Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Seks nie wisi w powietrzu

70

Po co chodzimy ze sobą do łóżka? Czy seks wiąże na trwałe? Czy ona zawsze powinna chcieć, a on móc? Co zrobić, gdy namiętność mija?

O seksie w związku mówi Wiesław Sokoluk, pedagog i seksuolog. Przez wiele lat prowadził terapię czynnościowych zaburzeń seksualnych oraz terapię par. Specjalizuje się w seksuologii rozwojowej. Zajmował się problemem edukacji seksualnej i profilaktyką HIV/AIDS. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego. Razem z Ewą Klepacką napisał książkę „Seks czegoś smutny antyporadnik dla tych, którzy grają o miłość”.

Dorota Krzemionka: – Czy udany seks może być probierzem dobrego związku?
Wiesław Sokoluk: – To złudzenie, któremu często ulegają młodzi ludzie. Bywa, że podejmują oni aktywność seksualną przed ślubem, traktując ją jako test, czy będą dobrym małżeństwem. Mogą być dla siebie szalenie atrakcyjni jako kochankowie, ale ich związek niekoniecznie musi okazać się równie świetny.

– Czyli jeśli seks jest od początku udany, to może stanowić dobry punkt wyjścia dla stworzenia trwałego związku?
– Tak może być. Seks spełnia dwie funkcje: prokreacyjną i więziotwórczą. U człowieka one się rozdzieliły. Szczególnie na początku związku udany seks wiąże ludzi, daje im dobrą energię i motywuje ich, by dbali też o inne obszary wzajemnych relacji.
– Co takiego jest więziotwórczego w seksie?

– Gratyfikacja. Są dwie przyjemności, które można mieć szybko w życiu: narkotyki i seks. Z tym, że seks nas nie oszukuje, jeśli my go nie oszukujemy. Może dać nam frajdę do końca naszych dni. Natomiast narkotyki nas oszukują.

– Czy ta gratyfikacja możliwa jest tylko wtedy, gdy jesteśmy ze sobą blisko?

– Można ją mieć również bez związku uczuciowego. Ale w dobrych związkach seks daje nie tylko gratyfikację zmysłową, lecz także parę innych ważnych rzeczy: wzajemną troskę, czułość i opiekę, poczucie przynależności, rozwiązanie egzystencjalnego problemu samotności.

– Poszukiwanie tego wszystkiego może nas prowadzić do łóżka...
– I odwrotnie: to wszystko może być, a w seksie jest chłodno. Dobry związek i więź emocjonalna nie gwarantują dobrego seksu. Rządzą nim bowiem m.in. najstarsze mechanizmy biologiczne. Eksperymentalnie udowodniono, że kobiety w wyborze potencjalnego partnera kierują się jego zdrowiem. W jednym z badań panowie zostali przebadani pod kątem ich zdrowia, a potem przez kilka dni nie zdejmowali tiszertów. Następnie te koszulki położono na stole, a panie wąchały je i wskazywały koszulkę pana, który im najbardziej pasuje. I wybrały koszulkę tego, który był potencjalnie najlepszym reproduktorem.

– Ludziom nie zawsze chodzi o seks. Chodzą też do łóżka, by być blisko.
– Dla wielu seks jest erzacem bliskości, ale tak naprawdę w ich związkach jej nie ma. I odwrotnie: ludzie mogą być ze sobą bardzo blisko i nie uprawiać seksu. Mogą też iść do łóżka, żeby się odstresować albo z rozpaczy, albo „bo tak trzeba”, z zemsty lub żeby wzmocnić poczucie własnej wartości. Jest mnóstwo nieseksualnych powodów uprawiania seksu i nie służy mu to dobrze. Seks silnie wiąże ludzi, ale nie na długo, jeśli nic innego ich nie łączy. Dotyczy to zwłaszcza mężczyzn, ze względu na ich inną konstrukcję potrzeby seksualnej.

– W jakim sensie ta potrzeba u mężczyzn jest inna?
– Potrzeba seksualna zawiera „dwa w jednym”: potrzebę więzi i potrzebę rozładowania napięcia seksualnego. Dojrzałość seksualna polega na tym, że te dwa wymiary się integrują. Kobiety mają je zintegrowane od początku. Natomiast u mężczyzn początkowo funkcjonują one osobno. Dopiero pod koniec okresu dojrzewania powoli zaczynają się integrować, ale nie całkowicie.

– Co to oznacza?
– U mężczyzn kontakt seksualny jest mniej uwikłany w relację. Jeśli kobieta decyduje się na przygodę, prosi partnera: „Powiedz mi, że mnie kochasz, że nie tylko o to ci chodzi”. Trudno sobie wyobrazić, żeby facet po przygodzie seksualnej poprosił: „Powiedz mi, że mnie kochasz”. To tłumaczy pewne sytuacje, które są niezrozumiałe dla kobiet. Na przykład on jej tłumaczy, że choć zrobił skok w bok, to ją kocha i nie wyobraża sobie życia bez niej. A dla niej to jest nóż w serce. W społecznym odczuciu zdrada mężczyzny jest bardziej dopuszczalna, niż zdrada kobiety, bo u niej zazwyczaj to jest coś więcej, niż tylko seks i bardziej zagraża trwałości związku.

– A przekonanie, że łóżko ich pogodzi?
– To też wymyślili mężczyźni. Partnerzy pokłócili się. Jemu to nie przeszkadza. U mężczyzn bowiem konflikt nie narusza więzi. Natomiast ona po kłótni nie ma ochoty na seks. Najwyżej chce, żeby on ją przytulił, wziął za rękę, powiedział coś miłego.

– A jeśli w seksie od początku się nie układa, czy to źle wróży związkowi?

– Niekoniecznie. Warto zadać sobie pytanie, co się takiego dzieje, że się nie układa. Na przykład dla jednej z osób seks może być źródłem konfliktu. Chce być z partnerem, poślubić go, ale zarazem ma poczucie, że łamie jakieś normy. I wtedy idziemy do łóżka we trójkę: ja, partner i konflikt moralny. A poczucie winy i związany z tym lęk zazwyczaj silnie hamują reaktywność seksualną. Dlatego zdarza się, że przed ślubem seks się nie udaje, a potem moralne wątpliwości mijają i zaczyna się układać.

– Niektórzy twierdzą, że w łóżku zawsze jest sześć osób: ja, partner, jego i moi rodzice...
– Wtedy jest fatalnie. W języku psychoanalizy mówi się, że jeżeli córeczka ładnie uwiodła swojego tatusia, potem się z nim ślicznie rozwiodła i przeskoczyła swoją mamusię jako kobietę, to do łóżka pójdzie tylko ona, a nie jej mamusia. Jest podobnie, gdy chłopak ładnie uwiódł swoją mamusię, potem się z nią rozwiódł i przeskoczył swojego tatusia jako facet, to pójdzie do łóżka sam. Oczywiście, jednym z czynników, które decydują o wyborze partnera, jest postać rodzica płci przeciwnej. Ale to nie oznacza, że symbolicznie idziemy z nim do łóżka. Jeśli facet idzie do łóżka z mamusią, to jest impotentem. Żebyśmy byli zdolni stworzyć udany związek, musimy się emocjonalnie rozejść z własną rodziną.

[nowa_strona] – Co to znaczy?
– Trzeba najpierw umieć żyć samemu, zanim się zacznie żyć z kimś. Wielu ludzi jeszcze dobrze nie wypadnie z objęć rodziny, a już wpada w objęcia związku. Jeśli nie potrafię żyć na własny rachunek ekonomiczny i emocjonalny, jeśli nie umiem się uporać z samotnością, to nie będę umiał żyć z kimś. Bo na przykład mogę się nadmiernie bać, że partner odejdzie. Dobrze, jeśli partner jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie, ale nie jest mi niezbędny. Jak mnie zostawi, to nie będzie końca świata. Rozwód z rodzicami jest trudny dla obydwu stron, dla rodziców też. Kochamy nasze dzieci po to, żeby je stracić. Jak się z tym nie pogodzimy, to wychowamy kalekę, maminsynka. Bywa, że mamusia pudruje psipsiaczka swojemu półrocznemu synkowi i mówi: „Już dziś tej dziwki nienawidzę”.

– Wiele mówi się o pogoni za orgazmem. Czy orgazm jest miarą udanego seksu?
– Seks nie lubi zadaniowego podejścia. Na jednym z rysunków Mleczki ona mówi podczas stosunku: „Stefan, czy mam już zacząć udawać orgazm?”. Czasami ludzie się przygotowują, wyjadą gdzieś razem... i nic. A czasami ni stąd ni zowąd czują, że muszą natychmiast, bo „seksiki” ich oblazły. Pożądania nie da się wyregulować. Zależy od naszej kondycji, stresu, zmęczenia. Poza ostrym zespołem zakochania, gdy wciąż mamy na siebie ochotę, nasze pożądanie poddaje się pewnym rytmom. Na przykład u mężczyzn największy wyrzut testosteronu jest o 5 rano. Górale mają specjalną nazwę na stosunek poranny – „świtaniec”. On ma ochot...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy