SŁOWA, OBRAZY, DŹWIĘKI 27

Wstęp

GRZEGORZ MŁYNARSKI omawia cykl prac ?Rozstrojenie?, DARIUSZ BUGALSKI rozpoczyna opowieść o upadłych aniołach, BRONISŁAW MAJ analizuje wiersz Jana Epifaniego Bonaszewskiego, a Wojciech Eichelberger wprowadza nas w świat najnowszego filmu Pedro Almodóvara.

Rozstrojenie

Czy wyglądam tak, bo taka jestem?
A może jestem, bo tak wyglądam?
Czy moja świadomość determinuje mój wygląd?
Jestem kobietą, dzieckiem, żoną, kochanką.
Jestem kierowcą, człowiekiem, córką i siostrą.
Jestem sumą wyobrażeń o sobie.
Jestem...
Ania

Myśl   
Ta myśl nie była z tych błyskawicznych, a pomysł z serii olśnień. Nie pomyślałem: „Dziś zacznę robić zdjęcia ludzi, a potem oni dopiszą coś o sobie”. Projekt „Portret wewnętrzny – rozstrojenie” dojrzewał we mnie powoli. 
Zaczęło się od Wojciecha Prażmowskiego. To on w ubiegłym roku powiedział: „Zróbcie zdjęcia do mojego tematu – autoportret wewnętrzny”. Zrobiłem, niewynikającą z żadnego przemyślenia, sentencję dwóch zdjęć – portret z maską i bez maski; po czym dla zwiększenia efektu nałożyłem je na siebie, przesuwając jeden negatyw względem drugiego. Efekt okazał się piorunujący. Siadłem na podłodze ciemni i długo wpatrywałem się w dziwną kombinację dwóch obrazów. Różnice się uwydatniły, a podobieństwa zaczęły współgrać ze sobą. Zacząłem zastanawiać się, na ile każdy z nas nakłada taką maskę kreacji, na ile ona przenika przez warstwę naszego prawdziwego „ja” i czy świadomie jesteśmy w stanie na tę kreację wpływać. Jedna z bohaterek moich zdjęć, Zuza, powiedziała: „By coś wyrazić, nie potrzebuję się starać – wyrażam po prostu. Kontroluję się
na tyle, że czasem nakładam maskę, gdy czuję się źle... Uśmiecham się i udaję, że jest w porządku. Samego momentu wypływania uczuć nie kontroluję. Jedynie nakładam maskę, jeśli chcę to ukryć”. Z drugiej strony, pomyślałem, istnieje taka warstwa, która przebija się przez pozostałe, która tli się w najgłębszej głębi nas. Ta warstwa to nasza „natura”, prawdziwy obraz wnętrza skrywany pod płaszczem codziennej autokreacji; zestaw nieuwarunkowanych zachowań, odruchy i reakcje niewynikające z przystosowania do danego środowiska czy społeczności
oraz rządzących w niej oczekiwań i norm; najczystszy, niezakłócony obraz każdego z nas.

Słowo
Moim zadaniem było dotrzeć do osób portretowanych właśnie od tej strony. Dotrzeć samemu i pozwolić dotrzeć im. Sprawić, by otworzyły się przede mną, pokazały dusze. W pewnym stopniu było to możliwe; na tyle, na ile człowiek jest w stanie pokonać bariery i wejść w stan świadomości drugiego człowieka. Potrzebowałem klucza, a nawet kilku.
Pierwszym była empatia. Każde słowo było ważne, ale nabierało mocy dopiero wtedy, gdy przestawałem być biernym słuchaczem, gdy zaczynałem wnikać w struktury zależności, w jakie uwikłane jest życie człowieka. Narzędziem była rozmowa i standaryzowany wywiad. Pytania stopniowo wprowadzały badanego w coraz bardziej zawężone pole zagadnień, aż skupiały się na problemach związanych z kreacją, otwartością, stosunkiem do własnego wizerunku.
Drugim kluczem była szczerość. Moja szczerość za szczerość portretowanych. W grę
nie wchodził cień fałszu, próba manipulacji czy niedomówienia. Nie naciskałem,
gdy pojawiały się tematy zbyt drażliwe (wystarczało mi zasygnalizowanie, że na tym gruncie występuje złożony problem). Byłem otwarty, wszelkie dygresje były wskazane. Chciałem dać tym osobom poczucie bezpieczeństwa, że nic bez ich zgody nie wyjdzie poza „ten” pokój i poza „tę” kartkę zeszytu.
Sportretowałem kobiety z różnych stron Polski, w wieku od 15 do 30 lat. Chciałem, żeby podobieństwa nie wynikały z podobnych uwarunkowań, więc wybierałem osoby
do portretów tak, by miały minimalny kontakt ze sobą lub wcale się nie znały. Zobaczyłem, jak wielki potencjał kryje się w każdej z tych kobiet, jak są silne, a zarazem kruche i wrażliwe, zależne, a przy tym na swój sposób samowystarczalne. I jak w tym podobne. Oddalone od siebie o 600 kilometrów dwie dziewczyny na to samo pytanie odpowiedziały niemalże tym samym zdaniem. Choć kierują się w życiu innymi wartościami, inaczej podchodzą do świata i ludzi, inaczej reagują w sytuacjach stresowych, to istnieją w nich warstwy, linie i punkty przystające.

Maska
Moim głównym celem była próba zestawienia wizerunku twarzy człowieka z jego wnętrzem, nawet najmniejszym ułamkiem tego wnętrza. Na podstawie rozmów, wywiadu i tekstu, który każda z portretowanych kobiet napisała o sobie, wspólnie dobieraliśmy maskę. Maskę będącą tak naprawdę przeciwieństwem maski; maskę, która byłaby odbiciem najgłębszej warstwy człowieka. „Jestem jak woda: cicha i spokojna w środku, ale gdy mnie coś zdenerwuje, wybucham. Potrafię napsuć. Moja dusza jest kwiatem – w głębi jestem taka niewinna, ale gdybym była kwiatem, kolce też raczej bym miała” – mówi Weronika.
Wiedziałem, że maska musi składać się z wielu – n...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy