskość trudna jest do zaakceptowania przez przybyszów z innych kultur, w których przyjaźń traktuje się znacznie poważniej. Felietonista nowojorskiego „Nowego Dziennika”, Jan Latus, pisze: „My, Polacy, którzy zaskorupiamy się w swojej arogancji (czy też, co na jedno wychodzi, nieśmiałości), uśmiech traktujemy jak zachętę, znak spoufalenia. Nic dziwnego zatem, że uśmiech Amerykanina od razu bierzemy za oznakę zażyłej przyjaźni albo erotycznego zainteresowania. No to buch! Zapraszam do domu, proponuję randkę, proszę o pomoc... a tu on się wymiguje, taki fałszywy. No bo dlaczego się uśmiechał!”.
Uśmiech króluje też w Indonezji. Zarówno Jawajczycy, jak i Balijczycy cechują się na co dzień bardzo pogodnym wyrazem twarzy. Podobnie jak w innych społecznościach kolektywistycznych, wy-rażanie negatywnych emocji uważane jest na Bali za „aspołeczne”. Unni Wikan w artykule „Managing the heart to brighten face and soul” opublikowanym w „American Ethnologist” podkreśla, że negatywne emocje nie tylko godzą w harmonię grupy, ale są zaraźliwe jak grypa. Przytacza wypowiedź swojego balijskiego informatora: „Kiedy widzimy, że ktoś jest smutny, też możemy stać się smutni. Będziemy myśleć o jego problemach... i czuć smutek wraz z nim. To może być niebezpieczne. Mamy więc taką zasadę: »Nie rozmyślaj nad swoimi problemami. Każdy je ma, nie tylko ty. Musisz kontrolować swojej serce, a wtedy będziesz mógł zapomnieć o smutku. W przeciwnym wypadku twój smutek będzie przenosił się na innych«”. Uśmiechnięta twarz jest także formą promocji własnego zdrowia. „Jeśli twoje oblicze będzie pogodne i uśmiechnięte, pozostaniesz młody na zawsze” – głosi popularne na Bali powiedzenie.
Amrozi ben Nurhasyim, jeden z organizatorów krwawego zamachu na Bali w roku 2002, uśmiechał się podczas procesu, co zachodni dziennikarze odczytywali jako oznakę impertynencji i braku współczucia dla ofiar i ich rodzin. „Media okrzyknęły go »uśmiechniętym terrorystą«, bo przez cały proces nie krył zadowolenia. (...) Amrozi kpił sobie z sądu i obecnych na rozprawie członków rodzin ofiar zamachu” – relacjonowała „Gazeta Wyborcza” 8 sierpnia 2003 roku. Tymczasem niemal rok wcześniej, 25 listopada roku 2002, zaraz po aresztowaniu Amroziego, w wydawanym w Indonezji anglojęzycznym dzienniku „Jakarta Post” ukazał się artykuł antropologa Ariela Heryanto zatytułowany „Niepoprawny politycznie uśmiech”. „Indonezyjczycy nieświadomie i bez wysiłku uśmiechają się, kiedy kogoś spotykają, kiedy rozmawiają albo doświadczają czegoś, co niekoniecznie musi być zabawne. Z tego właśnie powodu wielu turystów, którzy po raz pierwszy odwiedzają ten kraj, mylnie zakłada, że ludzie są tu nadzwyczaj szczęśliwi, niezwykle gościnni i uprzedzająco uprzejmi. Uśmiechy biorą bardziej serio, niż na to zasługują” – tłumaczył Heryanto.

W Polsce brakuje kulturowych „katalizatorów” uśmiechu. Co więcej, istnieją kulturowe „inhibitory” odpowiedzialne w dużej mierze za nasze marsowe oblicz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy