Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Wstęp

27 lipca 2016

Seksualny performance

61

Seks jest w coraz mniejszym stopniu prostym narzędziem rozpowszechniania genów, a coraz częściej staje się artystycznym performance.

Lata temu przeczytałem rozważania Stanisława Lema nad kapryśną naturą ewolucji. Szczególnie zafrapowała mnie uwaga na temat nieoptymalności wielu ewolucyjnych rozwiązań. Stanisław Lem zauważył, z typową dla niego trafnością, że w procesie ewolucji utrwalają się rozwiązania wystarczające, a te nie są bynajmniej optymalne. Sposób odżywiania się, zależność między mózgiem i sercem – to pierwsze z brzegu przykłady. W kwestii pozyskiwania energii optymalna jest fotosynteza, zaś ludzki sposób odżywiania się jest nader nieefektywny, nieekonomiczny, rozrzutny. Związane z tym wydalanie ubocznych produktów przemiany materii to kolejny problem. Zdaniem Lema, gdyby nie taki sposób odżywiania i wydalania, nie byłoby treningu czystości, wstydu, no i... psychoanalizy.

Stanisław Lem uważał, że podobny problem jest z seksem. Jest to, jak twierdził, mało praktyczny sposób rozmnażania, choć niepozbawiony przecież przyjemności. Pod wpływem Lema zacząłem myśleć o tym, jaka część ludzkiego życia uległaby istotnej zmianie w konsekwencji zmiany sposobu rozmnażania. Zważywszy, że seks jest jednym z najważniejszych i najczęstszych źródeł przyjemności, naturalne jest oczekiwanie, że u większości ludzi zmniejszyłaby się suma szczęścia. Zniknąłby też przemysł pornograficzny, którego obroty sięgają miliardów dolarów rocznie. Zaniknąłby rynek matrymonialny, też wart miliardy dolarów, a przy tym pożerający niewyobrażalne ilości energii. O psychoanalizie nawet nie wspomnę. Dość bolesne zmiany dokonałyby się w sztuce. Pomyślałem sobie o moich ukochan...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy